wtorek, 16 czerwca 2015

16 czerwca - Dzień Dziecka Afrykańskiego

Kochane Dzieciaki życzymy Wam, aby każdego dnia spotykało Was coś miłego i dobrego, uśmiechu od ucha do ucha, od rana do wieczora, nieustannego odkrywania piękna i wspaniałości świata, rozwijania swoich licznych talentów! Wszystkiego Najlepszego!

czwartek, 4 czerwca 2015

Walczymy o marzenia…

Wyniki z egzaminów
Zacznijmy od tych lepszych wieści – Laura najlepszą studentką na roku! 29 maja Laura zdała ostatni i najważniejszy w tej sesji egzamin, podsumowujący Jej cały rok nauki. Wyniki rewelacyjne, wszyscy razem cieszymy się z osiągnięć i sukcesów Laury. Dzięki Wam możemy spełniać Jej marzenia. Niby niewiele – studia. Od października, czyli od przylotu Laury, wiele się wydarzyło. Co chwile jeździmy na różne spotkania do szkół, bibliotek, innych fundacji czy parafii po to, aby mówić jak zdolne jest NASZE dziecko! Dostajemy wiele miłych słów i gestów sympatii bez których nasz zapał już dawno by się wypalił. Jesteśmy Wam za to ogromnie wdzięczni! Pierwszy rok PREMED – kurs przedmedyczny, który kosztował 15 500 zł za nami. W tym miejscu chcielibyśmy podziękować z całego serca naszemu (anonimowemu) darczyńcy za opłatę jaką uiścił w całości na uniwersytecie! Dziękujemy również Pani Krystynie Król i Jej rodzinie za opiekę nad Laurą, a przede wszystkim stworzenie Jej prawdziwego Domu! Wiemy, że nie zawsze jest łatwo, ale jesteśmy pewni, że za kilka lat Laura wynagrodzi nam swoją pracą i pomocą na rzecz ubogich obywateli Kenii cały trud w pozyskiwanie środków na Jej edukację. Od 1 stycznia do 30 kwietnia 2015 roku udało nam się pozyskać kwotę 15 589,19 zł. Miesięczny koszt utrzymania Laury to koszt ok 1 200 zł w tym 500 zł opłata akademika. Akademik okazał się trafnym pomysłem, ponieważ Laura ma bardzo blisko na uczelnię a także utrzymuje kontakt z rówieśnikami ze studiów i swojej grupy anglojęzycznej. Wszystkie święta, ferie i weekendy Laura spędza z rodziną Pani Krystyny. Niestety, większość środków, które udało nam się pozyskać została wykorzystana na utrzymanie Laury: koszty wizowe, bilet do Polski, komputer, telefon, książki. Na szkołę zostaje naprawdę niewiele. 
Kochani tu po raz kolejny apelujemy o pomoc! Nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, że Laura miałaby wrócić do Kenii, ponieważ nie uda nam się pozyskać środków na Jej kolejny rok studiów. Razem z wynikami i osiągnięciami Laury otrzymaliśmy dokument informujący nas iż do 15 października 2015 roku musimy dokonać kolejnej wpłaty – 43 000 zł! 
Prosimy pomóżcie nam, udostępniajcie wiadomość o Laurze, gdzie się tylko da. Zachęcajcie znajomych do programu Adopcji na odległość, aby Laura miała zapewnioną stałą opiekę. Sami, bez Was nie damy rady! Prosimy także i przede wszystkim o modlitwę!

Fundacja Księdza Orione Czyńmy Dobro
ul. Lindleya 12, 02-005 Warszawa
Numer rachunku na który można dokonywać dobrowolnych wpłat:
14 1240 1053 1111 0010 4353 6691
z dopiskiem: LAURA

wtorek, 19 maja 2015

Dzień Polsko-Afrykański 2015

19 maja 2015 roku w Sejmie RP odbyło się Polsko-Afrykańskie Forum Gospodarcze oraz uroczystość Dnia Polsko-Afrykańskiego. 

