wtorek, 23 grudnia 2014

Jasełka w Laare

Kochani, na ten szczególny czas, w którym objawia się moc Bożej Miłości, życzę radości, miłości i pokoju i dziekuję za wszelkie dobro s.Alicja z misji w Laare
Zapraszamy do oglądania jasełek 

*UWAGA

aby włączyć polskie napisy należy:

przed rozpoczęciem oglądania kliknąć w znaczek CC po prawej stronie przy pasku filmu i wybrać 'polski'

http://vimeo.com/114545101

sobota, 6 grudnia 2014

Mikołajki! :)

Mikołajki to tradycyjna, polska nazwa święta ku czci świętego Mikołaja. Obecność świętego Mikołaja zapowiada nadejście Bożego Narodzenia. W dniu tym święty Mikołaj przynosił zazwyczaj dzieciom prezenty. Współcześnie w Polsce wręcza się drobne upominki.
W tym roku Laura będzie pierwszy raz w życiu obchodzić prawdziwe Mikołajki. Kiedy kilka dni temu się widziałyśmy opowiadałam Laurze o naszych polskich zwyczajach i tradycjach. Nasza studentka nie kryła zdziwienia i kiedy spytałam o jej marzenia i o to co chciałaby dostać, odpowiedziała, że ma wszystko, nic nie potrzebuje a jej marzenie właśnie się spełnia –STUDIA.
Bardzo nas cieszą wyniki jakie Laura osiąga (z ostatnich egzaminów 82,5%) a jej promienny uśmiech, który nie znika nawet na 5 minut motywuje do działania. Jak wiemy studia to ogromny koszt i sami nie damy rady zebrać tak dużej kwoty.
Chcielibyśmy aby Laura w ten dzień poczuła się wyjątkowo, dlatego prosimy o dobre słowo dla Niej, modlitewne wsparcie a kto może sprawić choć najdrobniejszy upominek w postaci wpłaty na jej studia już teraz z całego serca dziękujemy!

Fundacja Księdza Orione Czyńmy Dobro
ul. Lindleya 12, 02-005 Warszawa

Bank Pekao SA IV Oddział w Warszawie, ul. Grójecka 1/3
Numer rachunku: 14 1240 1053 1111 0010 4353 6691

Kod SWIFT: PKOPPLPW
PL dla obrotów zagranicznych:
PL 14 1240 1053 1111 0010 4353 6691
z dopiskiem: LAURA

niedziela, 23 listopada 2014

Z wizytą w Brańszczyku

W sobotę 22 listopada 2014 r. Laura Makena, w towarzystwie koordynatorek Krystyny i Klaudii, odwiedziła Dom Emeryta im. św. A. Orione w Brańszczyku. Laura spotkała się z Podopiecznymi Domu i opowiedziała o swoim marzeniu. 





Laura pragnie ukończyć studia medyczne i zostać lekarzem pediatrą. A następnie, po powrocie do Kenii, pragnie leczyć dzieci. Spotkanie zbiegło się z imieninami ks. Janusza Nowaka prezesa Fundacji, Laura uczestniczyła w obiedzie imieninowym i poznała Rodzinę Oriońską.



wtorek, 4 listopada 2014

Świąteczne prezenty

W odpowiedzi na liczne pytania dotyczące dodatkowych zakupów świątecznych zamieszczam kilka ważnych informacji.

1. Jak dokonać dodatkową wpłatę aby pieniądze trafiły na prezent naszego dziecka

Tak jak każdego miesiąca dokonujemy wpłatę wpisując: imię, nazwisko dziecka, numer z dopiskiem, że jest to prezent np. EMMANUEL MUTETHIA 190 + 100 zł prezent

2. Do kiedy zrobić przelew

Na przelewy czekamy do końca listopada! Prezenty z przelewów grudniowych będą dokonywane już po świętach.

3. Można poinformować nas o dodatkowym przelewie również e-mailem (adopcja.laare@gmail.com)

4. Sami mogą Państwo zadecydować co dziecku zakupić na święta, czy mają to być buty, koc czy bielizna itp. bądź zdać się na Siostry pracujące w misji. 
Jeśli chcą Państwo aby zakupić konkretną rzecz dla dziecka proszę o informację e-mail (adopcja.laare@gmail.com) lub informację w przelewie
Np. EMMANUEL MUTETHIA 190 + 100 zł (buty, bielizna)

Poniżej podajemy ceny rzeczy o które najczęściej Państwo pytacie:

Świąteczne ubranie:

Sukienka 1500 - 2000 kshs  (60-80zł)
Sweterek 1000 kshs (40zł)
Buty 1500 kshs (60zł)
Spodnie 1200 kshs (48zł)
Koszulka chłopięca 1000 kshs (40zł)
Bielizna:  majtki, skarpetki, koszulka 600 kshs (24zł)

Paczka świąteczna ze słodyczami: 1000 Kshs (40zł)
Czekolada, chrupki, lizaki, ciastka, cukierki, gumy do żucia

Paczka świąteczną z środkami czystości: 1000kshs (40zł)
Zestaw mydeł, ręczniczek, proszek lub mydło do prania, wazelina, miska

Zabawki:
Lalka od 1000 do 2000 kshs (40-80zł)
Samochód od 500 do 2000 kshs (20-80zł)
Klocki, układanki, puzzle, zestawy zabawowe ( sklep, lekarz, konstruktor, kuchnia)
500- 1000kshs (20-40zł)
Piłka 2000 kshs (80zł)

Szkoła:
Plecak do szkoły 1500 kshs (60zł)
Zeszyty 10 sztuk 300 kshs (12zł)
Piórnik z wyposażeniem 400 kshs (16zł)
Książka 500-1000 kshs (20-40zł)

Prezenty ogólne:
Materac 1500 kshs (60zł)
Koc 500-1500 kshs (20-60zł)
Termos 1500 kshs (60zł)
Talerze  i kubki plastikowe 500kshs (20zł)

Lampa solarowa 3500 kshs (140zł)

sobota, 1 listopada 2014

Wszyscy Święci


1 listopada wspominamy tych co już od nas odeszli… Dziś pamiętamy w szczególny sposób o wszystkich zmarłych naszych podopiecznych.  Tylko w tym roku odeszła do Pana czwórka naszych dzieci: malutka Sharoon, Caroline, Edna oraz Ken. Nasze Anioły mają teraz wszystko czego zapragną, wierzymy, że są szczęśliwe w ramionach Ojca. Dziękujemy  rodzicom adopcyjnym, dzięki którym mogliśmy choć trochę uszczęśliwić ich, również tu na ziemi. Każde z nich zostawi szczególny ślad w naszych sercach.


„ Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego
Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna (…)”


Ks. Jan Twardowski

środa, 22 października 2014

Jambo

Tu Agata i Miśka, nowe wolontariuszki w Misji Laare. Jesteśmy w Kenii od dwóch tygodni, podczas których zdążyłyśmy zaprzyjaźnić się zarówno z naszymi małymi podopiecznymi, jak i z kwitnącymi wokół przekolorowymi kwiatami, zapierającymi dech w piersiach widokami sawanny i gościnnymi roześmianymi Kenijczykami, gotowymi w każdej chwili uścisnąć nam dłonie i wypytać, jak się mamy i czy podoba nam się w Kenii.
Zaznajomiłyśmy się także z wszechobecnym czerwonym pyłem, pająkami sporych gabarytów i gromadami dzieci krzyczących za nami na cały głos: “mzungu, mzungu!”.

Mimo zawrotu głowy od afrykańskich wrażeń (a może to tylko znaczna wysokość, na której położone jest Laare?), nie próżnowałyśmy. Klaudia wprowadziła nas w szczegóły pracy. Codziennie odwiedzałyśmy szkoły i dzieci w domach, żeby sprawdzić, jak się sprawują i czy chodzą do szkoły. Było to bardzo wzbogacające doświadczenie. Te dwa tygodnie woluntaryjnej pracy pozwoliły nam docenić to, co zazwyczaj było dla nas oczywiste w Polsce. Nasze skromne studenckie życie we Wrocławiu, które odłożyłyśmy na rok, wydaje się teraz być usłane różami.

Obie jesteśmy studentkami psychologii na Uniwersytecie Wrocławskim. Po czwartym roku studiów zdecydowałyśmy się wziąć dziekankę z naszej alma mater, żeby odbyć porządny kurs na Uniwersytecie Życia.

W Kenii byłyśmy już wcześniej. Rok temu, korzystając z oferty tanich biletów lotniczych do Nairobi, wylądowałyśmy w Afryce. Trzy tygodnie podróży upłynęły nam na wspinaczce na Mt. Kenya, rowerowej wizycie w parku narodowym Hell’s Gate, pomocy w szkole w slumsie u poznanej w Nairobii Kenijki oraz na wizycie u znajomych pracujących nieopodal Laare. Ci właśnie znajomi zabrali nas na wizytę do Sióstr w Laare. Już wtedy wiedziałyśmy, że kiedyś tu wrócimy. Poświęcenie, chęć niesienia pomocy i przyjazne nastawienie Sióstr urzekły nas i sprawiły, że poważnie zaczęłyśmy zastanawiać się nad przyjazdem do Laare w charakterze wolontariuszek. Siostra Alicja przychylnie odniosła się do naszej propozycji, więc nie pozostało nam nic innego jak pojawić się znów w Kenii. Tym razem z misją pomocy potrzebującym.


Pozdrawiamy Was serdecznie i ślemy promienie gorącego równikowego słońca, żeby ogrzały Was w nadchodzące chłodne jesienne dni. God bless you!

sobota, 4 października 2014

W drodze do Polski...

Wczoraj późnym wieczorem pożegnaliśmy Laurę, były łzy wzruszenia, a jednocześnie towarzyszyła nam ogromna radość i duma. Na zdjęciu Laura z s. M. Alicją Kaszczuk, i bratem bliźniakiem ;)
Już dziś o godz. 11.45 polskiego czasu Laura wyląduje w Warszawie.
Deo gratias!

środa, 1 października 2014

Mamy wizę!

Laura leci do Polski na studia, już w sobotę 4.10 wyląduje w Warszawie. 

"Iść za marzeniem i znowu iść za marzeniem, i tak aż do końca." - 
Joseph Conrad 

Dziękujemy wszystkim za modlitwę oraz za wsparcie materialne projektu, to dzięki Wam marzenie Laury może się spełnić! 


sobota, 20 września 2014

Afryka nadal dzika!


Kenia to różnobarwność. Plemiona, tradycje i kultura, bioróżnorodność i klimat, zmieniają się jak kalejdoskop co kilkadziesiąt kilometrów. Piękno natury zachwyca i onieśmiela. Bo gdzie indziej jak nie pod Mount Kenya zdać sobie sprawę z własnej kruchości? W tym afrykańskim kraju o czerwonej, wzbogaconej w żelazo i aluminium glebie, gdzie łatwiej niż gdzie indziej można zauważyć, że woda warunkuje życie, jest ukryte bogactwo, którego nie da się wyrazić w kenijskich szylingach.  

Widok tak piękny, że muszą się w niego wpatrywać aniołowie w locie” – to słowa przemierzającego Czarny Kontynent misjonarza i podróżnika, Davida Livingstone’a, kiedy w 1855r. jako pierwszy Europejczyk dotarł do Wodospadów Wiktorii na granicy Zimbabwe i Zambii. Choć po jego śmierci Afryka przeżyła jeszcze wiele, do dziś można spotkać hotele i restauracje związane z odkrywcą, a jego słowa opisujące majestat wodospadów znajdujących się w południowoafrykańskich krajach, z powodzeniem można użyć do lirycznego określenia wielu innych miejsc, w tym kenijskich cudów natury. 

Od flamingów można nauczyć się życia w stadzie, od termitów wypełniania przydzielonej w życiu roli, od lwicy poświęcenia w wychowaniu młodych, a od lwa waleczności. Zebra pokaże nam jak idealnie wkomponować się w otoczenie, a żyrafa jak „mierzyć wysoko”, skubiąc najlepsze listki akacji. A wszystkie te zwierzęta łączy jedno- mimo, że nie mają łatwego życia, walczą o nie każdego dnia. I doceniają… Każdą kroplę wody, która tak jak nam promyk słońca muskający policzek, przynosi nadzieję.  

Beata

sobota, 6 września 2014

Cisza, która boli…


Kolejny dzień w Laare zaczął się dla nas od spotkania z dziewczynką, która rano przyszła do misji, prosząc o pomoc dla swojego rodzeństwa.  Nauczone doświadczeniem chciałyśmy się upewnić, czy rodzina faktycznie potrzebuje pomocy, dlatego wybraliśmy się z Nią, aby sprawdzić warunki, w jakich żyją. Szłyśmy i szłyśmy, a Ann powtarzała, że to już zaraz-niedaleko. Po drodze razem z Siostrą Makeną wspominałyśmy inne historie naszych dzieci, przypominałyśmy sobie jak to było trzy lata temu, ile dzieci udało się włączyć do projektu, gdzie, które dziecko mieszka, pierwsze zdjęcia… 

Przeszłyśmy (dosłownie i w przenośni) wiele radosnych i  smutnych momentów razem.
Nieco pogrążone w nostalgii, w końcu doszłyśmy. Ann pokazała nam miejsce, w którym mieszka. Na podwórku siedziało trzech jej braci (17,10 i 8 lat). Kiedy Siostra zapytała, co dziś jedli na obiad, zapadła cisza. Tak przeraźliwa, że aż boląca. Wyrazu twarzy tych dzieci nie da się opisać – smutek to zdecydowanie za mało. Po chwili zgodnie odpowiedzieli – NIC.

„Dziś wypiliśmy tylko kubek herbaty”. W tej chwili przypomniało mi się moje dzieciństwo, radośnie spędzane wakacje, zabawy z rodzicami, wycieczki, wiele wydarzeń „przebiegło” mi w pamięci. Ich odpowiedź była jak wiadro z zimną wodą. Jestem bogata-pomyślałam. Mam rodzinę, dom, pracę, mam się gdzie umyć, co zjeść. 

Podstawy, których się tak często nie docenia na co dzień. Niby widziałam wiele ubogich rodzin, wiele historii naszych dzieci doskonale pamiętam, ale ta poruszyła jakoś mocniej. Nawet nie wiem kiedy poczułam, że moje oczy się zaszkliły. Matka dzieci uciekła do innej miejscowości prawie dwa lata temu, ojciec, chory psychicznie, nie mieszka ze swoją rodziną. Trójka dzieci jest pod opieką 17 letniego brata! To on pełni rolę głowy rodziny. Ukończył tylko szkołę podstawową, później poszedł do pracy, aby móc utrzymać swoje rodzeństwo. Nie jest łatwo, dzieci często głodują, jeden z chłopców z powodu robaków nie może chodzić. Wracałyśmy w zupełnej ciszy, zastanawiając się, czy i tym dzieciom uda się pomóc. I jak im pomóc najlepiej. Zobaczymy – czas pokaże. Ja mocno wierzę, że jeszcze kiedyś zobaczę uśmiech na ich twarzach.

sobota, 30 sierpnia 2014

Sucho wszędzie...

Ostatnio wspominaliśmy o wizycie w Isiolo, gdzie ciągła susza powoduje liczne problemy: niedożywienie ludzi, choroby, brak zbiorów, brak zarobków i wiele innych. W Laare wcale nie jest lepiej, brak wody a i ostatnio brak prądu znacząco utrudnia życie nie tylko mieszkańcom wioski, ale także nam w misji. 
Kukurydzę na polu mamy spaloną słońcem, tanki na wodę świecą pustkami, a prysznice niebawem zapomną do czego
mają nam służyć. 

Choć dziś mieliśmy niespodziankę w postaci krótkiej ulewy, martwimy się, że wody i tak na długo nie wystarczy. Niby to zwykły deszcz, a sprawił wszystkim wiele radości.

Jak widać na zdjęciu, u nas każda kropla jest bardzo cenna...
W Laare już ciemno, bateria w laptopie mryga na czerwono, co oznacza, że należy szybko zapisać posta. Jak tylko wróci prąd, obiecuję, że odpiszę na wszystkie e-maile i wiadomości fb :) 

K.

wtorek, 26 sierpnia 2014

-> Isiolo

Półtorej godziny drogi z cudownymi widokami wokół, kilka godzin pracy w kurzu i upale – fotografowania i spisywania historii maluchów, odwiedzania rodzin i uzupełniania dokumentów i oto kolejni podopieczni mają szansę wstąpić w szeregi szkolne!
Wczoraj w Isiolo przyłączyliśmy do Adopcji na Odległość 20 nowych dzieci, których różnorodne historie łączy jedno – chcą chodzić do szkoły, jednak koszty posłania do niej przewyższają możliwości finansowe ich rodziców/opiekunów.  

Isiolo to jedno z miejsc nie tylko w Afryce, ale i na świecie, które szczególnie borykają się z problemem niedoboru wody. Opady są niewielkie i nieregularne, a gospodarka wodna niewystarczająco rozwinięta. Mieszkańcom się „nie przelewa”. Adopcja na odległość to wielka szansa, z której dzieci – mamy nadzieję – skorzystają jak najszybciej.     

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Włoski akcent

W czwartek, 21.08.2014 r. w naszej placówce mieliśmy przyjemność powitać gości z dalekich Włoch – serdecznego przyjaciela Siostry Alicji, przez lata zasłużonego dla Misji Laare – Gigi, wraz z rodziną i przyjaciółmi. Mimo trudności w dotarciu na miejsce – droga z Meru do Laare była tego dnia nieprzejezdna, przybysze niezrażeni porannymi niepowodzeniami z entuzjazmem i zapałem przywitali czekające na nich dzieci. Zobaczyli maluchy bawiące się w ufundowanym przez nich Babycorner, pomogli w przygotowaniu posiłku dla dzieci a także odwiedzili szwalnię oraz Dom Wolontariusza.

Uczniowie przygotowali dla nich występ taneczny przy akompaniamencie bębenka, który dzięki wrodzonemu poczuciu rytmu i noszonym przez nich kolorowym kenijskim chustom wyglądał bardzo efektownie. Większość z nich była po raz pierwszy w Laare i to właśnie dla nich spotkanie z podopiecznymi było największym przeżyciem. Dzieci bowiem potrzebują nie tylko pomocy materialnej, ale często także zwykłych, ciepłych gestów, których ze strony Włochów przez cały dzień nie brakowało.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Wolontariat to jest to! :)

Wiele osób pyta co trzeba zrobić żeby przylecieć do Laare. Możliwości są dwie: pierwsza z nich jest skierowana do rodziców adopcyjnych. Każdy rodzic może odwiedzić swoje dziecko, pobyć z nim, sprawdzić warunki w jakich żyje, jak się uczy, jak zmienia się jego sytuacja. Ten czas to również pomoc w misji i codziennych obowiązkach Sióstr.  Siostry są w stanie zapewnić przyjazd z lotniska, nocleg i wyżywienie, reszta we własnym zakresie (wejścia do parków narodowych, zwiedzanie, pamiątki itp.) Druga możliwość to przyjazd na wolontariat. Jeśli ktoś jest zainteresowany wolontariatem musi obowiązkowo przejść minimum roczne przygotowanie. Takie przygotowanie ma na celu m.in:
- zapoznanie się z działalnością fundacji Czyńmy Dobro
- zapoznanie się z charyzmatem Sióstr Orionistek i ich działalnością
- zapoznanie się z projektami prowadzonymi na rzecz misji
- zapoznanie się z potrzebami misji

Dodatkowo przyszli wolontariusze powinni już w Polsce angażować się w projekty misyjne (pomoc przy organizacji spotkań dot. misji, kiermaszów afrykańskich, niedziel misyjnych itp.) Od wolontariuszy wymagamy odpowiedzialności i systematyczności. Nie wystarczy raz się z nami spotkać i już bukować bilet :) dlatego dobrze jest odpowiedzieć sobie na kilka podstawowych pytań: w jakim celu chce lecieć na misje?  Co jest moja motywacją? Dla kogo chce lecieć: dla siebie samego czy dla innych? a zatem wszystkich którzy się szybko nie zniechęcą zapraszamy do współpracy! 
W zeszłym tygodniu pożegnaliśmy Elę i Zdzisława. To już kolejni rodzice adopcyjni którzy byli odwiedzić swoje pociechy. Zdzisław jako zawodowy masażysta rewelacyjnie spisał się w Small Home- ośrodku gdzie mamy pod opieką 20 niepełnosprawnych chłopców. Ela towarzyszyła nam w pracach domowych, oraz pomagała w opiece nad dziećmi w naszym kąciku dla maluchów. To niesamowite doświadczenie spotkania z dzieciakami będzie towarzyszyło im z pewnością do końca życia. Warto również wspomnieć, że Ela i Zdzisław bardzo dużo dla nas robią w Polsce, organizują spotkania w szkołach, niedziele misyjne, kiermasze,  gdzie możemy przedstawić naszą działalność i zapoznać ludzi z projektem WIRIGIRO – Nadzieja. 

Natomiast w czwartek z lotniska odebraliśmy Beatę. Poznańska studentka będzie w Laare przez półtora miesiąca  realizowała projekt fotograficzy pn. "Marzenia w spostrzeżeniach dzieci w Kenii (Laare), Tanzanii (Biharmulo) oraz w Polsce (Poznań, Czaplinek) - analiza porównawcza"

Beata będzie również pomagała przy projekcie adopcji na odległość, pisaniu listów z dziećmi, odwiedzaniu rodzin i wysyłaniu informacji do darczyńców.  

czwartek, 26 czerwca 2014

Bóg jest Miłością!

Czas biegnie tak szybko, tyle dzieje się tu każdego dnia, a na blogu głucha cisza..mam nadzieje, że wolontariusze, którzy lada chwila lądują w naszej wiosce nadrobią zaległości i uaktualnia wszystkie zmiany i wydarzenia. 


