niedziela, 16 sierpnia 2015

Siła



Mijają dwa miesiące od naszego powrotu z Laare. Mimo sytuacji z jakimi spotykamy się na co dzień
w Polsce, nasze myśli nadal krążą wokół Kenii i zdarzeń, które razem z mężem tam przeżyliśmy...

Na początku było słowo… naszych najbliższych: rodziców, braci, przyjaciół, znajomych. „Po co Wy tam jedziecie?!”, „Nabawicie się chorób, przyjedziecie z malarią, narobicie sobie problemów!”, „Tam są terroryści, zabiją Was!”, „Boże! Co Wy robicie?! Po co tam się pchać?!”. Lecz jakaś niewidzialna, drzemiąca siła ciągnęła nas w te niebezpieczne rejony. Ta wewnętrzna energia pozwalała nam przetrwać kołki ciosane na głowach.

Laare- wieś położona siedem godzin drogi samochodem od Nairobi; gdzieś daleko w górach, których zbocza porastają bujne, soczysto-zielone bananowce. Między nimi ukradkiem przemykają czarne mamby, a nieboskłon tną na kawałki ulotne kształty ibisów. Wśród awokado i powyginanych drzew miry chowają się prowizoryczne chaty Kenijczyków. Los ciężko ich doświadcza, a każdy dzień staje się wyzwaniem. Bieda, jaka panuje na tym terenie jest nie do opisania.




Tak żyją na wsi kenijczycy



Małe przytulasy
Podczas naszego pobytu na wolontariacie poznaliśmy warunki, w jakich wychowują się i dorastają najbiedniejsi mieszkańcy wioski. Luksusów tutaj nie ma, a prąd i bieżąca woda dla większości pozostają tylko marzeniem. W swojej misyjnej pracy spotkaliśmy dzieci uratowane od śmierci głodowej, pragnienia i chorób. Codziennie zmagaliśmy się z urokami ich sieroctwa oraz bycia odrzuconym przez najbliższych. Przemierzając kolejne kilometry zarówno tajemniczej dżungli, jak i niekończącej się sawanny poznawaliśmy przejmujące historie, które ściskały nas za serca i  których zakończenia nie znamy do dziś. Podróżowaliśmy po centralnej Kenii w poszukiwaniu młodszych i starszych dzieci w celu przekazania im paczek od sponsorów programu „Adopcja na odległość”. Wykonywaliśmy dokumentację fotograficzną, często w mało sprzyjających ku temu warunkach. Rozdawaliśmy paczki z produktami niezbędnymi do życia, przygotowane przez siostry z misji. Często wspinaliśmy się po stromych zboczach gór, aby dotrzeć do najbardziej potrzebujących. Wraz z naszym kenijskim koordynatorem przeprowadzaliśmy wywiady środowiskowe i odnajdywaliśmy dzieci, o których istnieniu dawno już wszyscy zapomnieli.
Pokój dyrektora szkoły


"Biurko Radka"

Jezioro Bogoria i gejzery
Podczas wędrówek poznawaliśmy otaczającą przyrodę. Nasze wielogodzinne spacery urozmaicały kameleony i głośne ibisy. Od czasu do czasu cień rzucały wilczomlecze kandelabrowe, osiągające ogromne rozmiary. Wokół roztaczały się szczyty górskie, pozostałości po wulkanach w postaci kraterów albo wielkie połacia sawanny zamieszkiwanej przez słonie, żyrafy, toko żółtodziobe, wikłacze sawannowe i błyszczaki rudobrzuche. Krajobraz ten dodatkowo przyprószony był czerwonym pyłem, unoszącym się w powietrzu.


Poznaliśmy Afrykę prawdziwą i dziką, w której nie mamy prawa głosu, a do lokalnych zamieszek i konfliktów lepiej się nie wtrącać. To nie była Kenia, jaką znamy z folderów reklamowych turystycznych biur podróży i kolorowych przewodników Pascal’a, a Laare to nie kurort dla wykwintnych bogaczy. Można śmiało powiedzieć, że jest to małe piekło na ziemi, gdzie ludzie z każdym dniem zmagają się z trudami życia: cierpieniem, chorobami, głodem, suszą, brakiem edukacji. To miejsce, w którym dzieci opiekują się dziećmi. Od najmłodszych lat uczą się obowiązków, które powinni wypełniać dorośli, a ich dzieciństwo ciężko nazwać beztroskim.
Mimo tych wszystkich przeciwności losu doświadczyliśmy uśmiechu dzieci i ich przyjaznego nastawienia do nas. Spędziliśmy wiele godzin w ich towarzystwie i bardzo się do nich przywiązaliśmy. Przez dwa miesiące naszej misyjnej pracy uświadomiliśmy sobie, jak wiele jest rzeczy, bez których można żyć, ale być szczęśliwym. Cieszymy się, że mogliśmy choć odrobinę pomóc i zmienić świat na lepsze. Jesteśmy kroplą w morzu potrzeb, ale im więcej będzie ludzi dobrej woli, tym świat będzie stawał się lepszy i bardziej przyjazny. Cóż możemy powiedzieć? WARTO BYŁO!!!


Aga i Naman


Przerwa w żniwach fasoli



Piki-Piki i facet z mirą pod pachą


młócenie fasoli

Mała Klaudia:)


Kolejka po obiad


Kobiety z plemienia Samburu







Endemiczny gatunek kameleona








Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza