czwartek, 12 lipca 2012
Asante sana! Dziękujemy!
Dziś do Laare dotarła oczekiwana przez nas przesyłka z Polski!
Zanim uda nam się zamieścić na blogu całą serię zdjęć
- dziękujemy wszystkim, którzy trudzili się,
by przygotować dla naszych dzieci tak imponującą paczkę!
Niech dobry Bóg błogosławi!
środa, 11 lipca 2012
W oczekiwaniu na prezenty...
Mungu akubariki!
Wczorajszy dzień spędziłyśmy w Nairobi. Do stolicy pojechałyśmy razem z niezastąpionym ks. Dionizym. To był długi i męczący dzień, ale - dzięki pomocy życzliwych nam osób udało się pomyślnie załatwić sprawę odbioru przesyłki darów, przekazanych nam przez Dobrodziejów z Polski. Nasza misja została zwolniona z opłat celnych i obciążona wyłącznie kosztem transportu paczek z Nairobi do Laare. Dziś miałyśmy nadzieję, że przesyłka dotrze do nas, ale wiemy już, że musimy poczekać do jutra. Jutro zatem będzie dzień wielkiej radości i święta!!! Któż z nas nie lubi otrzymywać prezentów??? A my będziemy mogły uczestniczyć w radości naszych dzieci!!!
Dziś także kilkorgu dzieciom udało się sprawić radość, a także towarzyszyć im, gdy dzieliły się z nami wynikami napisanych przez siebie testów.
Jeśli chodzi o Nairobi, to jest to miasto wielkich kontrastów i różnorodności. Bogu dzięki za to bogactwo!!! Jest to jednak także miejsce, w którym panuje spory chaos i hałas! Najlepiej zatem czujemy się tutaj, to znaczy na prowincji, gdzie ziemia jest czerwona, ludzie są prości, a my jesteśmy po prostu u siebie!!!
U końca dnia powierzamy Bożej Opatrzności wszystkich ubogich, a zwłaszcza dzieci, które cierpią z powodu niedostatku miłości, doświadczające różnorodnych braków! Modlimy się także za każdego, komu nie jest obojętny ich los, za każdego, kto razem z nami, na miarę swoich możliwości, stara się czynić dobro zawsze, a zła nigdy i nikomu - tak jak uczy nas tego św. ks. Alojzy Orione.
Deo gratias!
Jeśli chodzi o Nairobi, to jest to miasto wielkich kontrastów i różnorodności. Bogu dzięki za to bogactwo!!! Jest to jednak także miejsce, w którym panuje spory chaos i hałas! Najlepiej zatem czujemy się tutaj, to znaczy na prowincji, gdzie ziemia jest czerwona, ludzie są prości, a my jesteśmy po prostu u siebie!!!
U końca dnia powierzamy Bożej Opatrzności wszystkich ubogich, a zwłaszcza dzieci, które cierpią z powodu niedostatku miłości, doświadczające różnorodnych braków! Modlimy się także za każdego, komu nie jest obojętny ich los, za każdego, kto razem z nami, na miarę swoich możliwości, stara się czynić dobro zawsze, a zła nigdy i nikomu - tak jak uczy nas tego św. ks. Alojzy Orione.
Deo gratias!
poniedziałek, 9 lipca 2012
Doswiadczenia kolejnego dnia
Mungu akubariki!
Przed południem poszalałam z dzieciakami! Są przekochane te nasze łobuziaki! Zdjęć z prowadzonej przeze mnie "śmiechoterapii" nie miał kto zrobić, gdyż wszystkie ręce zajęte były pracą, a ja intensywnie wprowadzałam w życie mój plan - łaskotki, karuzele i uściski rozdawałam hojnie i z wielką radością!
![]() |
| Szkoła parafialna w Laare |
Po obiedzie udałyśmy się do banku, a potem na pocztę. Przechodziłyśmy obok naszej parafialnej szkoły w porze drzemki, więc pokusiłam się o zrobienie zdjęć dzieciom, które smacznie i spokojnie odpoczywały, choć nam drzemka w takim wydaniu nie mieści się w głowie. Dowiedziałam się także, że każdy dzień w szkole zaczyna i kończy się zebraniem - apelem, podczas którego (w zależności od pory dnia) sprawdza się obecność lub podsumowuje dzień i przekazuje najważniejsze informacje oraz wciąga na maszt kenijską flagę, śpiewając hymn narodowy. Dzieci, których rodzice nie zapłacili czesnego lub te, które nie mają na sobie szkolnego mundurka są odsyłane do domu. Zebranie odbywa się przed szkołą i jest także okazją do rozliczenia dzieci z wypełnionych przez nie dyżurów. Trzeba nam wiedzieć, że w szkole nie ma sprzątaczek i to uczniowie odpowiadają za porządek w całym budynku. Dla dzieci dzień w szkole rozpoczyna się o godz. 7.00 a kończy ok. 17.00 To kolejny dowód na to, jak bardzo rzeczywistość kenijska różni sie od tej, którą znamy.
![]() |
| Poobiednia drzemka dzieci w szkole |
Na poczcie zrobiłam dziś kilka zdjęć S.M. Alicji, ale także próbowałam uchwycić w kadrze to, co można zobaczyć na jednej z ulic, gdzie znajduje się targ, na którym handluje się dosłownie wszystkim.
![]() |
| Poczta w Laare i widok, który widać przez otwarte drzwi |
I na koniec dnia jeszcze jedna "niespodzianka" - zaczęło brakować wody w kranie i do wieczornej toalety grzałyśmy nasze zapasy na podwórku... Pierwszy raz poczułam, że woda może pachnieć ogniem.
U końca dnia dziękujemy za to, co daje nam Bóg i Jego Opatrzności powierzamy tych, którzy są najubożsi, a szczególnie nasze dzieci i ich rodziny! Deo gratias!
Ps.
Jutro jedziemy do Nairobi.
sobota, 7 lipca 2012
Sobota w Laare
Mungu akubariki!
Sobota w Laare wyglądała podobnie, jak w wielu innych domach i wspólnotach, czyli było przedpołudniowe sprzątanie przed niedzielnym świętowaniem i pierwsze wspólne gotowanie. Dziś - korzystając z oryginalnych polskich produktów (galaretka i proszek do pieczenia z Delecty i budyń z Winiarów) - połączonych z kenijskimi, udało się nam upiec całkiem przyzwoity biszkopt z bananami.
Po południu, dzięki życzliwości ks. Dionizego, udałyśmy się za naszą wioskę, by S.M. Alicja mogła (pod okiem cierpliwego i dobrego nauczyciela) wprawniej i odważniej korzystać ze swojego prawa jazdy, swobodniej czując się jako kierowca naszej zdezelowanej, ale wciąż wiernie oddanej pracy misyjnej toyocie corolli.
Nagrodą za dzisiejszą praktyczną lekcję jazdy były malownicze pejzaże, które mogłyśmy podziwiać, a także zaserwowana nam przez Księdza - afrykańska kawa.
W czasie naszej dzisiejszej podróży mijaliśmy wielu ludzi. Niektórzy bawili się przy głośnej muzyce, inni ciężko pracowali, jeszcze inni eleganckimi samochodami zmierzali w kierunku Meru National Park. Widzieliśmy też dzieci stojące przy drodze, które radośnie nas pozdrawiały, dzieci pasące krowy i kozy, a także niosące do domu uzbierany chrust... Taka właśnie - pełna kontrastów - jest Kenia!
Wszystkich ubogich, których dziś spotkałyśmy - tych znanych nam i nieznanych, a także każdego, komu bliska jest nasza oriońska posługa w Laare - polecamy u końca dnia Bożej Opatrzności! DEO GRATIAS!
Wszystkich ubogich, których dziś spotkałyśmy - tych znanych nam i nieznanych, a także każdego, komu bliska jest nasza oriońska posługa w Laare - polecamy u końca dnia Bożej Opatrzności! DEO GRATIAS!
Slonie, myszki i sroczki - czyli afrykanskie zoo
Mungu akubariki!
W piątkowe popołudnie pojechałyśmy z postulantkami - Moniką i Teresą - do Meru. Dziś dołączyła do nich S.M. Makena, która poprowadziła spotkanie dla młodych z naszej diecezji.
![]() |
| Z Postulantkami w Meru |
W drodze do Meru zatrzymaliśmy się, aby zobaczyć rodzinę słoni w ich naturalnym środowisku. Widok gromady zwierząt był imponujący. Wieczorem, nie mając sił (dopadła mnie bowiem jakaś niezidentyfikowana infekcja), zmożona snem i gorączką - udałam się pod moją moskiterkę, by nieco odpocząć.
A teraz pół żartem - pół serio...
W ciągu dnia śpiewałam dzieciom znaną, staropolską piosenkę pt. "Ważyła myszka kaszkę". I tu pojawił się dylemat? Jak śpiewać, by dzieciom przekazać oryginalną wersję i nieskażony tekst? S.M. Alicja jest bowiem przekonana, że to nie myszka, a sroczka jest główną bohaterką tejże przyśpiewki dla dzieci. Może ktoś z Internautów rozwiąże kwestię sporną, która nieco poróżniła mnie z moją Współsiostrą? Czekamy na interesujące komentarze.
Z oriońskim Deo gratias!
Siostry z Laare
czwartek, 5 lipca 2012
Z wizyta u Shadracka i jego rodziny
Mungu akubariki!
Kolejny dzień powoli przechodzi do historii. Przed południem był czas na Mszę św., zabawę z dziećmi oraz mailowanie. Po obiedzie odwiedziłyśmy rodzinę, z której troje dzieci objętych jest przez nas pomocą. Matka tych dzieci wychowuje je samotnie. Ojciec zmarł i – zgodnie z tutejszym zwyczajem – pochowany jest w ogródku. W zbitym z desek domu jest jedno posłanie. Materac – ofiarowany tej rodzinie przez Siostry w grudniu, jest już częściowo zjedzony przez szczury. Poza prowizorycznym łóżkiem w chacie jest jeszcze półka na naczynia.
Do odwiedzenia tego domu skłoniła nas informacja otrzymana od dyrektora szkoły, o tym, że chłopiec w ostatnim czasie przestał przychodzić na zajęcia. Ten kilkunastoletni, dobrze uczący się uczeń, wyśmiewany przez kolegów - wyprowadził się z domu. Rówieśnicy śmiali się, że śpi razem z matką i rodzeństwem. Shadrack zamieszkał zatem u wujka, a jednocześnie zaniedbał naukę. Podczas wizyty Siostry zachęciły chłopca do powrotu do szkoły. Jednocześnie zapewniły go, że w miarę możliwości będą wspierały całą rodzinę. Wujek Shadracka zgodził się, by chłopiec pozostał u niego.
W Laare jestem od tygodnia i widzę, jak zmienia się ono dosłownie na moich oczach. Tak się składa, że w tym właśnie czasie budowana jest asfaltowa droga prowadząca do wioski. Imponująca jest praca tutejszych drogowców – o wiele łatwiej niż w Polsce można bowiem zauważyć postępy w budowie, no i szerokość jezdni po prostu zdumiewa ;-)
Dziś po raz pierwszy zostałam poczęstowana trzciną cukrową, którą w Kenii żuje się tak jak cukierki. Widziałam też ogromną radość dzieci, które bardzo chętnie pozwalają się fotografować, lubią śpiewać polskie piosenki (uczę je piosenki pt. „Była sobie żabka mała”) i są naprawdę spragnione czułości, zabawy, prostego bycia razem.
Za wszelkie dobro, jakie jest tu i teraz moim udziałem, dziękowałam Bogu podczas pierwszoczwartkowej adoracji. Deo gratias!
Zwyczajny dzien w Laare
Mungu akubariki!
Wczorajszy dzień był bardzo spokojny. S.M. Alicja przed południem odrobinę leżakowała. Chinina zwala Ją z nóg... :-( Korzystając jednak z wolnego czasu - poświęciłam się z radością przebywaniu z naszymi najmłodszymi Pociechami. To, co mogę im ofiarować, to odrobina ciepła i czułości - więc przytulałam, nosiłam na rękach, wycierałam zasmarkane noski i śpiewałam im polskie przeboje z mych dziecięcych lat.
Po obiedzie poszłyśmy na spacer. W Laare jest po południu bardzo głośno. Na rynku ludzie handlują dosłownie wszystkim - starymi butelkami, ręcznie szytą odzieżą, owocami i gałązkami miraa. Wielu mężczyzn bezczynnie leży na trawie. Dzieci wracają ze szkoły. Kobiety zajmują się handlem. Z wielu stron dobiega muzyka.
Wczoraj wysłałyśmy też kolejną porcję maili ze zdjęciami naszych Dzieci do ich adopcyjnych Rodziców w Polsce, a wieczorem podziwiałyśmy nasze postulantki, które przymierzały nowiuteńkie habity. Teraz czekamy na decyzję o tym, kiedy rozpoczną nowicjat w Nairobi.
![]() |
| Wspólnota w Laare, prawie w komplecie... |
Życzymy dobrego dnia wszystkim, którym nasza misja w Laare jest bliska!
wtorek, 3 lipca 2012
Góry, plantacje herbaty i zachód słonca!
Mungu akubariki!
Dzięki ks. Dionizemu odbyłam dziś z S.M. Alicją niezwykłą podróż. Gdyby nie fakt, iż wyruszyłyśmy z Laare po to, by Siostra mogła się gruntownie przebadać w Meru, a potem w szpitalu św. Benedykta Cottolengo w Chaaria, dzień byłby po prostu cudowny! Tymczasem okazało się, że bez antybiotyku i leków na malarię się nie obędzie. Niemniej jednak w drodze do domu podziwialiśmy piękno kenijskich gór, plantacje herbaty i zachodzące słońce. Jest również nadzieja, że pod naszą czułą opieką S.M. Alicja rychło wróci do pełni zdrowia.
Szpital misyjny w Chaaria, podobno najlepszy w regionie, niczym nie przypomina nawet naszych miejskich szpitali. Sale są przepełnione, a chorzy leżą na bardzo skromnych posłaniach. Jednak pracujący w szpitalu włoscy lekarze bardzo szybko i sprawnie oraz z wielką troską przyjęli Siostrę i udzielili Jej fachowej pomocy. Znów mamy Bogu za co składać dziękczynienie, wszak okazał nam swoją miłość poprzez ludzi bezinteresownie świadczących nam dobro! Niech dobry Bóg im błogosławi! Deo gratias!
poniedziałek, 2 lipca 2012
Nasze dzieci
Mungu akubariki!
bylo zabrac sie do pracy... a jednak podjelysmy sie jej,
wysylajac kolejne maile do naszych Dobrodziejow,
z aktualnymi zdjeciami adoptowanych Dzieci.
Dzis po raz pierwszy bylam tez w prywatnej przychodni...
pozostawie to bez komentarza!
Dziekujmy Bozej Opatrznosci za wszystko, co nam daje
- bo naprawde mamy Bogu za co skladac dziekczynienie!
niedziela, 1 lipca 2012
NIEDZIELA W LAARE
Mungu akubariki!
Tak naprawdę trudno jest pisać o tej naszej misyjnej rzeczywistości… Tak bardzo bowiem różni się ona od tej, którą znamy.
Moja pierwsza niedziela w Laare była pełna wrażeń i nowych doświadczeń. Przed południem uczestniczyłyśmy w Eucharystii, podczas której ze szczególną mocą dotarły do mnie słowa z drugiego czytania, w których św. Paweł przypomina: Znacie przecież łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, który będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić. Dziś dane mi było być bliżej Jezusa ubogiego i tą przedziwną Jego obecnością się ubogacać. Odkrywałam Go w skrajnie ubogo żyjących naszych kenijskich dzieciach i ukrytego w prostej, białej Hostii…, tak ubogiej jak one!
Ważnym wydarzeniem było dla nas spotkanie przy stole podczas niedzielnego obiadu, gdyż zasiedli przy nim razem z nami goście z polskiej ambasady w Kenii. Po wczorajszych uroczystościach w Nchiru S.M. Alicja zaproponowała trójce Polaków spotkanie w naszej misji i dziś stało się ono radosnym faktem.
Po południu - razem z S.M. Alicją i S.M. Agnes (Kenijką) - odwiedziłyśmy kilkoro naszych dzieci. W pierwszej z odwiedzanych dziś rodzin matka urodziła przed tygodniem dziecko. W izbie, która stanowi dom dla rodziny z sześciorgiem dzieci, znajduje się jedno łóżko. Starsze rodzeństwo (w rzeczywistości kilkuletnie dzieci) śpią na klepisku, gdyż w domu nie ma podłogi. Ojciec nie pomaga w wychowaniu dzieci, jest niezadowolony, ponieważ żona urodziła mu kolejną córkę. Czworo dzieci objętych jest pomocą w ramach programu Wirigiro, korzysta z posiłków w misji oraz uczęszcza do naszej parafialnej szkoły.
Sytuacja kolejnych rodzin i wychowujących się w nich dzieci jest równie dramatyczna. Jesteśmy bezradne wobec ogromu ludzkiej nędzy… Dlatego podczas wieczornej adoracji dziękowałyśmy Bogu za każdego, kto wspiera nas w czynieniu dobra tutaj i powierzałyśmy Bożej Opatrzności nasze dzieci oraz ich teraźniejszość i przyszłość.
sobota, 30 czerwca 2012
Klinika dla dzieci z wirusem HIV
Mungu akubariki!
Dziś niemal cały dzień spędziłyśmy poza Laare. O poranku wyjechałyśmy najpierw do Meru (miejscowość oddalona od naszej misji o ok. 60 km.), a następnie wzięłyśmy udział w uroczystościach w Nchiru, podczas których została poświęcona klinika dla dzieci zarażonych wirusem HIV. Dzieci te są podopiecznymi włoskiej organizacji AINA, która w Nchiru prowadzi ośrodek dla ok. 100 chorych dzieci.
Centralnym punktem uroczystości była Msza św., której przewodniczył Ksiądz Biskup z diecezji Marsabit. Zgodnie z afrykańską tradycją podczas liturgii nie zabrakło procesji i tańców sakralnych. Po Eucharystii i poświeceniu kliniki - dzieci i dorośli w strojach plemiennych prezentowali tańce religijne. Nie zabrakło też oczywiście przemówień zaproszonych gości, sponsorów i przyjaciół AINA.Co dziś zwróciło moją uwagę?
W związku z atakami terrorystycznymi w Kenii Zarówno na ulicach, jak i przy wejściu do sklepów - przeprowadzane są wzmożone Kontrole. Widok czarnoskórych, uzbrojonych funkcjonariuszy wzbudza respekt. To po pierwsze. Po drugie – doświadczyłam dziś tego, czym jest podróżowanie tzw. matatu. Jest dokładnie tak, jak wcześniej opowiadała mi o tym S.M. Alicja – starym, zdezelowanym busem podróżują głównie ludzie ubodzy. W busie jest ciasno, nieprzyjemnie pachnie i zdecydowanie liczba pasażerów jest większa niż ilość miejsc. Przeżyłam dziś chwile trwogi, ponieważ – pomimo dużej szybkości – drzwi busa czasem bywają otwarte.
Jest to jednak stosunkowo tani i szybki środek transportu, więc… byłyśmy wdzięczne za to, że i my mogłyśmy z niego skorzystać. No i oczywiście dzieci – noszące na plecach gałęzie, worki z jedzeniem i młodsze rodzeństwo – to tutaj widok powszechny, podobnie jak widok mężczyzn odurzonych narkotykiem o nazwie miraa.
U końca dnia dziękuję Ci, Jezu za to, że TY nie skorzystałeś ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołociłeś samego siebie…, stawszy się podobnym do ludzi. Dziś odkrywałam tę Twoją obecność w ubogich, w chorych dzieciach i w tych, którzy bezinteresownie świadczą im dobro. Deo gratias!
piątek, 29 czerwca 2012
SPOTKANIE Z DZIECMI
Mungu akubariki!
Dzis jest wazny dzien dla calej naszej Rodziny Zakonnej, poniewaz to dzis, przed 97 laty, nasz Zalozyciel, sw. Alojzy Orione - powolal do istnienia nasze Zgromadzenie. Dzis tez, w uroczystosc Swietych Apostolow Piotra i Pawla, szkola, do ktorej uczeszcza wiele naszych dzieci ma swoje patronalne swieto. Z tej okazji uczestniczylysmy Mszy sw. szkolnej w kosciele parafialnym. Po Eucharystii zabralysmy sie od razu do pracy.
