środa, 19 lutego 2014
W Laare jak w Oxfordzie
Ile radości sprawiły naszym dzieciakom nowe podręczniki, to
trudno w ogóle opisać słowami. Bo nowe podręczniki to ich pierwsze w życiu
podręczniki! Do tej pory marzeniem naszych dzieci było to, by na ich ławce obok
ołówka i zeszytu była także książka. Do tej pory książki miał tylko nauczyciel,
który przepisywał skrupulatnie wszystko z podręcznika na tablice, a dzieciaki z
tablicy do zeszytów. Od dzisiaj mamy w Laare jak w Oxfordzie!
piątek, 14 lutego 2014
Walentynkowe serce
"Człowiek szuka miłości, bo w głębi serca wie, że tylko
miłość może uczynić go szczęśliwym."
- Jan Paweł II
piątek, 7 lutego 2014
Caritas
Po raz kolejny chylę czoła przed ks. Januszem Steciem
dyrektorem Caritas Gdańsk i przed doktor Aleksandrą Modlińską.
Po raz kolejny
bowiem doświadczyliśmy w wiosce ich bezinteresownej pomocy i troski o tych
najuboższych z ubogich. Choć były to tylko krótkie dni, udało się zrobić wiele.
Doktor Ola podczas swojej wizyty w Kenii, w której niestrudzenie przyjmuje
pacjentów wszędzie tam gdzie dotrze, zorganizowała również czas by odwiedzić
Laare.
To był bardzo intensywny i pracowity czas, bo od rana do wieczora na
stepach sawanny w Ndumuru i Kisimani obejrzała od stóp do głów setki
dzieciaków, dla wielu tych dzieci była to pierwsza w życiu wizyta u doktora.
Wiele z nich jak się później okazało potrzebowało tego spotkania. Gdyby nie
doktor Ola niektóre dzieciaki nie miałyby szans na normalne zdrowe dzieciństwo.
Udało nam się wyłowić te maluchy którym coś tam szumi w serduchu, te które
potrzebują chirurgicznego czy ortopedycznego wsparcia, wiele dzieciaków
potrzebowało odgrzybiania a w sumie prawie wszystkie odrobaczenia.
Z powodu
braku dostępu do czystej wody na sawannie, robaki są zmora każdego dziecka.
Jednym słowem Caritas po raz kolejny uratował nam życie.
poniedziałek, 6 stycznia 2014
1 % dla dzieci z Laare
Istnieje możliwość podarowania 1% podatku na wsparcie
naszych dzieci, wystarczy tylko w rocznym zeznaniu podatkowym w odpowiednich
polach podać KRS naszej Fundacji: 0000282796 a jako cel szczegółowy wpisać
Laare.
niedziela, 5 stycznia 2014
Nowa szkoła na końcu świata!
Ndumuru - zapomniana wioska w sercu sawanny i niezapomniane
chwile wśród tych, do których nas Pan
Bóg posyła codziennie. Proboszcz twierdzi, że jestem pierwszą siostrą zakonną,
która postawiła stopę na stepach sawanny w Ndumuru.
Historyczny moment i
ogromne wzruszenie, bo jakoś trudno to wszystko sobie wyobrazić. Ja? Pierwsza?
Niesamowite! Do wioski Ndumuru jeździliśmy już od początku pobytu w Laare i za
każdym razem wracaliśmy z postanowieniem, że trzeba coś zrobić, by ci ludzie, nasi
parafianie, poczuli się choć trochę częścią wspólnoty. Ndumuru to odległość tylko trzydziestu km od Laare, najbardziej
oddalona kaplica dojazdowa parafii, która w porze deszczowej zupełnie zostaje
odcięta od reszty świata. Dzieciaki do najbliższej szkoły chodzą pieszo po 18
km i często po prostu tam nie docierają, bo są tak głodne i spragnione, ze
zatrzymują się przy pierwszym lepszym stadzie kóz, krów lub wielbłądów,
pomagają pasać bydło, by w zamian dostać kubek mleka. I gdy w Laare dzieciaki
próbowały poznawać powoli tajniki komputera tam na sawannie, w tym samym czasie
dzieci uciekały ze swoimi stadami, bo Nomadowie somalijscy z łukami i strzałami
w rękach forsowali dostęp do wody. Inny świat, ale te same dziecięce marzenia.
Dzieci
z Ndumuru marzyły o szkole od dawna.
Początkowo planowaliśmy przywozić je
codziennie do szkoły w Laare, niestety realia sawanny przeszkadzały nam, bo
albo drogi w czasie deszczu były nieprzejezdne, albo stada w czasie suszy
potrzebowały zmienić miejsce pobytu szukając bardziej urodzajnych ziem z
dostępem do wody i tam trzeba było od nowa szukać dzieci. W ostatnich latach
zmieniło się jednak to, ze studnia dla słoni w parku została wyremontowana i
oddana do użytku wioski. Odtąd lud nomadów z Ndumuru zaczął prowadzić osiadły
tryb życia starając się zabezpieczyć byt swoim rodzinom i stadom skupiając się
wokół studni. Rodzice zaczęli uprawiać
handel z wędrującymi ludami nomadów somalijskich, a dzieciaki coraz
intensywniej marzyły o zeszytach i książkach. Marzenie o szkole dla nich zaczęło kiełkować gdzieś tam w głębi serca i
każde odwiedziny na sawannie umacniały mnie w przekonaniu, ze trzeba coś z tym
zrobić. Na szczęście, równocześnie te same pragnienia zasiał Pan Bóg w sercu
mego proboszcza, wiec szybko znalazłam zrozumienie i pomoc, dziś pośród
stepów sawanny widać już owoce naszych
marzeń, które w tym tygodniu pokryjemy dachem. Jest szkoła!
Deo gratias!
Ogromne dzięki należą się tu proboszczowi, bo to dzięki niemu wszystko nabiera
realnych kształtów. Wczoraj ze wzruszeniem patrzyłam na matki, które z ogromna
wdzięcznością i radością zapisywały swoje pociechy do naszej misyjnej szkoły.
Mierzyłam zakurzone stopki maluchów, które już za chwile założą swoje pierwsze
w życiu buty, przymierzałam mundurki szkolne i byłam pewna, że to jest właśnie
święto Objawienia Pańskiego. Trzej Królowie przynieśli dary do ubogiego żłóbka,
by Bogu samemu cześć oddać i chwałę a my
dziś odkrywamy ubogiego Chrystusa właśnie w tych najuboższych z ubogich i on
sam jest naszą nadzieją.
wtorek, 31 grudnia 2013
HAPPY NEW YEAR!
Kochani Rodzice!
Pragniemy w imieniu wszystkich naszych
dzieci życzyć Wam aby Nowy Rok niósł ze sobą dużo radości, miłości i spełnienia
wszystkich marzeń.
Życzymy samych spokojnych, pogodnych dni a także mnóstwa
cudownych i wzniosłych chwil!
Siostry, wolontariusze i dzieci
niedziela, 22 grudnia 2013
Parlamentarny zespół do spraw Afryki w Laare!
W dniach 15-21 grudnia gościliśmy w Kenii niesamowitych
gości z Polski. Długo oczekiwaliśmy tej wizyty i długo przygotowywaliśmy się do
niej. Przedstawiciele Parlamentarnego zespołu ds. Afryki z Panem Posłem Johnem
Godsonem na czele, spędzili z nami kilka niezapomnianych dni, za które jesteśmy
im ogromnie wdzięczni.
Z lotniska do naszego domu w Karen dotarliśmy w środku
nocy i już następnego dnia nasi goście mieli sporo zajęć. Rano, po śniadaniu,
spotkanie w kenijskim parlamencie, później wizyta w ośrodku dla dzieci w
Nairobi i wieczorem spotkanie w rezydencji Pana Ambasadora. Kolejny dzień to
droga do Laare z krótkim postojem na równiku i w Nanyuki. Nasi goście okazali się
niesamowicie otwarci i bardzo mili. Cały dzień w trasie pozwolił nam na bliższe
poznanie się i rozmowę na temat naszej kenijskiej rzeczywistości.
Trzeci,
najważniejszy dzień, to spotkanie z naszymi dziećmi, przedstawicielami
parlamentu z naszego regionu, z rada wioski i wolontariuszami z Polski.
Dzieciaki bardzo radośnie witały naszych gości i z wielkim entuzjazmem
zaśpiewały i zatańczyły dla nich. Byłam dumna, jak chyba każda matka, patrząc
na występy swoich dzieci. Przed oczami miałam obrazy z pierwszych spotkań z
nimi, gdy brudne, obdarte i przestraszone przekraczały po raz pierwszy progi
naszej misji. Dziś uśmiechnięte, szczęśliwe, roztańczone...cuda Bożej
Opatrzności... Dzięki naszym gościom dzieciaki otrzymały chleb, owoce i
słodycze. Były przeszczęśliwe! Pan Poseł Godson w rozmowie z nimi
podkreślał, że tak jak one chodził
kiedyś do afrykańskiej szkoły, uczył się i bawił. Dziś jest posłem na Sejm w
parlamencie Polski, więc dzieciaki muszą pamiętać, by nie rezygnować z marzeń,
by starać się i dążyć do celu, bo na każdego z nas czeka niesamowita
przyszłość! Za te słowa Pan Godson otrzymał gromkie brawa od władz wioski, a w
oczach wszystkich dzieciaków zapaliły się promyki nadziei. Po spotkaniu z
dziećmi i po obiedzie mieliśmy kolejnego, niesamowitego gościa, razem z parlamentarzystami
uczestniczyliśmy w pokazie magicznych sztuczek Piotrka Iluzjonisty.
Piotrek
wygrał bilet do Kenii w konkursie Photography for Nairobi i tak jak obiecał,
dotarł do nas, by czarować dla naszych dzieci. Zdumiewalismy sie wszyscy:
goście, siostry, wolontariusze, a dzieciaki były tak zdumione, że później przez
godzinę jeszcze dotykały Piotrka sprawdzając, czy jest prawdziwy i gdzie
podziały się wszystkie piłki sznurki, karty i butelka coca-coli, co znikały w
jego rękach. Razem z gośćmi odwiedziliśmy też jedną z rodzin, by pokazać
warunki w jakich większość z naszych dzieci żyje na co dzień. Podsumowaniem
spotkania w Laare było oficjalne otwarcie naszej szwalni pod szyldem Małe Dzieło.
Szwalnia, dzięki wsparciu Parlamentarnego zespołu ds. Afryki i Instytutu
Afrykańskiego zakupiła maszyny do szycia . Umożliwiła w ten sposób poszerzenie
asortymentu, dając nowe stanowiska pracy. W chwili obecnej, w naszej pracowni
krawieckiej powstają mundurki szkolne, tkane są sweterki i szyte szaty
liturgiczne, a wszystko to, po to, by wesprzeć projekt opieki nad najbiedniejszymi
dziećmi w wiosce. Kolejny dzień wizyty to znów cały dzień w trasie.
Jechaliśmy
bowiem do oddalonej o jakieś 350 km Subukii, gdzie swoją placówkę misyjną mają
ojcowie Franciszkanie i siostry Misjonarki Świętej Rodziny. Ojcowie Franciszkanie
budują w Subukii sanktuarium narodowe, a siostry powoli rozkręcają nową
placówkę misyjną. Choć to dopiero początki i stan surowy wszystkiego- plany są
ogromne i piękne. Kolejny dzień to powrót do Nairobi, ostatnie zakupy,
spotkanie z przyjaciółmi pana posła Godsona i wspólna kolacja, a po niej
pożegnanie na lotnisku. Czas minął nam szybko, poznaliśmy się, zaprzyjaźniliśmy
się, mamy wspólne plany i projekty na przyszłość. To ważne i cieszy ogromnie,
ale chyba najbardziej cieszy fakt, że nasi goście pragną powrócić do nas , ale
nie z oficjalną wizytą jako parlamentarzyści, ale jako wolontariusze w wiosce.
I za to im i Panu Bogu z serca dziekuję!
niedziela, 8 grudnia 2013
Woda!!!
To był bardzo trudny czas oczekiwania...teraz będzie już z
górki. Pomiary poziomu i ciśnienia wody, testy zdatności i hydraulika
studni...udało się!!! Dziękuję wszystkim, którzy modlitwą i finansowo wspierali
te pierwszą, najważniejszą cześć projektu. Dziękuję wszystkim, którzy razem ze
mną trwali w niepewności nie tracąc nadziei!
piątek, 6 grudnia 2013
Czary Mary
W poniedziałek 2 grudnia odebrałyśmy z lotniska Piotrka
zwanego przez nas Magikiem. Piotrek przyleciał do Kenii na 3 tygodnie. We
wrześniu obydwoje braliśmy udział w konkursie Photography for Nairobi gdzie
główną nagrodą był bilet do Kenii. Każdy uczestnik mógł napisać jedno zdanie dlaczego chce lecieć do Kenii. Piotr z ilością ponad 11 tysięcy polubień na
facebooku wygrał konkurs.
Kiedy około północy dojechaliśmy do Karen, gdzie
zatrzymywaliśmy się u naszych Sióstr na nocleg, okazało się, że Piotrek przez
pomyłkę wziął zamiast naszej walizki, walizkę Pana Mahomeda. Następnego dnia rano, aby
szybko wyjaśnić zaistniałą sytuację pojechaliśmy na lotnisko. Poranne korki
były okropnie długie, dlatego nasz kierowca postanowił pojechać skrótem, tak
skrócił, że zatrzymała nas policja i po chwili zakuła kierowcę w kajdanki.
Zawsze z takich sytuacji, dzięki Siostrze Alicji, bądź też uśmiechom
wolontariuszek, wychodziliśmy obronną ręką. Tym razem policjant był nieugięty, a
my sami nie wiedzieliśmy, dlaczego tak potraktowano naszego kierowcę.
Niewiele
myśląc, Piotrek usiadł za kierownicą, aby odstawić samochód na najbliższy parking.
Nie było to takie łatwe ponieważ, Magik nigdy nie prowadził automatu z kierownicą po prawej stronie. Całe
szczęście, że po szybkim opłaceniu kary kierowca wyszedł na wolność.
Po południu Piotrek miał spotkanie z osobami pracującymi w organizacji Haart
Kenya. Tego samego dnia miał pierwszy czarodziejski występ pośród dzieciaków ze
slumsów. Ich radość była ogromna, a dla Piotrka to z pewnością niezapomniane
przeżycie. W środę chcąc pokazać Piotrkowi Nairobi, rano pojechaliśmy do Muzeum
Karen Blixen, a następnie udaliśmy się odwiedzić ulubiony park s. Alicji – park
z małpami. To dobre miejsce na odpoczynek i odprężenie. Wieczorem Piotrek
wsiadł w autobus i pomknął do Mombasy a my już bez żadnych przygód wróciłyśmy do
Karen.
czwartek, 5 grudnia 2013
Idą święta!
Przed nami czas przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia.
Coraz więcej osób pisze do nas o dodatkowych wpłatach na prezenty dla swoich
dzieci. W związku z tym postanowiłyśmy razem z Siostrą odpowiedzieć na Wasze
pytania dotyczące zakupów, co najlepiej kupić i jaki jest tego koszt. Lista
zakupów jest już otwarta, każdą informację o dodatkowej wpłacie odnotowujemy, aby nikogo nie pominąć. Właśnie wróciłyśmy z Nairobi, gdzie częściowo już
zrobiłyśmy zakupy dla dzieci, których wpłaty zostały potwierdzone. Prosimy, aby przelewy na prezenty świąteczne były wykonane do 18 grudnia, tak abyśmy miały czas na
zrobienie zakupów. Wszystkie prezenty, na które wpłaty będą po 18 zrobimy już po
świętach.
Świąteczne ubranie:
Sukienka 1500 - 2000 kshs (60-80zł)
Sweterek 1000 kshs (40zł)
Buty 1500 kshs (60zł)
Spodnie 1200 kshs (48zł)
Koszulka chłopięca 1000 kshs (40zł)
Bielizna: majtki,
skarpetki, koszulka 600 kshs (24zł)
Paczka świąteczna ze
słodyczami 1000 Kshs (40zł)
Czekolada, chrupki, lizaki, ciastka, cukierki, gumy do żucia
Paczka świąteczną z
środkami czystości 1000kshs (40zł)
Zestaw mydeł, ręczniczek, proszek lub mydło do prania,
wazelina, miska
Zabawki
Lalka od 1000 do 2000 kshs (40-80zł)
Samochód od 500 do 2000 kshs (20-80zł)
Klocki, układanki, puzzle, zestawy zabawowe ( sklep, lekarz,
konstruktor, kuchnia)
500- 1000kshs (20-40zł)
Piłka 2000 kshs (80zł)
Szkoła
Plecak do szkoły 1500 kshs (60zł)
Zeszyty 10 sztuk 300 kshs (12zł)
Piórnik z wyposażeniem 400 kshs (16zł)
Książka 500-1000 kshs (20-40zł)
Prezenty ogólne
Materac 1500 kshs (60zł)
Koc 500-1500 kshs (20-60zł)
Termos 1500 kshs (60zł)
Talerze i kubki
plastikowe 500kshs (20zł)Lampa solarowa 3500 kshs (140zł)
sobota, 30 listopada 2013
Stara drynda
...czyli o tym jak "kończy" się nam samochód.