Polsko-Afrykańskie Forum Gospodarcze rozpoczęło się o godz. 12.00 w Sali Kolumnowej Sejmu RP. W wydarzeniu wzięli udział przedstawiciele korpusu dyplomatycznego krajów afrykańskich akredytowanych w Polsce, przedstawiciele Rządu RP, Parlamentarzyści, polscy przedsiębiorcy oraz organizacje pozarządowe.
W ostatnim panelu dyskusyjnym wzięły udział organizacje pozarządowe, w tym szczególnie Fundacja Księdza Orione, której działania przedstawiała s. Alicja Kaszczuk, laureatka nagrody „Przyjaciel Afryki”. Instytut Afrykański reprezentowała Pani Monika Kaczmarzyk, misjonarka i przedstawicielka Instytutu Afrykańskiego w Afryce. W Panelu wzięły udział również: Pallotyńska Fundacja Salvatti.pl, Fundacja Razem dla Afryki oraz Omenaa Foundation.

Centralną uroczystością Dnia Polsko-Afrykańskiego było wręczenie statuetek „Przyjaciel Afryki” w czterech kategoriach.

W kategorii społecznik statuetka została przyznana s. Alicji Kaszczuk w związku z wybitnymi osiągnięciami w Kenii przy prowadzeniu Misji W Laare (Kenia)




źródło: ia.org.pl

środa, 22 kwietnia 2015

O cudzie ocalonej Irene w Garissa...

Irene, gdyby mnie to spotkało zostałbym bez namysłu Orionistką!

Tak dziś podczas uroczystej mszy świętej rozpoczął swoje kazanie Ksiądz Lawrence...trudno w kilku słowach opisać  to niesamowite doświadczenie cudu jaki był udziałem naszej Irene, którego i my poniekąd jesteśmy świadkami i w którym jako Orionistki uczestniczymy w sposób szczególny z ogromna wdzięcznością.
Irene to studentka drugiego roku pedagogiki na uniwersytecie w Garissa...o tym co wydarzyło się w Wielki Czwartek w Garissa usłyszał cały świat. Irene była naocznym świadkiem tego dramatu i teraz jest namacalnym dowodem łaski samego Boga.
Irene pochodzi z Laare, a dokładniej z KK Kiula, gdzie wiernym towarzyszy i strzeże ich, nasz Ksiadz Orione, którego sami wybrali sobie na patrona. W tym właśnie kościele pw. Św. Alojzego Orione kilka miesięcy temu prosiliśmy  o błogosławieństwo dla wszystkich uczniów i studentów rozpoczynających nowy semestr nauki. Wśród nich była Irene.
Dziś spotkaliśmy się na podwórku rodziców Irene, by Bogu dziękować za to cudowne ocalenie. Jakże inna była to msza! Pełna radości i wdzięczności wobec Boga. Pełna dziękczynienia Matce Najświętszej i Ks. Orione za szczególne orędownictwo! W ostatnich tygodniach pogrążeni w żałobie żegnaliśmy innych studentów, pochodzących z naszej wioski, którzy zginęli w zamachu w Garissie. Dziś razem z Irene i jej najbliższymi dziękowaliśmy za cud!


Wracając myślami do tego dramatycznego wydarzenia wiemy, że Irene modliła się rano z cała swą grupą studencką w jednej z sal wykładowych, gdy nagle usłyszała strzały. Do sali wtargnęli terroryści wypędzając wszystkich na główny hol. Studenci wychodząc potykali się o ciała zabitych. Trudno wyobrazić sobie ten koszmar. Irene modliła się i była pewna, że to już koniec. Gdy zastrzelony został kolega Irene, który stał zaraz obok  przewrócił ją i upadł na nią, zaraz obok padały od kolejnych strzałów ciała jej koleżanek i kolegów. Irene pozostała bezruchu na posadzce udając nieżywą. Modliła się i czuła jak krew innych pokrywa całe jej ciało. Od czasu do czasu pociski karabinów odbijające się od posadzki parzyły jej ręce i nogi. Irene bała się oddychać. Trwała w modlitwie nie ma pojęcia jak długo.  Cudem przeżyła. Nie potrafi jeszcze o tym mówić, ale wie, że wszystko zawdzięcza Bogu i ks. Orione!
 Dziś pokazując nam poparzone od kul ręce prosi, byśmy razem z nią dziękowali. My podając jej ręce zjednoczeni w modlitwie ukradkiem zerkamy na ks. Orione, Jemu przede wszystkim dziękujemy! To jedna z Jego córek! Stąd to radosne żartobliwe stwierdzenie Księdza, że gdyby jego to spotkało, to bez namysłu zostałby Orionistką! On dał Ci Irene nowe życie, On ma plan pełny miłości wobec Ciebie! To nie jest przypadek! Irene to wie, choć pewnie jeszcze mnóstwo czasu potrzebuje, by sobie poradzić z tym doświadczeniem. Dziś podczas Eucharystii otrzymała też sakrament namaszczenia chorych i wspólnie prosiliśmy za nią, by Bóg uleczył w niej nie tylko rany ciała ale i duszy. Modliliśmy się za tych wszystkich, którzy zginęli podczas zamachu. Modliliśmy się o dar miłości i pokoju. Modliliśmy się za terrorystów, błagając o przemianę ich serc. Wszystkie nasze modlitwy znosiliśmy przez wstawiennictwo ks. Orione, któremu lud w wiosce KK Kiula oddaje szczególną cześć i nabożeństwo, bo wiedzą, że On jest ich Ojcem. I że On  czuwa nad ich rodzinami i całym dobytkiem.

środa, 1 kwietnia 2015

II Konferencja Medycy dla Afryki

28 marca 2015 roku  na terenie Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego odbyła się konferencja "Medycy dla Afryki" - wydarzenie w całości poświęcone zagadnieniom związanym z Czarnym Lądem.                
Konferencja nie była skierowana wyłącznie do kręgów medycznych, ale do wszystkich tych, którym bliski jest los ludzi z kontynentu afrykańskiego.

Podczas prelekcji mogliśmy nie tylko posłuchać wielu fascynujących historii z takich krajów jak Tanzania czy RPA, ale także dowiedzieć się, jak wyjechać na wolontariat czy przygotować się na wyjazd turystyczny. Przybliżony został również ważny ostatnimi czasy temat wirusa Ebola, czy ponadczasowo aktualny problem malarii. Słuchaliśmy też opowieści o misji w Etiopii i dowiedzieliśmy się kim są i co robią Lekarze Bez Granic oraz jak to jest być dentystą w Afryce.

Po raz drugi nasza Fundacja miała możliwość zaprezentowania swoich działań na rzecz dzieci z Kenii.                       
Klaudia przygotowała prezentację pn. „Edukacja – szansą na lepsze życie”, jej celem było przybliżenie projektu „Studia dla Laury”.

Nasza studentka nieśmiało powiedziała kilka zdań w języku polskim. W wypowiedzi nawiązywała do tego, że marzenia są po to, aby je spełniać. Jako Fundacja chcieliśmy przedstawić swoje działania, a docierając do jak największej ilości osób, wspólnymi siłami dać szansę Laurze na kontynuacje studiów w Polsce.

piątek, 30 stycznia 2015

Lekcja odpowiedzialności…

Już od dawna zabierałam się do napisania tego posta. Zawsze jednak coś stało na przeszkodzie, wydając się priorytetem -  zarówno w sferze związanej z Kenią, jak wysłanie listów i zdjęć do darczyńców, jak i w tej prywatnej -  sesja … ciągle coś. Chciałabym aby każdy, kto podjął się adopcji naszych dzieci, a także ten, który dopiero zamierza dołączyć do naszego projektu, przeczytał uważnie tych kilka zdań. Nie chce się wymądrzać, chcę jedynie podzielić się z Wami osobistymi spostrzeżeniami na temat zaobserwowanego dość dziwnego zjawiska, które ostatnio coraz częściej zaczęło występować.

Kiedy decydujemy się na taką formę pomocy jaką jest Adopcja na odległość, sami dobrowolnie piszemy maila lub dzwonimy do koordynatora, następnie sami decydujemy, któremu dziecku chcemy pomóc i sami świadomie wypełniamy deklarację adopcji. Jako dorośli ludzie podejmujemy decyzję, która nie ogranicza się wyłącznie do naszego życia, ale ma wpływ także na innych. Nikt przecież nikogo nie zmusza do pomagania: jeśli ktoś Was namawia, a Wy nie jesteście zdecydowani -przemyślcie tę decyzję dwa razy albo i pięć, jeśli jest taka potrzeba!

Dlaczego poruszam ten temat? Otóż coraz częściej zdarzają się sytuacje, gdzie kończymy formalny proces adopcji, informujemy naszego kenijskiego koordynatora, że mamy darczyńcę dla potrzebującego dziecka, posyłamy je do szkoły/ przedszkola, cieszymy się, że możemy go ubezpieczyć, nakarmić… i nagle okazuje się, że nie ma ani jednej wpłaty na rzecz adoptowanego.
Dzieci, którym pomagamy, to sieroty, dzieci ulicy, z wielodzietnych rodzin (o czym doskonale wiecie). Pomagamy tym, którzy najbardziej pomocy potrzebują i to my możemy zmienić ich los, możemy sprawić, że na ich buziach wreszcie pojawi się uśmiech.
Mija miesiąc, dwa… a osoba, która dobrowolnie wzięła ODPOWIEDZIALNOŚĆ za to dziecko, milczy. Nie rozumiem dlaczego tak się dzieje, przecież piszemy wyraźnie - w razie rezygnacji z adopcji prosimy o KONTAKT. Napisanie maila nic nie kosztuje, wysłanie SMSa kosztuje grosze, a sprawia, że możemy szybko i efektywnie działać - poszukać nowego opiekuna potrzebnego naszemu dziecku.
Oczywiście są sytuacje, gdzie „coś” powoduje, że z adopcji trzeba zrezygnować i my to doskonale rozumiemy :) Z adopcji, jako DOBROWOLNEJ formy pomocy ubogim dzieciom, można zrezygnować w każdej chwili. Jedyne, o co prosimy, to informacja o takiej decyzji.
PS. Wiadomości dobre są takie, że nieustannie pomagamy, docierając do coraz większej ilości dzieci. Możemy to robić dzięki Waszym otwartym sercom, za co serdecznie dziękujemy!


Klaudia

wtorek, 23 grudnia 2014

Jasełka w Laare

Kochani, na ten szczególny czas, w którym objawia się moc Bożej Miłości, życzę radości, miłości i pokoju i dziekuję za wszelkie dobro s.Alicja z misji w Laare
Zapraszamy do oglądania jasełek 

*UWAGA

aby włączyć polskie napisy należy:

przed rozpoczęciem oglądania kliknąć w znaczek CC po prawej stronie przy pasku filmu i wybrać 'polski'

http://vimeo.com/114545101

sobota, 6 grudnia 2014

Mikołajki! :)

Mikołajki to tradycyjna, polska nazwa święta ku czci świętego Mikołaja. Obecność świętego Mikołaja zapowiada nadejście Bożego Narodzenia. W dniu tym święty Mikołaj przynosił zazwyczaj dzieciom prezenty. Współcześnie w Polsce wręcza się drobne upominki.
W tym roku Laura będzie pierwszy raz w życiu obchodzić prawdziwe Mikołajki. Kiedy kilka dni temu się widziałyśmy opowiadałam Laurze o naszych polskich zwyczajach i tradycjach. Nasza studentka nie kryła zdziwienia i kiedy spytałam o jej marzenia i o to co chciałaby dostać, odpowiedziała, że ma wszystko, nic nie potrzebuje a jej marzenie właśnie się spełnia –STUDIA.
Bardzo nas cieszą wyniki jakie Laura osiąga (z ostatnich egzaminów 82,5%) a jej promienny uśmiech, który nie znika nawet na 5 minut motywuje do działania. Jak wiemy studia to ogromny koszt i sami nie damy rady zebrać tak dużej kwoty.
Chcielibyśmy aby Laura w ten dzień poczuła się wyjątkowo, dlatego prosimy o dobre słowo dla Niej, modlitewne wsparcie a kto może sprawić choć najdrobniejszy upominek w postaci wpłaty na jej studia już teraz z całego serca dziękujemy!

Fundacja Księdza Orione Czyńmy Dobro
ul. Lindleya 12, 02-005 Warszawa

Bank Pekao SA IV Oddział w Warszawie, ul. Grójecka 1/3
Numer rachunku: 14 1240 1053 1111 0010 4353 6691

Kod SWIFT: PKOPPLPW
PL dla obrotów zagranicznych:
PL 14 1240 1053 1111 0010 4353 6691
z dopiskiem: LAURA

niedziela, 23 listopada 2014

Z wizytą w Brańszczyku

W sobotę 22 listopada 2014 r. Laura Makena, w towarzystwie koordynatorek Krystyny i Klaudii, odwiedziła Dom Emeryta im. św. A. Orione w Brańszczyku. Laura spotkała się z Podopiecznymi Domu i opowiedziała o swoim marzeniu. 





Laura pragnie ukończyć studia medyczne i zostać lekarzem pediatrą. A następnie, po powrocie do Kenii, pragnie leczyć dzieci. Spotkanie zbiegło się z imieninami ks. Janusza Nowaka prezesa Fundacji, Laura uczestniczyła w obiedzie imieninowym i poznała Rodzinę Oriońską.



wtorek, 4 listopada 2014

Świąteczne prezenty

W odpowiedzi na liczne pytania dotyczące dodatkowych zakupów świątecznych zamieszczam kilka ważnych informacji.

1. Jak dokonać dodatkową wpłatę aby pieniądze trafiły na prezent naszego dziecka

Tak jak każdego miesiąca dokonujemy wpłatę wpisując: imię, nazwisko dziecka, numer z dopiskiem, że jest to prezent np. EMMANUEL MUTETHIA 190 + 100 zł prezent

2. Do kiedy zrobić przelew

Na przelewy czekamy do końca listopada! Prezenty z przelewów grudniowych będą dokonywane już po świętach.

3. Można poinformować nas o dodatkowym przelewie również e-mailem (adopcja.laare@gmail.com)

4. Sami mogą Państwo zadecydować co dziecku zakupić na święta, czy mają to być buty, koc czy bielizna itp. bądź zdać się na Siostry pracujące w misji. 
Jeśli chcą Państwo aby zakupić konkretną rzecz dla dziecka proszę o informację e-mail (adopcja.laare@gmail.com) lub informację w przelewie
Np. EMMANUEL MUTETHIA 190 + 100 zł (buty, bielizna)

Poniżej podajemy ceny rzeczy o które najczęściej Państwo pytacie:

Świąteczne ubranie:

Sukienka 1500 - 2000 kshs  (60-80zł)
Sweterek 1000 kshs (40zł)
Buty 1500 kshs (60zł)
Spodnie 1200 kshs (48zł)
Koszulka chłopięca 1000 kshs (40zł)
Bielizna:  majtki, skarpetki, koszulka 600 kshs (24zł)

Paczka świąteczna ze słodyczami: 1000 Kshs (40zł)
Czekolada, chrupki, lizaki, ciastka, cukierki, gumy do żucia

Paczka świąteczną z środkami czystości: 1000kshs (40zł)
Zestaw mydeł, ręczniczek, proszek lub mydło do prania, wazelina, miska

Zabawki:
Lalka od 1000 do 2000 kshs (40-80zł)
Samochód od 500 do 2000 kshs (20-80zł)
Klocki, układanki, puzzle, zestawy zabawowe ( sklep, lekarz, konstruktor, kuchnia)
500- 1000kshs (20-40zł)
Piłka 2000 kshs (80zł)