Razem z s.M. Alicja chcemy bowiem w najblizszym czasie wyslac aktualne zdjecia i listy do adopcyjnych Rodzicow naszych Dzieci. Najwazniejsze dzis bylo dla mnie osobiste spotkanie z Dziecmi, po ich powrocie ze szkoly do misji. Tak naprawde trudno wyobrazic sobie ubostwo tych Malenstw, a jednoczesnie ich otwartosc, z ktora od razu mnie przyjely. Wzruszajaca jest pomoc, jaka starsze dzieci otaczaja mlodsze. Widzialam dzis dzieci bardzo obdarte, zasmarkane, spozywajace skromny posilek, bawiace sie starymi oponami i siedzace w pyle i kurzu na ziemi... Widzialam tez ich wzajemna troske. Dzieci karmily jedno - drugie, pomagaly w kapieli, przy ubieraniu i - juz zaledwie kilkuletnie Pociechy - na plecach niosly do domu mlodsze od siebie rodzenstwo.
Niech Bog rozszerza nasze serca,
by kazde
z powierzonych nam Dzieci
czulo sie chciane i kochane!!!
A slowa jutrzejszego Psalmu 74
- niech beda nasza modlitwa.
Wolajmy:
O ZYCIU BIEDNYCH
NIE ZAPOMNIJ, PANIE!
Amen
DOSWIADCZENIE MISYJNE
Deo gratias!
Pobyt w Nairobi byl okazja do spotkania z S.M. Margaret i Jej Wspolnota oraz zapoznania sie z apostolatem Siostr.
Przed poludniem wyruszylismy do naszej misji. Juz w podrozy zaczelam odkrywac zupelnie dotad mi nieznany swiat. Po drodze mijalismy plantacje herbaty, ananasow i bananow, pola ryzowe, boso wracajace ze szkoly dzieci i moglam przekonac sie, ze kenijska ziemia jest rzeczywiscie czerwona. W miare oddalania sie od stolicy krajobraz Kenii stawal sie coraz bardziej gorzysty. Ta czesc kraju jest bardzo malownicza, zielona i bogata w uprawy. Do domu dotarlismy wieczorem. Siostry czekaly na nas z kolacja i przygotowaly serdeczne powitanie. Byl spiew, tance, zostalam owinieta tradycyjna chusta, ktora nosza kenijskie kobiety. Bylo bardzo radosnie!!!
Zawierzam Bogu ten czas, ktory mi tutaj daje oraz tych wszystkich, ktorych postawi na mojej drodze. Dziekuje tez za tych, dzieki ktorym moge tutaj byc - kazdy wie, o kim w szczegolnosci mysle, pamietam i modlitwa otaczam!
Na poczatku mojego pobytu w Kenii chce podziekowac Bozej Opatrznosci za to, ze dane mi jest wlaczyc sie w piekna misje, jaka pelnia tu moje Wspolsiostry. Na lotnisku powitaly mnie(z kenijskimi flagami w dloniach) S.M. Alicja i S.M. Alberta oraz nasz wspolny Przyjaciel - ks. Dionizy. Przylecialam do Nairobi juz po zmroku, dlatego przenocowalismy w naszym domu w stolicy, by nastepnego dnia wyruszyc do Laare. Zanim to jednak nastapilo moglam dzielic radosc moich Wspolsiostr, ktore z apetytem zajadaly chleb z polska wedlina (kielbasa zywiecka) i odpakowywaly prezenty od swoich bliskich z Polski.
Pobyt w Nairobi byl okazja do spotkania z S.M. Margaret i Jej Wspolnota oraz zapoznania sie z apostolatem Siostr.Przed poludniem wyruszylismy do naszej misji. Juz w podrozy zaczelam odkrywac zupelnie dotad mi nieznany swiat. Po drodze mijalismy plantacje herbaty, ananasow i bananow, pola ryzowe, boso wracajace ze szkoly dzieci i moglam przekonac sie, ze kenijska ziemia jest rzeczywiscie czerwona. W miare oddalania sie od stolicy krajobraz Kenii stawal sie coraz bardziej gorzysty. Ta czesc kraju jest bardzo malownicza, zielona i bogata w uprawy. Do domu dotarlismy wieczorem. Siostry czekaly na nas z kolacja i przygotowaly serdeczne powitanie. Byl spiew, tance, zostalam owinieta tradycyjna chusta, ktora nosza kenijskie kobiety. Bylo bardzo radosnie!!!