Wczorajszy dzień, jak to w Afryce bywa, był pełen nieprzewidywalnych wydarzeń, nasza misyjna toyota odmówła nam współpracy. Zazwyczaj drogę do Meru pokonujemy w godzinę, tym razem zatrzymując się co 10 minut, z powodu ciągle gasnącego silnika, było nieco inczej. Chcąc czy nie chcąc, plany trzeba było zmienić. Muszę wspomieć, że samochód w ostatnim czasie był w warsztacie jakieś 5 razy i za każdym razem, kiedy Siostra go odbierała, miała nadzieję, że juz w nim wszystko będzie dobrze działać. Czasami podziwiam Siostrę za to, że ma odwagę jeszcze do niego wsiadać. W drodze powrotnej poprosiłam aby Siostra napisała posta, dlaczego ta stara toyota odgrywa tak ważną rolę w misji :)
kałuża nie tylko na zewnątrz ale i w samochodzie :)
|
Zawsze jak jadę tym naszym samochodem przypomina mi się
wierszyk, który mama czytała mi na
dobranoc jak byłam mała. Stara
drynda...ta nasza toyota, choć nie ma woźnicy w cylindrze z pioropuszem,
wywołuje we wszystkich śmiech, a wolontariusze śmieją się z nas do rozpuku… bak
na benzynę zamykamy na kłódkę, odpadają nam w czasie jazdy okna, dach
przecieka, a jak się spojrzy w dół przez podłogę widać asfalt lub kamienie, zależy
po jakiej drodze mkniemy. Wczoraj była
ulewa, wiec w sumie nic nie było widać, bo siedziałyśmy skulone w centralnej
części siedzenia, po bokach kapało, a przy większych kałużach woda zalewała nam
buty.
Każdy, kto mnie odwiedza z uwaga ogląda ten nasz wehikuł i
często z obawą do niego wsiada. Ja czuje sentyment patrząc na naszą toyote... staruszka
była bowiem świadkiem tylu ważnych wydarzeń w życiu misji, tyle razy załadowana
po brzegi sprawiała dzieciakom radość przywożąc worki z fasolą, kukurydzą,
cukrem i ryżem. Tyle razy była świadkiem dziecięcego zachwytu, gdy z bagażnika
wyskakiwał rower, 100 par nowych butów lub zabawek. Stara nasza toyota zna
drogę do każdego ubogiego domu w misji, pokonała tysiące kilometrów, by dotrzeć
do tych najbiedniejszych, wiele razy ratowała życie, gdy gubiąc okna pędziła do
szpitala zawstydzając po drodze spokojne dostojne ambulanse.
Wiem, ze czas pomyśleć o zmianie, bo ten samochód pamięta
pierwsze misjonarki w Kenii, wiem, że często ryzykuje wysiadając do niej, bo
pewna nie jestem, czy dojadę do celu...ale jak to w wierszu było...
A my patrzymy
z bratem obaj
i nam ta drynda
się podoba.
I my wolimy
tego grata
od Mercedesa
i od Fiata,
bo to jest grat
nie z tego świata!
Danuta Wawilow . Drynda
środa, 27 listopada 2013
Po przerwie…
Po dość długim czasie milczenia na naszym blogu znów
postaramy się na bieżąco wrzucać newsy z misji Laare. Za wszelkie zaniedbania
dotyczące pisania przepraszamy i liczymy, że uda nam się nadrobić w najbliższym
czasie wszystkie zaległości.
24 listopada o godzinie 7.00 wylądowałam po raz kolejny na
afrykańskiej ziemi. To niesamowite
uczucie trudno jest opisać słowami. Po ponad 12 godzinnej podróży nie
odczuwałam żadnego zmęczenia a wręcz przeciwnie rozpierała mnie energia a z
twarzy nie schodził mi uśmiech. Po drodze z lotniska rozglądałam się dookoła,
od mojego ostatniego pobytu w Kenii nic się tu nie zmieniło – myślałam.
Wszystkie ulice, sklepy były mi doskonale znane i znów przeszło mi przez myśl,
że powrót do Kenii to jak powrót do domu! Czuję się tak, jakbym właśnie
skończyła urlop w Polsce i wróciła tu na dłużej. Niestety tym razem tak
kolorowo nie jest. W Laare będę
tylko miesiąc! Oczywiście nie mam
zamiaru narzekać na długość pobytu. Cieszę się, że chociaż tyle czasu będę
mogła pomagać Siostrom i dzieciakom. Zdaję sobie sprawę również z tego iż
będzie to piękny ale intensywny czas wzmożonej pracy. Już teraz szczerze mogę
napisać, że nie wiem w co ręce włożyć,
od czego zacząć? Od listów, prezentów, zdjęć, odwiedzin rodzin, wysyłania
e-maili. Chciałabym jednak zapewnić, że zrobię wszystko aby jak najlepiej
wykorzystać ten czas i aby na bieżąco wiedzieli Państwo co się u nas
dzieje. Wczoraj późnym wieczorem
dojechaliśmy już do Laare a dziś wielka chwila – spotkanie z naszymi dziećmi!
sobota, 28 września 2013
To co najdroższe..
Zaniedbałam zupełnie naszego bloga, jednak ostatnie miesiące były dla mnie tak trudne, ze nawet nie myślałam o pisaniu. Problemy ze studnia, zmiany we wspolnocie, mnóstwo nowych spotkań z najubozszymi z ubogich, zamachy terrorystyczne tuż obok, choroba mego taty...nazbieralo sie tego sporo.
Chciałabym jednak dziś, choc dwa słowa napisać, by wszystkim tym, którzy sa teraz blisko i przynajmniej duchowo, dobrym słowem i modlitwa wspierają mnie, po prostu z całego serca podziękować.
Za chwile lecę do Polski, by pożegnać mego tatę i byc razem z moimi bliskimi w tym trudnym dla nas czasie.
Tata mój, to najwspanialszy człowiek, jakiego w życiu spotkałam i to, kim jestem dziś i jaka jestem, to w dużej mierze jego zasługa. Mieć takiego tatę, to ogromna łaska i wielki dar, za który zawsze dziekowalam Bogu. To nie moja zasługa, ze mam wspaniałych rodziców, którzy dali mi szczęśliwe dzieciństwo i bezustannie każdym słowem i gestem zapewniali, ze kochają. To czym dziś , gdzieś tam w dalekiej Afryce dziele sie z innymi, to w sumie to, czego sama wczesńiej doświadczyłam.
Moja misja, to tak naprawdę misja mego taty. Gdyby nie jego wsparcie, szczególnie na początku, gdy nie mieliśmy na chleb, gdyby nie jego pocieszenie i troska nie byłoby dziś misji Laare. To tata pomagał mi przy adopcji pierwszych dzieciaków, to on znał je wszystkie, znał ich historie i problemy, znał je po imieniu. Bardzo chciał do nas do Laare przyleciec, jednak choroba pokrzyżowała plany i choc do końca miałam nadzieje, ze on sam poprzytula je jeszcze kiedyś, wiem, ze teraz będzie mi towarzyszył z bliska, ze za każdym razem, gdy będę brała w objęcia któreś z moich dzieciaków, on będzie blisko. Raz jeszcze razem z dziećmi dziękuje mu za jego miłość, a każdemu kto towarzyszy nam w tym bolesnym doświadczeniu pożegnania z całego serca dziękuje.
piątek, 2 sierpnia 2013
WARSZAWA – AMSTERDAM – NAIROBI – LAARE
3 miesiące minęły…
Czas urlopu Siostry Alicji dobiegł końca, dziś o godz. 16.00
pożegnaliśmy naszą misjonarkę.
Trudno powiedzieć czy Siostra odpoczęła podczas swojego intensywnego
pobytu w Polsce ale jedno jest pewne:
Osoby, które miały okazję spotkać Siostrę Alicję i poznać ją
- wiedzą ile pozytywnej energii nam przekazała!
Podczas Siostry odpoczynku zdołaliśmy odwiedzić szkoły w
Piastowie, Izbicy Kujawskiej, Międzybrodziu Bialskim i Żywieckim,
uczestniczyliśmy w spotkaniach z darczyńcami w Warszawie, Zduńskiej Woli, Kaliszu
a po drodze odwiedziliśmy jeszcze wiele innych miejsc: Włocławek, Bytom, Kielce, Koło, Łódź, Kraków,
Otwock, Licheń, Dobre etc.
Kochani!
Wszystkim z całego serca dziękujemy za przyjęcie nas do
swoich rodzin, parafii, przyjaciół i znajomych. Dzięki Wam wiemy jak blisko
jesteście z nami mimo dzielących nas kilometrów. Dziękujemy za piękny i owocny
czas bycia razem! To niesamowite, że dzięki naszym dzieciom z Laare staliśmy się
jedną wielką rodziną tutaj w Polsce.
Jedni na pewno będą ocierać łzy smutku i rozstania z Siostrą
natomiast drudzy już nam wysyłali wiadomości, że czekają i cieszą się ogromnie
z powrotu Siostry Alicji do Kenii nie wspominając już o naszych dzieciach,
które nie mogą się doczekać powrotu ich Sister!
Osobiście i z bólem muszę przyznać, że zaliczam się do tej
pierwszej grupy ludzi tzn tych ocierających łzy smutku. Siostra Alicja była
przedłużeniem mojego pobytu w Kenii. Jestem w 100 % pewna, że od 12 maja czyli mojego
powrotu do Polski nie było dnia gdzie nie mówiłyśmy o misjach, dzieciach,
projekcie adopcji, dożywiania, studni przez co pewnie nie odczuwałam tak
rozstania z Afryką.
Siostro za każdy miesiąc, dzień, godzinę wspólnie spędzoną -
ogromnie dziękuję!
PS a teraz może i ja wybiorę się na urlop J
Klaudia
piątek, 21 czerwca 2013
Międzybrodzie!
O godz. 8.45 dotarliśmy na spotkanie z uczniami Zespołu
Szkół w Międzybrodziu Bialskim, a następnie udaliśmy się do Zespołu Szkół w
Międzybrodziu Żywieckim. W obu szkołach zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci.
Dzieci były szczęśliwe, że mogły poznać osobiście Siostrę Alicję. Siostra
dziękowała z całego serca uczniom za ich zaangażowanie na rzecz misji w Laare w
Kenii. Szczególne podziękowania składamy na ręce Dyrekcji obu Szkół, Pani
Pedagog Agnieszki i Nauczycieli, którzy przybliżali uczniom problemy ich
rówieśników w Kenii i zachęcali ich do niesienia pomocy.
czwartek, 20 czerwca 2013
Z Laare do Piastowa :)
W poniedziałek 17 czerwca nasza Fundacja odwiedziła Szkołę
Podstawową w Piastowie, gościem specjalnym podczas dwóch apeli szkolnych była
Siostra Alicja Kaszczuk. Dzieci z uwagą słuchały opowieści Misjonarki z Kenii,
która pięknie przybliżyła im realia pracy misyjnej w Afryce. Do tej pory dzieci
tylko słyszały o polskiej Siostrze Orionistce pracującej w Kenii, a teraz mogły
na żywo doświadczyć jej obecności.
Szkoła w Piastowie jest zaangażowana w pomoc szkole w Laare.
Podczas spotkania uczniowie z Piastowa przekazali listy w języku angielskim dla
uczniów z Laare. Na ręce Dyrekcji składamy serdeczne podziękowania za
współpracę z naszą Fundacją i zaangażowanie na rzecz dzieci z Afryki.
Niedziela na Lindleya !
W niedzielę 16 czerwca Siostra Alicja Kaszczuk, misjonarka z
Kenii, gościła w Parafii św. Alojzego Orione w Warszawie, przy ul. Lindleya 12.
Siostra przybliżała Wiernym realia pracy misyjnej. Po Mszy Św. o godz. 13.00 adopcyjni Rodzice z
Warszawy i okolic mogli spotkać się z Siostrą Alicją i dowiedzieć się więcej o
afrykańskich dzieciach, które wspierają materialnie i duchowo. Serdecznie
dziękujemy za zaproszenie Proboszczowi Parafii Księdzu Robertowi Branickiemu a
także s. M. Bożenie Mańkowskiej za pomoc i oprawę muzyczną :)
piątek, 14 czerwca 2013
7-9.06.2013 Spotkanie w Zduńskiej Woli
7 czerwca o godz. 18.00 Mszą Świętą rozpoczęliśmy weekendowe
spotkanie z naszą misjonarką s. M. Alicją Kaszczuk ze Zgromadzenia Sióstr
Orionistek. Adopcyjni Rodzice i Przyjaciele naszej Fundacji przybyli, aby
dowiedzieć sie wiecej na temat pracy misyjnej, aby poznać Siostrę Alicję i
dopytać o swoje Maluchy, dla których niosą pomoc duchową i materialną.