Szkoła:
Plecak do szkoły 1500 kshs (60zł)
Zeszyty 10 sztuk 300 kshs (12zł)
Piórnik z wyposażeniem 400 kshs (16zł)
Książka 500-1000 kshs (20-40zł)

Prezenty ogólne:
Materac 1500 kshs (60zł)
Koc 500-1500 kshs (20-60zł)
Termos 1500 kshs (60zł)
Talerze  i kubki plastikowe 500kshs (20zł)

Lampa solarowa 3500 kshs (140zł)

sobota, 1 listopada 2014

Wszyscy Święci


1 listopada wspominamy tych co już od nas odeszli… Dziś pamiętamy w szczególny sposób o wszystkich zmarłych naszych podopiecznych.  Tylko w tym roku odeszła do Pana czwórka naszych dzieci: malutka Sharoon, Caroline, Edna oraz Ken. Nasze Anioły mają teraz wszystko czego zapragną, wierzymy, że są szczęśliwe w ramionach Ojca. Dziękujemy  rodzicom adopcyjnym, dzięki którym mogliśmy choć trochę uszczęśliwić ich, również tu na ziemi. Każde z nich zostawi szczególny ślad w naszych sercach.


„ Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego
Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna (…)”


Ks. Jan Twardowski

środa, 22 października 2014

Jambo

Tu Agata i Miśka, nowe wolontariuszki w Misji Laare. Jesteśmy w Kenii od dwóch tygodni, podczas których zdążyłyśmy zaprzyjaźnić się zarówno z naszymi małymi podopiecznymi, jak i z kwitnącymi wokół przekolorowymi kwiatami, zapierającymi dech w piersiach widokami sawanny i gościnnymi roześmianymi Kenijczykami, gotowymi w każdej chwili uścisnąć nam dłonie i wypytać, jak się mamy i czy podoba nam się w Kenii.
Zaznajomiłyśmy się także z wszechobecnym czerwonym pyłem, pająkami sporych gabarytów i gromadami dzieci krzyczących za nami na cały głos: “mzungu, mzungu!”.

Mimo zawrotu głowy od afrykańskich wrażeń (a może to tylko znaczna wysokość, na której położone jest Laare?), nie próżnowałyśmy. Klaudia wprowadziła nas w szczegóły pracy. Codziennie odwiedzałyśmy szkoły i dzieci w domach, żeby sprawdzić, jak się sprawują i czy chodzą do szkoły. Było to bardzo wzbogacające doświadczenie. Te dwa tygodnie woluntaryjnej pracy pozwoliły nam docenić to, co zazwyczaj było dla nas oczywiste w Polsce. Nasze skromne studenckie życie we Wrocławiu, które odłożyłyśmy na rok, wydaje się teraz być usłane różami.

Obie jesteśmy studentkami psychologii na Uniwersytecie Wrocławskim. Po czwartym roku studiów zdecydowałyśmy się wziąć dziekankę z naszej alma mater, żeby odbyć porządny kurs na Uniwersytecie Życia.

W Kenii byłyśmy już wcześniej. Rok temu, korzystając z oferty tanich biletów lotniczych do Nairobi, wylądowałyśmy w Afryce. Trzy tygodnie podróży upłynęły nam na wspinaczce na Mt. Kenya, rowerowej wizycie w parku narodowym Hell’s Gate, pomocy w szkole w slumsie u poznanej w Nairobii Kenijki oraz na wizycie u znajomych pracujących nieopodal Laare. Ci właśnie znajomi zabrali nas na wizytę do Sióstr w Laare. Już wtedy wiedziałyśmy, że kiedyś tu wrócimy. Poświęcenie, chęć niesienia pomocy i przyjazne nastawienie Sióstr urzekły nas i sprawiły, że poważnie zaczęłyśmy zastanawiać się nad przyjazdem do Laare w charakterze wolontariuszek. Siostra Alicja przychylnie odniosła się do naszej propozycji, więc nie pozostało nam nic innego jak pojawić się znów w Kenii. Tym razem z misją pomocy potrzebującym.


