niedziela, 5 lutego 2012

Jesus can come also on Sunday...



Is is true that we can meet God in many cirmstances of our life. Any moment God can reveal himself to us especially through the poor who, Jesus liken himself with, when jesus said that whatever you do to these little ones you do it unto him.


It was today, on sunday afternoon, when we were taking lunch. Just before we finished eating we heard a strong bhang in our gate. Through the window we saw a group of people trying to knock the gate. We decided that we are going to tell them to come anather day becouse it was on Sunday and everybody was eagar to go and have a short rest.

Fortunatly, when sister went to talk to them what she saw was behond imagination. The children were malnourished dirty and full of jigers. So instead of resting the sisters all participated together prepared a meal for them called githeri. They ate and after they want home very happy. So we decided that the children will be brought at our home everyday for a period of two weeks. We shall feed them, wash and remove the jiggers.



























Jezus moze przyjsc takze w niedziele...


Czasami bywa tak, ze pochylajac sie kazdego dnia nad nedza i bieda drugiego czlowieka zaczynamy traktowac to nie jako poslyge ale jako prace. Dzis mialysmy mala lekcje na ten temat i mysle, ze nauka nie pojdzie w las. W niedziele nie pracujemy, w niedziele mamy czas na odpoczynek i relaks, w niedziele idziemy rano  na Msze swieta, ktora trwa do poludnia, a pozniej wspolny obiad i chwila odpoczynku, bo po poludniu idziemy na adoracje do kosciola. Niewiele tego czasu wolnego, wiec kazdy stara sie wykorzystac go jak najlepiej :)


Dzis jednak spotkalo nas cos niesamowitego, siedzac jeszcze przy stole po obiedzie zauwazylysmy, ze ktos dobija sie do furtki. Ktoras z siostr westchnela tylko, no nie! W niedziele... wstajac powiedzialam siostrom, by nie zapominaly, ze w niedziele tez sa misjonarkami milosierdzia i trzeba podejsc i wysluchac kogos, kto stoi i puka.



 
Ale oczywiscie jesli jest taka mozliwosc to umowic sie na jakis inny dzien, bo to normalne ze i my potrzebujemy chociazby godzinke na odpoczynek. Chwile pozniej jedna z moich siostr wrocila i oznajmila nam, ze chyba Pan Jezus to tez i w niedziele przychodzi. Smielysmy sie glosno. Siostra Agnes opowiedziala, ze jak podeszla do bramy i zapytala w czym moze pomoc uslyszala, ze to uboga rodzina poszukujaca wsparcia, kazala wiec przyjsc w poniedzialek rano. Odchodzili bez slowa. Dzieci doslownie slanialy sie ze zmeczenia i glodu.



 

      W tej chwili s. Agnes poczula, ze ta nasza wymiana zdan po obiedzie i to spotkanie ma duzo glebszy sens. Poczula, ze w tej nedzy i w tym ubostwie Bog przychodzi i nie mozna Go nie przyjac. Zaprosilismy ich do nas na podworko, w tej chwili w Laare jest strasznie goraco, wiec ustawilismy im krzeselka w cieniu i wzielysmy sie za gotowanie. 

 

Niesamowita byla to mobilizacja, nikt nie poszedl odpoczywac, ktos gotowal mleko na herbate, ktos kroil sukume do getheri, ktos cebule smazyl. Jedna z siostr rozmawiala z rodzicami dzieci. Maluchy nie mialy sily nawet oczu otworzyc ze zmeczenia, odzyly dopiero po bulce ze szklanka herbaty. Tutaj herbate pijemy z mlekiem. Po obiedzie odpoczywalismy z ta rodzina, siostry bawily sie z dziecmi, a ja sluchalam historii o tym jak i z czego utrzymuja sie ci biedacy. Az trudno w to wszystko uwierzyc. Ojciec poki byl zdrowy pracowal w polu i przy zbiorze mirra, ale od kilku lat po urazie jakiego doznal spadajac z drzewa nie moze zbyt duzo robic, bo ma niesprawna jedna reke. Mial ja zlamana w lokciu i nigdy nie poszedl z tym do lekarza, bo go na to nie bylo stac no i krzywo zroslo sie wszystko. 