Ja pisze dziś tylko kilka słów, by pokazać, jak niesamowicie działa Pan Bóg zdumiewając swoją cierpliwością i miłością. Czuję się odpowiedzialna za te historię, bo to ja ją spisywałam od początku i poniekąd uczyniłam wszystkich czytelników świadkami Bożej tajemnicy. Już jakiś czas temu pisałam o ubogiej rodzinie przez którą Pan Bóg przyszedł do nas i zamieszkał razem z nami... potrzeba było czasu, wielu doświadczeń Jego delikatnej obecności i prowadzenia, by On sam mógł zamieszkać nie tylko wśród nas, ale także w tej rodzinie. 



Bieda i głód odczłowieczyły bowiem tych ubogich ludzi tak, że czasem zachowywali się jak zwierzęta. Ojciec na każdą prośbę żony spluwał jej w twarz, by wyrazić w ten sposób, że gardzi każda jej prośba. Dzieci wyjadały z ziemi rzucone kurom ziarna kukurydzy i fasoli, a matka przeklinała każdy dzień swego życia, nie widząc w tym całym bólu i cierpieniu żadnego sensu. 



Pierwsze wsparcie jakie otrzymała rodzina od nas, to po prostu fakt, że wszyscy najedli się do syta, później powoli ogarnialiśmy inne rzeczy, uporządkowaliśmy im lepiankę, postarałyśmy się, by nie spali na klepisku ale na materacach, leczyliśmy miesiącami ich stopy wyjedzone przez robaki. Na koniec posłaliśmy wszystkie dzieci do szkoły. Uwielbiam ten moment, gdy z zastraszonych brzydkich kaczątek wybijają się do lotu nowe stworzenia, pełne radości i nadziei, że teraz już będzie tylko lepiej. Wtedy sama byłam przekonana, że ta przygoda miłosierdzia zbliża się ku końcowi, bo rodzina jest już prawie samodzielna i może wracać na swoje włości. 


Pan Bóg miał trochę inny scenariusz...w ostatni z wieczorów spędzonych w misji ojciec rodziny niespodziewanie zapytał: dlaczego nam pomagacie? Przecież my wam się za to dobro nigdy nie odwdzięczmy? Wtedy opowiedzieliśmy im historie o tym, jak to sam Bóg przyszedł do nas w to niedzielne popołudnie, gdy po raz pierwszy zapukali do drzwi naszej misji. Wtedy ojciec, po długim namyśle patrząc na gromadkę swoich dzieci i na swoją żonę zapytał nieśmiało, czy oni wszyscy nie mogliby zostać ochrzczeni. Odprowadzając ich do domu tłumaczyliśmy, że do chrztu trzeba się przygotować, uczestniczyć w katechezie, porozmawiać z proboszczem, ale to byłoby najpiękniejszym dowodem wdzięczności i zaufania Panu Bogu, wiec cieszą nas takie pragnienia. Później długo, długo była cisza, myślałam, że emocje opadły a z nimi i wdzięczność i pragnienie zostania chrześcijaninem. Do głowy mi nie przyszło, że w tym czasie ojciec i matka w pocie czoła zdobywali konieczną wiedzę, oboje byli analfabetami, wiec wszystkie informacje musieli przyswoić sobie poprzez powtarzanie. Katechista, który przygotowywał ich do chrztu był pod wrażeniem ich determinacji. W przygotowania do chrztu zaczęła angażować się cała wioska. Gdy informacja z zaproszeniem na ślub dotarła do nas nie mogłam uwierzyć, ze to wszystko dzieje się naprawdę. Ludzie z wioski pomagali, tłumaczyli znaczenie sakramentów, przykazania kościelne, wspólnie odmawiali różaniec na ich podwórku. Później w prezencie ślubnym sąsiedzi postawili im drewniany domek, a my dorzuciliśmy od sióstr i dzieci łóżka, materace i koce. W uroczystości ślubnej uczestniczyły wszystkie moje siostry, to była dla nas wszystkich kolejna lekcja Bożej miłości i troski. Po raz pierwszy uczestniczyłam w tak wzniosłej uroczystości, w tak pięknej chwili, w tak głębokim doświadczeniu Bożego działania. On sam. Bóg objawił się w cudzie miłości. Tylko On. Cała rodzina przyjęła sakrament chrztu świętego, ja płakałam ze wzruszenia. Później rodzice otrzymali Pierwsza Komunię Świętą i złożyli uroczyście przysięgę małżeńską. Widziałam ich trzymających się za ręce, ślubujących sobie miłość, prosząc Boga o błogosławieństwo i wsparcie. 

A przed oczyma miałam jeszcze obraz ojca spluwającego na twarz żony i jej przekleństwa na niesprawiedliwość losu. Dziś to zupełnie inni ludzie. 

Tata siedzi zawsze w kościele w pierwszej ławce z dziećmi na kolanach, mama obok czule i z radością spogląda na wszystkich i Bogu dziękuje za każdy nowy dzień. To są własnie te małe wielkie cuda, dla których warto żyć i otwierać drzwi misji nawet w niedzielne popołudnie... Deo gratias!



sobota, 31 maja 2014

Śluby wieczyste


Po raz pierwszy w historii misji uroczystość ta odbywała się w Laare. Zawsze śluby wieczyste są w naszym domu delegacji w Nairobii lub ewentualnie w parafii z której pochodzi dana siostra, a że w tym roku Pan Bóg obdarował nas aż trzema wieczystkami postanowiliśmy, duch święty i my, że uroczystości ślubne będą w naszej misji. Jak to będzie wyglądało, nikt nie miał bladego pojęcia, bo tak wielkiej imprezy jeszcze nasza parafia w Laare nie miała od początków chrześcijaństwa w wiosce. Stąd nawet najstarsi chrześcijanie przybyli podpierając się sękatymi kijami, by zobaczyć te trzy oblubienice ślubujące Bogu wierność na wieki. Z pomocą pospieszyli nam wszyscy wierni, obiad bowiem gotowaliśmy na uwaga: dwa i pół tysiąca osób! Dzieciaki z misji też spisały się na medal. Przetańczyły bowiem trwająca ponad pięć godzin uroczystą Mszę Święta a później jeszcze po obiedzie tańczyły niezmordowanie razem z wiernymi do późnej nocy. Dla naszych dzieci była to szczególna okazja do podziękowania siostrom, wszystkie trzy były wcześniej u nas w misji i są naszym dzieciakom szczególnie bliskie. 