Pozdrawiamy Was serdecznie i ślemy promienie gorącego równikowego słońca, żeby ogrzały Was w nadchodzące chłodne jesienne dni. God bless you!

sobota, 4 października 2014

W drodze do Polski...

Wczoraj późnym wieczorem pożegnaliśmy Laurę, były łzy wzruszenia, a jednocześnie towarzyszyła nam ogromna radość i duma. Na zdjęciu Laura z s. M. Alicją Kaszczuk, i bratem bliźniakiem ;)
Już dziś o godz. 11.45 polskiego czasu Laura wyląduje w Warszawie.
Deo gratias!

środa, 1 października 2014

Mamy wizę!

Laura leci do Polski na studia, już w sobotę 4.10 wyląduje w Warszawie. 

"Iść za marzeniem i znowu iść za marzeniem, i tak aż do końca." - 
Joseph Conrad 

Dziękujemy wszystkim za modlitwę oraz za wsparcie materialne projektu, to dzięki Wam marzenie Laury może się spełnić! 


sobota, 20 września 2014

Afryka nadal dzika!


Kenia to różnobarwność. Plemiona, tradycje i kultura, bioróżnorodność i klimat, zmieniają się jak kalejdoskop co kilkadziesiąt kilometrów. Piękno natury zachwyca i onieśmiela. Bo gdzie indziej jak nie pod Mount Kenya zdać sobie sprawę z własnej kruchości? W tym afrykańskim kraju o czerwonej, wzbogaconej w żelazo i aluminium glebie, gdzie łatwiej niż gdzie indziej można zauważyć, że woda warunkuje życie, jest ukryte bogactwo, którego nie da się wyrazić w kenijskich szylingach.  

„Widok tak piękny, że muszą się w niego wpatrywać aniołowie w locie” – to słowa przemierzającego Czarny Kontynent misjonarza i podróżnika, Davida Livingstone’a, kiedy w 1855r. jako pierwszy Europejczyk dotarł do Wodospadów Wiktorii na granicy Zimbabwe i Zambii. Choć po jego śmierci Afryka przeżyła jeszcze wiele, do dziś można spotkać hotele i restauracje związane z odkrywcą, a jego słowa opisujące majestat wodospadów znajdujących się w południowoafrykańskich krajach, z powodzeniem można użyć do lirycznego określenia wielu innych miejsc, w tym kenijskich cudów natury. 

Od flamingów można nauczyć się życia w stadzie, od termitów wypełniania przydzielonej w życiu roli, od lwicy poświęcenia w wychowaniu młodych, a od lwa waleczności. Zebra pokaże nam jak idealnie wkomponować się w otoczenie, a żyrafa jak „mierzyć wysoko”, skubiąc najlepsze listki akacji. A wszystkie te zwierzęta łączy jedno- mimo, że nie mają łatwego życia, walczą o nie każdego dnia. I doceniają… Każdą kroplę wody, która tak jak nam promyk słońca muskający policzek, przynosi nadzieję.  

Beata

sobota, 6 września 2014

Cisza, która boli…


Kolejny dzień w Laare zaczął się dla nas od spotkania z dziewczynką, która rano przyszła do misji, prosząc o pomoc dla swojego rodzeństwa.  Nauczone doświadczeniem chciałyśmy się upewnić, czy rodzina faktycznie potrzebuje pomocy, dlatego wybraliśmy się z Nią, aby sprawdzić warunki, w jakich żyją. Szłyśmy i szłyśmy, a Ann powtarzała, że to już zaraz-niedaleko. Po drodze razem z Siostrą Makeną wspominałyśmy inne historie naszych dzieci, przypominałyśmy sobie jak to było trzy lata temu, ile dzieci udało się włączyć do projektu, gdzie, które dziecko mieszka, pierwsze zdjęcia… 

Przeszłyśmy (dosłownie i w przenośni) wiele radosnych i  smutnych momentów razem.
Nieco pogrążone w nostalgii, w końcu doszłyśmy. Ann pokazała nam miejsce, w którym mieszka. Na podwórku siedziało trzech jej braci (17,10 i 8 lat). Kiedy Siostra zapytała, co dziś jedli na obiad, zapadła cisza. Tak przeraźliwa, że aż boląca. Wyrazu twarzy tych dzieci nie da się opisać – smutek to zdecydowanie za mało. Po chwili zgodnie odpowiedzieli – NIC.