Mama pracuje w polu u bogatych gospodarzy, ale przewaznie nie otrzymuje za swa prace pieniedzy tylko jedzenie dla dzieci i ubrania dla rodziny. Zadne z dzieci nie bylo posylane dotad do szkoly, bo nie stac bylo rodzicow na buty, mundurki i jedzenie. Dzieci sa niedozywione, co widac na pierwszy rzut oka, bo zamiast slicznych murzynskich kedziorkow maja szare i proste wlosy. Mieszkaja w chalupie z patykow, na workach po ziemniakach ulozonych na kawalkach kory z drzew. Stad pewnie te wszystkie jiggers. Dzis po Mszy swietej gdy dzieci plakaly, bo z powodu stop wyjedzonych przez robaki chodzic nie mogly ich rowiesnicy, inne dzieciaki z wioski przyprowadzily cala rodzinke pod nasza brame. No i odwiedzil nas Pan Bog w niedziele i odpoczal z nami :) piekne bylo to popoludnie.















piątek, 27 stycznia 2012

Choroby tropikalne codziennoscia nasza

Kochani pisze, by obalic mity na temat mojego zdrowia, a dokladniej jego braku. Ja mam sie wysmienicie i rewelacyjnie! Prawda jest, ze znow otrzymalam w pakiecie malarie i tyfus, ale to tylko brzmi tak strasznie, a w naszych warunkach to tak jak zwykla grypa bez powiklan:) da sie przezyc.



Ostatnio odwiedzilam znajomego ksiedza misjonarza w Isiolo i wyjechalismy na obiad do restauracji. Restauracji, ktora byla jednoczesnie barem i ksiegarnia. 







Trzeba bylo jechac, bo w domu parafialnym woda w studni jest slona, a ze ta nasza wizyta bya niezapowiedziana nie dowiezli swiezej. No i teraz skad ten tyfus, zobaczcie sami. 


W restauracji zapewne wody swiezszej niz w domu nie bylo, zreszta niewiele tam bylo w ogole, tylko na brudnych hakach nogi kozie( swieze!) i kilka konczacych sie talerzy. Mi trafil sie dziurawy talerz, wiec zupe z koziej nogi podali mi w metalowym kubku. 





Reszte kozy ugotowali, staram sie nie myslec w czym i jak:) Pan, ktory nam porcjowal mieso umyl rece w naszym towarzystwie, coby nas zapewnic o przestrzeganiu higieny, ale deska na ktorej to mieso kroil...moj Boze i jak tu nie zlapac tyfusa czy ameby?

czwartek, 12 stycznia 2012

Nowy rok szkolny

Naomi Mugure pierwsze przymiarki
Wanja Millicent w nowej kreacji
Styczen to dla nas poczatek nowego roku szkolnego i powrot do naszych stalych obowiazkow. Pierwszy miesiac jest najtrudniejszy, bo czekaja nas zakupy i przygotowania do szkoly ok 400 dzieci. Jezdzimy od szkoly do szkoly, spotykamy sie z dyrektorami placowek, oplacamy czesne za kolejny semestr nauki, pytamy o biezace potrzeby dzieci i zapisujemy do szkoly dzieci nowo objete projektem. 

Epiphas Mugendi Tharaka Secondary School

W pierwszym tygodniu stycznia poslalismy do szkoly uczniow szkol srednich. Pozniej otworzono wszystkie szkoly podstawowe i na koncu szkoly z internatem. Od rana do wieczora mierzylismy mundurki, buty, sweterki, rozdawalismy olowki i zeszyty, a na dzieci, ktore poslalismy do internatu czekaly wielkie zakupy, dobrze, ze te szkoly otwieraja kilka dni pozniej. 

Do szkoly w Amungenti poslalismy dwie siostry ze szkoly w Laare. Evaquine i Winfred. Dziewczynki sa bardzo zdolne, ale problemem w domu bylo to, ze brakowalo im jedzenia. Babcia, ktora wychowuje dzieci nie jest w stanie zaspokoic ich podstawowych potrzeb, dzieci czesto chodzily zebrac po szkole proszac sasiadow o talerz jedzenia.
I choc wspolnymi silami udalo nam sie rozbudwac chate babci i wstawic tam dodatkowe lozka i materace, ciagle pozostawal problem wyzywienia. Dziewczynki mieszkaja za daleko od misji, by uczestniczyc w projekcie dozywiania, stad decyzja przeniesienia ich do innej szkoly.
Zakupy do szkoly z internatem to szalenstwo, nie mam pojecia jak radza sobie zwykli prosci ludzie. Biegalam za tym wszystkim trzy dni i wydalam majatek. Nie wyobrazam sobie rodzicow, ktorzy maja po kilkoro dzieci w boarding school i dodatkowo w szkolach srednich.
Przed przestapieniem progu szkoly sprawdzane jest wyposazenie ucznia. 


Przykladowo do Amungenti mielismy podana liste zakupow:
mundurek szkolny 3 pary
2 szare swetry
3 pary bialych skarpetek plus dwie pary szarych z bialym paskiem :)
2 koce, 2 przescieradla zielone, nakrycie na lozko zielone, poduszka i materac, 2 pary czarnych butow i tenisowki, talerz, lyzka i kubek, miska i wiaderko, klapki i recznik, bielizna 6 sztuk, chusteczki do nosa x4, pasta do butow, srodki czystosci( mydlo do mycia, mydlo do prania, pasta do zebow i szczoteczka, papier toaletowy, krem, grzebien) latarka i baterie, koszule nocne 2 sztuki, stroj gimnastyczny, teczka na dokumenty, Biblia, parasol, gumowce.
noz "ogrodowy" w kuferku pod lozkiem kazdego dziecka

Panga czyli ogromny noz do prac w polu, nozyczki i zestaw matematyczny. Slownik angielski, slownik suahili, 2 lektury szkolne, dlugopisy olowki, dwie klodki, moskitiera, kurtka. A wszystko to wlozyc nalezy do wielkiego metalowego kufra, ktory bedzie zawsze pod lozkiem w sypialni w szkole. Uff. Dla naszych ubogich dzieci, ktore dotad spaly na klepisku i jadly na lisciach bananow taki przeskok to ogromny szok, ale tez wielka radosc. Sama do siebie sie usmiechalam widzac z jakim namaszczeniem i niedowierzaniem glaszcza przescieradla i koce. Dziewczyny po tych zakupach nie spaly dwie noce. 


Przed samym wyjazdem wykapalysmy je, przebralysmy i pojechalysmy pozegnac sie z babcia. Babcia plakala z radosci. 



W szkole czekalo na nas wieloetapowe przyjecie. Rejestracja i nadanie admission number, sprawdzenie dokumentow i oplat za szkole, sprawdzenie zawartosci kuferka.

Pozniej znow stalismy w kolejce, by zaznaczono nam na wszystkim cosmy przywiozly numery, ktore zostaly nadane dziewczynkom. Szalenstwo, kazda skarpetka, kazdy koc i przescieradlo zostalo podsteplowane odpowiednim numerem, a moja siostra musiala zadbac o to by ksiazki i zeszyty byly popodpisywane. Pozniej juz tylko widzialysmy nasze dziewczynki z daleka jak szly z innymi dziecmi na obiad. Pomachalysmy im na pozegnanie i wrocilysmy do domu. W drodze powrotnej zajrzalysmy rowniez do szkoly w Kabachi, by oplacic czesne za nasze dzieci objete projektem.








sobota, 7 stycznia 2012

....


Mark Koome zmarl 23 grudnia w Kenyata Hospital. My o smierci chlopca dowiedzielismy sie 5go stycznia, po prawie dwoch tygodniach. Smutne to. Nikt ze szpitala nie poinformowal rodziny o smierci dziecka.

środa, 4 stycznia 2012

Amung'enti powodem dumy Narodu!

Szkola w Amungenti w czolowce najlepszych szkol w Kenii! Az trudno uwierzyc, ze sposrod siedmiuset tysiecy uczniow klas osmych w kraju absolwent Amungenti byl na 6 pozycji. A szkola w Amungenti zostala ogloszona najlepsza szkola w diecezji Meru i jest trzynasta na pozycji wszystkich szkol w swojej kategorii w kraju!  Sposrod wszystkich uczniow w calej Kenii najwiecej punktow zdobyl uczen z Nairobi otrzymujac 442 punkty a nasz champion z Amungenti 438! 4 punkty roznicy! Samson Mwenda jest na 6 pozycji sposrod wszystkich absolwentow klas osmych w Kenii i na 4 sposrod chlopcow w Kenii. Brawo!