Drugi dzień spotkania rozpoczęliśmy o godz. 7:30 Mszą Świętą
z Jutrznią. Po śniadaniu udaliśmy się do Muzeum- Domu Urodzin Świętego
Maksymiliana Marii Kolbego oraz do Muzeum zduńskowolskiego. O godz. 16.00
spotkaliśmy się na sali konferencyjnej, aby poprzez prezentacje zapoznać się z
działalnością naszej Fundacji i projektami jakie realizujemy. Również
zaprzyjaźnione wspólnoty i grupy prezentowały swoją działalność: Duszpasterstwo
Niesłyszących, Świetlica dla dzieci, Caritas Parafialny.
Zachęcaliśmy uczestników spotkania do podjęcia wolontariatu
podczas turnusów dla osób niepełnosprawnych i starszych w Brańszczyku.
Następnie obejrzeliśmy krótki film o misji w Laare i wysłuchaliśmy relacji
koordynatorki Klaudii Zielińskiej, która
ostatnie 8 miesięcy spędziła w Kenii udzielając się wolontaryjnie. Naszym
gościem specjalnym była oczywiście s. Alicja Kaszczuk. Codzienne życie na misji
w Afryce, to temat jaki poruszyła nasza misjonarka, akcentując szczególnie
potrzebę budowy studni dla mieszkańców wioski i okolic. W spotkaniu wzięli
udział: Pan Piotr Niedźwiecki Prezydent Miasta Zduńska Wola, Pan Janusz
Żołyniak Prezes Zarządu TBS w Zduńskiej Woli, ks. Antoni Wita Przewodniczący
Rady Fundacji, Przedstawiciele różnych Organizacji i Wspólnot Zakonnych,
Rodzice Adopcyjni, Wolontariusze, Koordynatorzy i Przyjaciele Fundacji.
Po części oficjalnej, wszyscy udali się na grilla, były
oczywiście kiełbaski, ale hitem menu były pieczone banany...prosto z Afryki...
w syropie klonowym... Radośnie spędziliśmy ten czas.
Piękny niedzielny poranek, rozpoczął się Festynem
Parafialnym w Parafii św. Antoniego z racji odpustu ku czci św. Antoniego z
Padwy. Wśród wielu straganów ustawionych na placu przed Kościołem był także
namiot naszej Fundacji. Nasze stoisko było wprost oblegane. Gadżety afrykańskie
zachwyciły wszystkich, szczególnie Panie miały w czym wybierać: torebki, szale,
biżuteria. Cały dochód z kiermaszu przeznaczony zostanie na budowę studni w
Laare. Dlatego w tym miejscu pragniemy podziękować wszystkim ofiarodawcom za
ich otwarte serca na pomoc afrykańskiej ludności.
piątek, 7 czerwca 2013
Spotkanie z darczyńcami
W środę 5 czerwca o godz. 18.00 Mszą Świętą rozpoczęliśmy
spotkanie misyjne w Centrum Księdza Orione w Kaliszu. Adopcyjni Rodzice z
Kalisza i okolic oraz Przyjaciele naszej Fundacji mieli okazję spotkać się z
naszą Misjonarką s. Alicją Kaszczuk pracującą od 7 lat na misji w Kenii w
wiosce Laare. Siostra przybliżyła zebranym realia pracy misyjnej, opowiadała o
potrzebach najuboższych mieszkańców, o problemach z jakimi borykają się w
codzienności, szczególnie jeśli chodzi o wodę.
Rodzice adopcyjni mieli możliwość dowiedzieć się więcej o
swoich Pociechach, których wspierają duchowo i materialnie. Było to bardzo
ciepłe i wzruszające spotkanie. Dziękujemy wszystkim obecnym za ten wspólny
czas.
ks. Janusz Nowak i s. Alicja Kaszczuk
Subskrybuj:
Posty (Atom)

.jpg)
.jpg)