„Dziś wypiliśmy tylko kubek herbaty”. W tej chwili przypomniało mi się moje dzieciństwo, radośnie spędzane wakacje, zabawy z rodzicami, wycieczki, wiele wydarzeń „przebiegło” mi w pamięci. Ich odpowiedź była jak wiadro z zimną wodą. Jestem bogata-pomyślałam. Mam rodzinę, dom, pracę, mam się gdzie umyć, co zjeść. 

Podstawy, których się tak często nie docenia na co dzień. Niby widziałam wiele ubogich rodzin, wiele historii naszych dzieci doskonale pamiętam, ale ta poruszyła jakoś mocniej. Nawet nie wiem kiedy poczułam, że moje oczy się zaszkliły. Matka dzieci uciekła do innej miejscowości prawie dwa lata temu, ojciec, chory psychicznie, nie mieszka ze swoją rodziną. Trójka dzieci jest pod opieką 17 letniego brata! To on pełni rolę głowy rodziny. Ukończył tylko szkołę podstawową, później poszedł do pracy, aby móc utrzymać swoje rodzeństwo. Nie jest łatwo, dzieci często głodują, jeden z chłopców z powodu robaków nie może chodzić. Wracałyśmy w zupełnej ciszy, zastanawiając się, czy i tym dzieciom uda się pomóc. I jak im pomóc najlepiej. Zobaczymy – czas pokaże. Ja mocno wierzę, że jeszcze kiedyś zobaczę uśmiech na ich twarzach.

sobota, 30 sierpnia 2014

Sucho wszędzie...

Ostatnio wspominaliśmy o wizycie w Isiolo, gdzie ciągła susza powoduje liczne problemy: niedożywienie ludzi, choroby, brak zbiorów, brak zarobków i wiele innych. W Laare wcale nie jest lepiej, brak wody a i ostatnio brak prądu znacząco utrudnia życie nie tylko mieszkańcom wioski, ale także nam w misji. 
Kukurydzę na polu mamy spaloną słońcem, tanki na wodę świecą pustkami, a prysznice niebawem zapomną do czego
mają nam służyć. 

Choć dziś mieliśmy niespodziankę w postaci krótkiej ulewy, martwimy się, że wody i tak na długo nie wystarczy. Niby to zwykły deszcz, a sprawił wszystkim wiele radości.

Jak widać na zdjęciu, u nas każda kropla jest bardzo cenna...
W Laare już ciemno, bateria w laptopie mryga na czerwono, co oznacza, że należy szybko zapisać posta. Jak tylko wróci prąd, obiecuję, że odpiszę na wszystkie e-maile i wiadomości fb :) 

K.

wtorek, 26 sierpnia 2014

-> Isiolo

Półtorej godziny drogi z cudownymi widokami wokół, kilka godzin pracy w kurzu i upale – fotografowania i spisywania historii maluchów, odwiedzania rodzin i uzupełniania dokumentów i oto kolejni podopieczni mają szansę wstąpić w szeregi szkolne!
Wczoraj w Isiolo przyłączyliśmy do Adopcji na Odległość 20 nowych dzieci, których różnorodne historie łączy jedno – chcą chodzić do szkoły, jednak koszty posłania do niej przewyższają możliwości finansowe ich rodziców/opiekunów.  

Isiolo to jedno z miejsc nie tylko w Afryce, ale i na świecie, które szczególnie borykają się z problemem niedoboru wody. Opady są niewielkie i nieregularne, a gospodarka wodna niewystarczająco rozwinięta. Mieszkańcom się „nie przelewa”. Adopcja na odległość to wielka szansa, z której dzieci – mamy nadzieję – skorzystają jak najszybciej.