A kolejna radosc dla mnie szczegolnie, to fakt, ze niewiele nizej, bo zdobywajac az 412 jest nasz chlopiec objety projektem PIUS MWENDA!!!! a z tego wynika, ze jako jedyny sposrod wszystkich moich dzieciakow ma szanse na edukacje w National School na bardzo wysokim poziomie!
 Dla mnie takie momenty sa swiadectwem na to jak bardzo pomoc adopcyjnych rodzicow jest potrzebna. Jeszcze poltora roku temu Pius plakal, bo mial byc wydalony ze szkoly. Adopcyjni rodzice chlopca nie tylko zapewnili mu dalsza edukacje, ale splacili dlugi ok 200 euro za zaleglosci z poprzednich lat. To tylko dzieki nim Pius moze cieszyc sie dzis swoimi wynikami i marzyc o lepszej przyszlosci. Niesamowite sa plany Boze wobec tych najubozszych z ubogich! 




W  Laare najlepszym okazal sie Emmanuel Kimathi zdobywajac 342 punkty zajal pierwsze miejsce sposrod uczniow naszej szkoly. Gratulujemy!



niedziela, 1 stycznia 2012

Zeszloroczne zaleglosci

Troche sie tego nazbieralo podczas tych kilku tygodni.... ostatnio pojawilam sie tu przelotnie ze sw. Mikolajem i zamilklam. Wszystko to przez tyfus, ktory mnie rozlozyl na czas jakis i poprzez wizytacje Radnych Generalnych mojego zgromadzenia, ktorym musialam poswiecic czas i oderwac sie na chwilke od codziennych zajec.

Duzo sie w tym czasie wydarzylo:
Osmego grudnia now. Monica, ktora pracowala u nas w Laare przez ostatni rok, skladala swoje pierwsze sluby w naszym domu w Nairobi. Pojechalismy tam minibusem, bo oprocz wspolnoty zabralam jeszcze grupke dzieci jako reprezentacje naszej wspolnoty Wirigiro. Juz wtedy nie czulam sie najlepiej i po powrocie pojechalam do Meru do szpitala Aga Khan na badania. Kolejny raz zdiagnozowano tyfus i dodatkowo wykonali mi szereg badan sprawdzajac, ktore leki beda najbardziej skuteczne. Przeciwko tyfusowi mozna zaszczepic sie, tyle tylko ze odczekac trzeba 3 miesiace od ostatniego zachorowania i mi sie jakos to nie udaje. Zawsze zanim mina te trzy miesiace ja na nowo lapie tyfus i zaczynam odliczanie od poczatku. U nas o tyfus nie trudno, problemem jest woda, a wlasciwie jej brak.
17 grudnia swietowalismy 100lecie chrzescijanstwa w naszej diecezji i z tej okazji pojechalismy do Nkubu na uroczystosci jubileuszowe z Prezydentem Kenii, Kardynalem i biskupami, na te uroczystosci przybyly rowniez nasze siostry z Rzymu przy okazji wizyty, jaka w tym czasie mialy zaplanowana w naszych wspolnotach. Odwiedzily nas w Laare i pozostawily nam duzo duzo nadziei na rozwoj misji i naszych projektow. Spotkalysmy sie rowniez z ks. Proboszczem i naszym Biskupem wiec byla okazja, by porozmawiac o przyszlosci misji i dziel jakie tu prowadzimy. Ten czas byl obfity z roznorakie spotkania i wizyty. Razem z siostrami z Rzymu pojechalam do Meru, by spotkac sie z biskupem, a pozniej do Nairobi, gdzie spotkalysmy sie ze wszystkimi siostrami odpowiedzialnymi za misje orionskie w Kenii.


Do domu wrocilam 23 grudnia swiatecznym matatu ok polnocy. Wigilia to dzien wreczania prezentow od sponsorow, od rana drzwi nam sie tu nie zamykaly. Kazdy, komu adopcyjni rodzice przeslali dodatkowe pieniazki na nasze konto wracal do domu z prezentami. Wszystkie dzieci objete projektem otrzymaly swiateczne upominki, a matki jedzenie dla calej rodziny na swieta i materace. Jezus rodzil sie w tej biedzie i radosci namacalnie a ja dziekowalam Bogu za wszystkich rodzicow adopcyjnych, sponsorow, darczyncow, za kazdego kto slowem, czynem i modlitwa wspiera to nasze male dzielo.
W swieta przygotowalismy obiad dla wszystkich naszych dzieci objetych projektem dozywiania. W sumie dzieciaki same przygotowaly wszytko: od posilku poprzez dekoracje podworka az po tance i zabawy.


My przygotowalysmy im tylko prezenty pod choinka. Problemem w tym roku byl slaby zasieg, tak ze dzieciaki byly rozczarowane, ze nie udalo nam sie z nikim polaczyc przez skype. W ostatnim roku niektorzy rodzice adopcyjni mogli zobaczyc swoje dzieci o porozmawianiu trudno tu mowic, bo moje dzieci sa zawsze tak oszolomione tymi cudami techniki, ze nie dosyc, ze mowia wszystkie na raz dotykajac nosami ekranu komputera, to na dodatek z wrazenia mowia w plemiennym jezyku. Juz dzien pozniej spedzilam znow kilka godzin w matatu w drodze do Nairobi. 26 grudnia mielismy bardzo sympatyczne spotkanie oplatkowe dla Polonii w domu Siostr Swietej Rodziny. 27go wrocilam do domu, by przygotowac sie do misyjnych wakacji. Tradycja staje sie, ze po calym roku ciezkiej pracy na doslownie dwa trzy dni zamykamy wszystko i wyjezdzamy by podziwiac piekno Kenii i by odpoczac troche przed rozpoczynajacym sie nowym rokiem szkolnym.


Tym razem odwiedzilismy okolice Wielkiego Rowu, na dnie ktorego znajduja sie przepiekne slone jeziora pelne flamingow i tysiecy innych ptakow. My dotarlysmy nad jezioro Bogoria slynace z gejzerow i surrealistycznych widokow wrzacej wody wydobywajacej sie ze zrodel. Niesamowite wrazenie. Dzien pozniej, po nocy spedzonej w Nakuru, ruszylismy do Narodowego Sanktuarium w Subukia, by podziekowac za wszystkie dary i laski konczacego sie roku, by podziekowac za osoby, ktore w tym roku towarzyszyly nam swoja pomoca duchowa i materialna i by prosic o Boze blogoslawienstwo na nadchodzacy Nowy Rok.







Dla mojej wspolnoty byl to szczegolny czas pozegnania, od stycznia s. Stella rozpocznie prace w misji Mugoiri, gdzie bedzie nauczycielka w naszym przedszkolu, a s. Catherine oddelegowana zostala do poslugi w duszpasterstwie mlodziezowo-powolaniowym i od nowego roku bedzie w Nairobii. W Laare pozostane ja i s. Makena oraz dwie nowe siostry.
Dzis przygotowujemy dokumenty by pooplacac nowy semestr w szkole naszym dzieciom, jutro sprawdzimy wszystkim stan mudnurkow i butow i jesli bedzie trzeba powymieniamy, oraz ostrzyzemy glowy lub zapleciemy warkocze. A w srode rozpoczynamy nowy rok szkolny! I ja juz postaram sie byc na biezaco :)

sobota, 24 grudnia 2011

Merry Christmas!

May you find comfort and inspiration in the coming year as you realize the joyful truth that God is with us, Immanuel, Wonderful Counselor, Mighty God, Everlasting Father, Prince of Peace because of Christ's Love.

 
 
A tutti gli amici  auguriamo un Santo Natale e un Felicissimo Anno Nuovo!!! Che il Piccolo Gesù possa trovare cuori gioiosi e ricchi d'amore!!!


Radosnych, spokojnych i pelnych milosci Swiat zyczymy. Niech Nowonarodzony Jezus i tajemnica Jego nieskonczonej Milosci bedzie inspiracja i sila na kazdy dzien naszego codziennego poslugiwania.... czy to tam gdzies daleko, wsrod swierkowych choinek czy tu, wokol nas pod baobabowymi choinkami :)

środa, 7 grudnia 2011

st Nicholas from Spain



We are very greatful for the support from Spain!!
Jestesmy Ogromnie wdzieczni za prezenty przyniesione przez sw. Mikolaja prosto z Hiszpanii!!

piątek, 2 grudnia 2011

Wykopki ;)



Nieplanowane wykopki czekaly na mnie tego ranka, pech, bo zaplanowany mialam dzien co do minuty. Ale w Afryce samo planowanie jest strata czasu, wiec trzeba mi bylo pogodzic sie ze zmianami i cierpliwie czekac. Dokladnie mowiac wykopywalismy samochod: wykopywalismy, wyciagalismy, wypychalismy itd. Wyjazd do Kabachi mialam jako jeden z pierwszych punktow mojego programu, wyjechalismy o godz 8 rano z Saimonem, dyrektorem szkoly w Kabachi, gdzie mamy niewielka grupke dzieci objetych projektem.

Zapowiadala sie wyprawa na dwie godziny, bo chcialismy tylko dzieciom prezenty od sposnorow zawiezc i lozka i materace do nowowybudowanego domu dla Doreen i Brendy dostarczyc. Samochod ugrzazl przy pierwszym wjezdzie w busz ok 8.30 i wykopalismy go dokladnie o 17.00. Caly bozy dzien siedzialam na poboczu obserwujac akcje ratownicza, bo nie pozwolili mi panowie ani pchac ani kopac. 

Poczatkowo robilam zdjecia, ale w pewnej chwili stojac za samochodem, ktory gwaltownie probowal ruszyc, pokryta zostalam od stop do glow blotem, ktore bryzgalo spod bezowocnie krecacych sie kol samochodu. Smialismy sie wszyscy, reszta towarzystwa nie byla wcale mniej pochlapana, tyle tylko ze oni byli juz i tak cali w blocie, wiec im nie robilo to zadnej roznicy no i oni pracowali uczciwie, a ja sie platalam :)

Po tej akcji sasiedzi przyniesli mi z pobliskiego kosciola protestanckiego krzeslo, pewnie za bardzo krecilam sie pod nogami i przeszkadzalam, wiec usiadlam poslusznie i smialam sie sama z siebie. Czulam sie jak ksiezniczka blot i mokradel, brudna i mokra, ale na pieknym niebieskim plastikowym krzesle w buszu. Przybiegly dzieci i oslodzily mi cale popoludnie, biegaly i bawily sie blotem lepiac garnki i zwierzeta domowe. Z nimi czas mi jakos szybciej plynal. Pozniej mezczyzni znalezli zajecie dla dzieciakow, kazali im zbierac kamienie i wsypywac pod podniesionego land rovera.

I to tak naprawde pomoc dzieci pozwolila nam ruszyc z miejsca i wydobyc sie z tego dolu. Zaczynalo padac i zapowiadalo sie,ze lalo bedzie znow do rana, wiec jak tylko wyswobodzilismy samochod podziekowalismy wszystkim zaangazowanym w wykopki i pojechalismy z lozkami i materacami do domu Doreen i Brendy. Zmaczona, glodna i brudna dotarlam do domu po osiemnastej, wszystkie plany przelozylam na jutro :)

 


czwartek, 1 grudnia 2011

NHIF National Hospital Insurance Fund - propozycja dla naszych dzieci


Po doswiadczeniach z Markiem w Kenyata Hospital, zreszta juz wczesniej przy dzieciakach z HIV, ktorych prawie kazda, nawet najlzejsza malaria konczy sie wizyta w szpitalu i przy dobrej radzie zaufanych rodzicow adopcyjnych, chcialabym zaproponowac ubezpieczenie wszystkich naszych dzieciakow w Narodowym Funduszu zdrowia NHIF
W chwili obecnej rachunek na koncie Marka w Kenyata Hospital w Nairobi przekroczyl juz sume dwoch tysiecy euro, co bedzie dalej nie wiadomo. Uczymy sie na bledach i doswiadczeniach stad moja propozycja, by kazdy adopcyjny rodzic zastanowil sie nad mozliwoscia pomocy swemu dziecku w ten wlasnie sposob. Moze ktos mysli nad prezentem na Boze Narodzenie, wiec podpowiadam, ze oprocz pieknej sukienki mozna tez dziecku oplacic roczne ubezpiecznie. Miesieczna oplata NHIF to suma 160 szylingow kenijskich, czyli ok 1,5 euro miesiecznie.