S. Stella towarzyszyła nam w stawianiu pierwszych kroków w misji Laare, była wtedy nauczycielką w misyjnej szkole, 
S. Makena przemierzyła razem z nami tysiące kilometrów, bo była odpowiedzialna za nasz projekt adopcji i razem z nami i wolontariuszami odwiedzała rodziny naszych dzieci, później przejęła jej obowiązki 
S. Agnes, i ona również w tym dniu składała swoje wieczyste śluby. W czasie uroczystości otworzyliśmy również rok jubileuszowy. W tym roku świętujemy naszą 35 letnią obecność i posługę w Kenii. 

Ks. Biskup, który przewodniczył uroczystości w tym wielkim i ważnym dla nas dniu w  homilii podkreślił swoją wdzięczność wobec posługi oriońskiej w jego diecezji zwłaszcza naszego zaangażowania i oddania sprawie ubogich i potrzebujących. Trudno było sobie wyobrazić ogrom przygotowań do ślubów, baliśmy się tego wszyscy, a dziś z wielka radością podaje  przepis na obiad dla 2600 osób: krowę średniej wielkości kroimy w drobna kostkę, tak samo krojone dodajemy marchew i cebule, po 30 kg w worku, wszystko to rozsypujemy na 80- 90 garnków, w zależności od wielkości, zalewamy wodą i gotujemy do miękkości.  Można podawać z ryżem. Ok 13 pięćdziesięciokilogramowych worków :) długo będę te chwile wspominać. Mogę tylko jeszcze dodać, by dodać kolorytu wyobrażeniom o tych wielkich przygotowaniach, że na trzy dni przed uroczystością zabrakło nam prądu, nie było więc lodówek, nie dało się przygotować nic wcześniej, wszystko kroiłyśmy z zapałem w ostatnią noc przy blasku świec...

wtorek, 6 maja 2014

Happy Birthday Claudia!


To był naprawdę happy birthday. Szczególny birthday. Pierwszy Birthday! Każdy czekał na ten dzień, bo to były urodziny dziecka, które tak naprawdę urodziło się nam w misji i od dnia urodzenia, czyli dokładnie od roku obdarza nas swoim niesamowitym bezcennym uśmiechem. 


Dziś mała Klaudia dumnie pokazuje wszystkim swoje cztery ząbki i zaprasza wszystkich na swoje urodzinowe przyjęcie. Przybyliśmy na nie w pełnym składzie, dzieci, siostry i pracownicy. Po raz pierwszy mamy w misji pierwsze urodziny! Claudia czarowała uśmiechem, dzieliła cukierkami, ciastami, chrupkami, gumami do żucia, lizakami, a jak się rozpędziła to i swoje urodzinowe prezenty rozdzieliła ochoczo wszystkim małym dzieciom. 

To był dzień, gdzie wspólnie dziękowaliśmy Panu Bogu za dar życia każdego z nas i za naszych adopcyjnych rodziców, dzięki którym życie nasze jest pełne radości, miłości i nadziei. Claudia jak dotąd jest najmłodszym dzieckiem w misji Laare, ale pewnie niedługo dołączą do nas inne maluchy potrzebujące tak jak ona wsparcia i miłości. My takie pierwsze urodziny obchodzić możemy częściej!

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Ołówek..

Pragniemy serdecznie podziękować Księdzu Szymonowi Jastrzębskiemu za zorganizowanie w Kole wielkopostnej akcji OŁÓWEK. 


Ofiary pozyskane podczas akcji zostaną przeznaczone na zakup kredek dla dzieci z misji w Laare,  jak również na „pomalowanie marzenia Laury”. Tym marzeniem są studia medyczne w Polsce. Koszt studiów jest ogromny. Jeden rok wynosi 40 tyś zł. Ale wiemy jak bardzo potrzeba Afryce wykształconych lekarzy, którzy bedą ratowali ludzkie życie. Dlatego też każda złotówka przekazana na projekt „Studia dla Laury” jest ważną cegiełką w realizacji tego marzenia. W kolorowanie marzeń naszych kenijskich przyjaciół włączyła się również Szkoła Podstawowa im. Kolejarzy Polskich w Zduńskiej Woli za co z całego serca DZIĘKUJEMY! To był dopiero początek. Z dnia na dzień  akcja OŁÓWEK nabiera rozmachu. Zachęcamy szkoły, świetlice i wszystkich zainteresowanych do włączenia się w tę akcję.

Więcej informacji:
adopcjalaare@czynmydobro.pl
Klaudia Zielińska: 500 808 666


www.facebook.com/misja.laare.kenya


sobota, 19 kwietnia 2014

Happy Easter!

„Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.” (J. 3.15) 

Życzymy Wam spokojnych, błogosławionych, pełnych wiary, nadziei i miłości, radosnych, rodzinnych i wiosennych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego!

sobota, 22 marca 2014

Laura

„Moim największym marzeniem są studia medyczne w Polsce, abym po ich ukończeniu mogła wrócić do Kenii i nieść pomoc potrzebującym.” 
Laura od kilku lat jest podopieczną projektu adopcji na odległość dzieci z Kenii. Poprzez adopcję na odległość i pomoc polskich darczyńców Laura ukończyła jedno z najlepszych liceów w Nairobi. Egzaminy kończące szkołę zdała na najwyższych ocenach. Jej marzeniem są studia w Polsce, niestety koszt pierwszego roku studiów to koszt ok 40 tys zł. Dlatego zwracamy się z prośbą o pomoc do Państwa! W marcu 2104 roku powstał projekt pn. Studia dla Laury, projekt ma na celu uzyskanie środków na 6 letnie studia medyczne w Polsce (pierwszy rok kurs przedmedyczny + pięć lat studiów). 



Jak można pomóc? Można podjąć adopcję Laury wpłacając systematycznie zadeklarowaną kwotę, może być to 10,20,50 itp. złotych miesięcznie lub też jednorazową wpłatę. Każda dobrowolna kwota może być przekazywana na konto Fundacji Księdza Orione Czyńmy Dobro 
Nr konta 14 1240 1053 1111 0010 4353 6691 
z dopiskiem: LAURA 
http://studiadlalaury.pl/

piątek, 14 marca 2014

Szpital na peryferiach

Materi hospital i przebywający w nim włoscy wolontariusze byli dla nas opatrznościowym darem, który pojawił się w chwili, gdy najbardziej potrzebowaliśmy medycznego wsparcia. Tak to już w życiu bywa, zwłaszcza, gdy liczyć możemy tylko na Bożą Opatrzność, bo codzienność w biedzie i ubóstwie nie przynosi zbyt dużo nadziei i radości. 

Ja zawsze ufam i dzięki temu jestem świadkiem "wielkich-małych" cudów Bożej troski o tych najbiedniejszych z ubogich. Do takich bowiem zaliczyć można na 100% chłopców z Małego Domu w Chuka. Większość z nich cierpi, tylko dlatego, że nie otrzymali wcześniej odpowiedniej pomocy medycznej, wielu z nich można by ulżyć w cierpieniach poprzez operacje i zabiegi. Wszyscy potrzebują rehabilitacji. Ja nie miałam pojęcia jak im pomóc. Pewnego dnia jednak napisał do mnie wiadomość znajomy lekarz. Spotkaliśmy się rok wcześniej w jednym z misyjnych szpitali, gdzie co roku przyjeżdżał on jako wolontariusz. Bóg jest wielki! Nikt inny by tak tego nie zaplanował, w chwili, gdy siedziałam nad kartami niepełnosprawnych chłopców myśląc jak im mogę pomóc, pisze do mnie znany i ceniony we Włoszech chirurg- ortopeda, wieloletni wolontariusz szpitala w Materi. 


Pisze, że jeśli mam kogoś, kto potrzebuje operacji lub rehabilitacji, to on czeka za miesiąc przez miesiąc. Przyjeżdża z całą ekipą, więc można słać pacjentów. Radość w takich chwilach to nie jest taka zwykła radość, to pełnia szczęścia z przeświadczenia ze Ktoś czuwa i kocha! Już za miesiąc cała włoska ekipa była ze mną w Chuka, by przebadać wszystkich chłopców. Do operacji zakwalifikowano 11 z 20. Niestety udało nam się skontaktować tylko z niektórymi z rodziców i tylko ich dzieci mogły być natychmiast operowane, bo mieliśmy pisemną zgodę rodziców. 


Dramatem jest to, że większość chłopców musi przechodzić bolesne operacje tylko dlatego, że nie maja zapewnionej żadnej opieki, żadnej rehabilitacji, żadnej fizjoterapii. Cały dzień siedzą w wózkach inwalidzkich, w niedostosowanych protezach, w ciemnościach egipskich na dodatek, bo w domu gdzie mieszkają nie maja prądu. Szpital w głębi sawanny w Tharaka, w wiosce Materi był więc dla nich rajem i nadzieją na lepsze. Teraz po zabiegach wracają do domów, a ja dalej ufam Opatrzności Bożej, ze znajdą się pieniądze na przygotowanie pokoju do rehabilitacji, na podłączenie prądu, na paczkę cukierków na osłodę życia. Marzy mi się zatrudnienie w Małym Domu rehabilitanta, który każdego dnia byłby na miejscu, by pomagać moim chłopcom. W każdym razie z całego serca dziękuję doktorowi Luigi Prosperi z Bolonii i całej jego niesamowitej ekipie za wsparcie, za czas nam poświęcony, za miejsce w szpitalu i za udane operacje i troskę o naszych małych pacjentów.

środa, 12 marca 2014

Dzieci, które nie mają zielonego pojęcia..

Świat zachwyca barwami, cieszy oczy i serce różnorodnością kolorów, tak, ze chciałoby się te piękne krajobrazy, widoki i pejzaże zachować na zawsze. Dobrze ze są zdjęcia, obrazy, filmy, bo choć to nie oddaje stuprocentowo rzeczywistości, której dotykamy, daje już jakaś niewielka chociażby namiastkę tego piękna. 


Ja osobiście uwielbiam kolory, lubię grę barw i światła i mogę to piękno kontemplować godzinami. Próbuje malować i ubolewam, że afrykańskie dzieci nie mają w tym kierunku żadnej edukacji. Nie istnieje coś takiego jak plastyka, edukacja artystyczna i sztuka i gdy muzyka wkracza w ich życie z nurtem codzienności, bo tu wszystko wyraża się tańcem i śpiewem od urodzenia, tak z plastycznym wyrazem jest kiepsko. Dzięki fundacji Asante, która wspiera wszechstronny rozwój dziecka i kładzie duży nacisk na ekspresje plastyczną wspieramy nasze dzieciaki. 