Nasze realia nie sprzyjaja w zaden sposob tym wszyskim biurowym sprawom i po pierwszym podejsciu do rejestracji w NHIF przy dzieciakach chorych na AIDS stracilam nadzieje, ze to sie moze kiedys udac. Na dowod osobisty taty Douglasa Mwiti i Edwarda Koome czekam juz dobre pol roku ..i ciagle czekam.
Aby zarejestrowac dziecko w Narodowym Funduszu Szpitalnym potrzebuje dowodu osobistego przynajmniej jednego z rodzicow, wiekszosc takowego nie posiada, wiec wczesniej trzeba bedzie zajac sie rodzicami, tj wyrobic dowod osobisty, aby miec dowod osobisty trzeba miec jakikolwiek dokument, ze sie chodzi po tym lez padole czyli swiadectwo urodzenia i znow wiekszosc takowego nie posiada i znow powrot do zrodel: Swiadectwem na to, ze ktos istnieje moze byc np swiadectwo chrztu swietego lub karta zdrowia pacjenta. Nie chce myslec co bedzie jesli ktos takowych dokumentow nie posiada :) 


i jak tu zrobic kserokopie karty zdrowia dziecka z tych strzepkow dokumentu?
Kolejnym problemem jest fakt, ze wiele z moich dzieci to sieroty i albo mieszkaja u kogos z sasiadow albo zajmuja sie nimi dziadkowie lub krewni. Tu sytuacja rowniez nie jest bez wyjscia, ale latwo nie zapowiada sie. Przerbialismy juz to potrzebujac swadectwa urodzenia jednej z naszych dziewczynek, ktora chcielismy umiescic w osrodku dla dzieci chorych na AIDS. Aby zdobyc dokument dla takiego dziecka trzeba zjawic sie o swicie w children office w Meru, miescie oddalonym o 60 km od Laare. Tam sporzadzony zostanie dokument na podstawie naszych zeznan, ze dziecko jest sierota i przebywa pod opieka kogos innego. Potem zostajemy zapisani na liste i czekamy na nasza sprawe sadowa gdzie, zjawic sie musimy z opiekunami dziecka, oczywiscie jesli chcemy, by ciotka, wujek, dziadek czy babcia otrzymali prawnie przyznana opieke nad dzieckiem, musimy im wyrobic dokument tozsamosci, historie, jak to bedzie wygladalo w praktyce - juz znacie:)
Raz kozie smierc! Moze jakos przez to przebrniemy, trzeba sprobowac. Jedna z adopcyjnych mam naszych dzieci zaproponowala bardzo madre i praktyczne rozwiazanie. Na poczatku stycznia zatrudnimy jednego lub dwoch studentow, ktorzy chcieliby sobie dorobic i ich wyslemy na boj, placac im za to poswiecenie sowicie :) lepszego rozwiazania byc nie moze, rozgarnieci studenci znaja i jezyk plamienia kimeru, wiec dogadaja sie z dziadkami i rodzicami, a i jezyk urzedowy nie jest im obcy, stad i w biurach poradza sobie wysmienicie.
Uwaga! Zaczynamy od stycznia. Dzieci objete projektem adopcyjnym w Diakonii Ruchu Swiatlo Zycie oplace z miesiecznych wplat dokonywanych przez sponsorow, wiec tutaj nie bedzie problemu. Zrezygnujemy z kilograma ryzu czy cukru raz w miesiacu i bedzie na ubezpiecznie tak, ze rodzice nawet tego nie odczuja.
W fundacji Czynmy Dobro trzeba bedzie za ubezpiecznie zaplacic dodatkowe pieniadze, bo tych z adopcji starcza tylko na czesne i wyzywienie, gdyz oplaty tu sa duzo nizsze niz w Diakonii. Tak jak wspominalam jest to koszt 1,5 euro miesiecznie, wiec jesli ktos chcialby ubezpieczyc swoje dziecko poprosze o informacje o tej decyzji do poczatku roku kalendaarzowego. Wystarczy napisac na adres mailowy adopcji: adopcja.laare@gmail.com , krotka notke, ze decyduja sie Panstwo na ubezpieczenie swego dziecka i deklarujecie sie doplacic do comiesiecznych wplat podana sume. Napisze jeszcze bardziej szczegolowo na ten temat, przy zyczeniach swiatecznych do wszystkich sponsorow, bo pewnie wiele osob nie zaglada do bloga, a chcialoby z takiej okazji ubezpiecznie skorzystac.