Początki były trudne, bo brakowało materiałów, kredek, pasteli, farb, wszystkiego, co pozwoliłoby oddać piękno koloru. Dzieciaki rysowały ołówkiem flagę Kenii w zeszycie i tylko  uczyły się angielskiego  nazywania kolorów: wymowy i pisowni. Komplet dwunastu kredek jest tu nadal nieosiągalnym marzeniem i kolorowanie obrazków należy do rzadkości. Dzieciaki nie mają pojęcia że kolor można przedstawić na kartce inaczej niż tylko jako zlepek liter w odpowiedniej kolejności. Tak sobie zawsze ubolewałam nad tym ubóstwem artystycznym moich dzieciaków, dziękując Asi z fundacji Asante za zajęcia plastyczne w Laare, aż tu nagle odkryłam zupełnie inna rzeczywistość. Dzieci, które nie maja zielonego pojęcia. Nie mają też za bardzo pojęcia różowego, fioletowego, pomarańczowego itd.  Sawanna. Ndumuru. Szkoła na końcu świata... dzieciaki stamtąd  w życiu nie były nigdzie dalej niż cierniste ogrodzenie wioski, nie maja pojęcia o palecie barw i bogactwie kolorów. 


Byłam taka szczęśliwa, gdy zawiozłam im pierwsze kredki, chciałam pokazać im, że kolor to nie tylko zlepek liter, ale życie. Niefortunnie rozpoczęłam od zielonego. No i klapa! Pokazuje dzieciakom zieloną kredkę, pytam co ma taki kolor i napotykam zdziwienie. Nie wiedzą. Mówię im, to proste - trawa! Trawa jest zielona! Dzieciaki zdziwione jeszcze bardziej, nie... trawa jest żółta, wyciągają z pudełka żółtą kredkę, by mi pokazać, że to kolor bardziej podobny do ich trawy. Rozglądam się i dociera do mnie, że jesteśmy na sawannie, gdzie oprócz kamieni, ziemi- uwaga- czerwonej, nie ma nic oprócz trawy: suchej i żółtej Zielony na suchej pustynnej równinie to abstrakcja. No nic, pomyślałam, niech mi rosną surrealistyczni artyści a co, ryzykuje. Niech malują żółta trawę czerwoną ziemię i brunatna wodę. 


Nigdy im nie przyjdzie do głowy, że woda może być koloru np. morskiego.  No i tu znów zaskoczenie, mam coś, co nas łączy...niebo...niebo dla moich dzieci bez zielonego pojęcia jest niebieskie! I tu już rozwinęłabym skrzydła myśląc eshatologicznie,  że choć byśmy cały świat mieli kompletnie rożny i zupełnie inne mielibyśmy wyobrażenie o wszystkim, łączy nas jedno: Niebo! Tak Bóg w swej potędze stworzył ten piękny świat, że pozwala nam doświadczać tak wielu różnorodności i bogactw, a jednocześnie jednoczy nas pod tym samym dla wszystkich błękitnym niebem. On jest naszym niebem i sam uczył nas modlić się do Ojca, który jestem w niebie. Błękit bezkresnego nieba najpełniej mówi nam o Jego miłości i potędze. Niebo zawsze niebieskie, czy to w Polsce, czy na stepach sawanny i Bóg zawsze i dla wszystkich jeden, pomimo rożnych wyobrażeń, różnych Jego obrazów. Jeden jedyny Pełnia Miłości!

środa, 5 marca 2014

Studia dla Laury - nowy projekt!

Fundacja Księdza Orione Czyńmy Dobro uruchamia nowy projekt na rzecz naszej tegorocznej maturzystki z Kenii Laury Makena. Jest to bardzo zdolna dziewczyna, która pragnie studiować medycynę w Polsce, aby następnie móc jako lekarz pomagać swoim rodakom w Kenii. Zwracamy się z prośbą do każdego z Państwa, kto może wesprzeć projekt, a tym samym spełnić marzenie Laury. Projekt będzie polegał na objęciu Laury adopcją poprzez dokonywanie cyklicznych wpłat. Można również wpłacać dobrowolne darowizny na ten cel. Wpłaty można dokonywać na poniższy numer rachunku z dopiskiem LAURA
Fundacja Księdza Orione Czyńmy Dobro
ul. Lindleya 12, 02-005 Warszawa
Numer rachunku: 14 1240 1053 1111 0010 4353 6691


poniedziałek, 3 marca 2014

Safari jema!


W drodze do Nairobi 



Najmłodszy uczestnik wyprawy w dobrych rękach 


Pierwszy postój z widokiem na Mount Kenya - po Kilimandżaro najwyższy szczyt afrykański. 
Kiedyś zdobędziemy ten pięciotysięcznik...



Wielki Rów Afrykański. Od morza czerwonego do Mozambiku a my w środku na wysokości 2140 metrów podziwiamy piękne krajobrazy!

Ostatni postój i ostatnia próba tańca przed ślubem



Dotarliśmy! Homa Bay. Pierwsze spojrzenie na Jezioro Victoria!


Nie ma udanej wycieczki bez udanych zakupów. 
Wizyta w Nakumacie.






Po drodze plantacje herbaty, drugie śniadanie w plenerze, 
bo długa droga przed nami!

    




Nocleg w Nairobi i ostatnia prostata! w drodze do domu. 
Czekamy na obiecany obiad w prawdziwej restauracji. 
Nie marnujemy czasu!







Na te chwile czekały wszystkie dzieci! 
Obiad na szklanym talerzu, sztućce, napoje, kelnerzy! Szaleństwo! Najbardziej na te chwile czekała mała  Norah, ale nie doczekała sie biedaczka, usnęła przy stole…