Zawierzam Bogu ten czas, ktory mi tutaj daje oraz tych wszystkich, ktorych postawi na mojej drodze. Dziekuje tez za tych, dzieki ktorym moge tutaj byc - kazdy wie, o kim w szczegolnosci mysle, pamietam i modlitwa otaczam! Deo gratias!
S.M. Amabilis, orionistka
S.M. Amabilis, orionistka
wtorek, 5 czerwca 2012
REST IN PEACE OUR DEAR ANTONY
The late Antony Mugendi was born at Kirindara in 1997. He was the son of the late Charles Kinyua and the late Mary Mukoitha. The late Antony was enrolled in St. Peter and Paul Primary school in the year 2007 in standard one. He was known to be sick but nobody had discovered the main problem.
While in class one ,he became sick and Fr. Peter took him to Maua Methodist Hospital where he was treated of malaria. He was referred to Aghakhan Hospital Nairobi and there he was diagnosed with a heart problem.
From Aghakhan there was no hope of survival. Fr. Peter shared the situation with one Italian volunteer called Donatella who got contact with Luigi – an old Italian man living in Oldonyiro-Samburu land. This opened a way to help Antony.
Arrangements were made for Antony to go to Italy for an operation. As Fr. Peter was struggling to prepare the passport for him, it was sad that one of the government officers refused to issue the letter so that he could easily get the passport. Thanks be to God that Sub- Chief Murungi wrote the letter and Antony got the passport.
On 22nd September 2007, Antony left Kenya for Italy with grandfather Luigi in a group of nine children. They arrived on 23rd September in Milano. They met Donatella and proceeded to Torino for the operation. The operation was successful and while in the hospital, Donatella stayed with him, doing everything for him as a mother.
Antony was in God’s hands and under Divine Providence. Through the help/donation that Fr. Peter received from Riccardo an Italian friend he was able to support Antony.
On 17th December 2007, Antony was back to Kenya.
By January 2008, he resumed back to school. Every one/two months, he attended clinics at Oldonyiro. Fr. Peter sacrificed much to take him there. The journeys were tough on stony and rough road through the desert.
Antony took care of his life and was highly determined to achieve a nice end in his life. He was baptized on 24th December 2008 in Laare Catholic church and received 1st holy communion on 18th August 2010. He was confirmed on 11th September 2010.
The late Antony was doing very well in school; Obedient, disciplined, and highly respectful. On 2nd June 2012 was feeling unwell and suddenly, fell down. Fr. Peter was called from a meeting and immediately rushed him to Maua Methodist Hospital where in a short time God found Antony worthy to be with Him. At 3.00pm he rested in peace.
sobota, 26 maja 2012
Jestem mama to moja kariera!
Bycie mama to powolanie do bycia Miloscia. Czesto zastanawiam sie nad ta tajemnica i widze, ze kazdego dnia bardziej dojrzewam do bycia z dziecmi, do sluzenia im, do opieki nad nimi i troski o ich potrzeby, do Milosci. Milosc jest darem i dzis w sposob szczegolny sercem jestem blisko mojej Mamy, bo to ona tak naprawde uczyla mnie kochac miloscia bez granic. Chcialabym tym darem dzielic sie z tymi moimi dziecmi i ufam, ze i w ich zyciu to wszystko kiedys zaprocentuje wydajac obfite owoce milosci. W Kenii nie obchodzimy Dnia Matki, przynajmniej u nas w wiosce nikt o tym nigdy nie slyszal, wiec dzieciaki nie przybiegly dzis z laurkami, nie przezywam tego ze smutkiem, bo kazdy kolejny dzien ich zycia to dla mnie najpiekniejsza laurka. Jelidah zmarla zaglodzona,bolu po tej smierci nie potrafie opisac, ale wlasnie dzis jej siostra blizniaczka malutka Ann powiedziala swoje pierwsze slowo: mama. Wprawdzie powiedziala je patrzac na pania kucharke,bo to pewnie dlatego, ze jedzenie kojarzy sie dziecku z mama, ale czulam calym sercem, ze ta malutka istotka tym jednym slowem wlasnie mi zrobila najwiekszy prezent z okazji Dnia Matki. Ann w lutym skonczyla rok i wazy juz 4,5 kg! Ile ja nocy nie przespalam myslac jak tu dodac choc kilka gramow do tego mikroskopijnego cialka!
Jak kazda mame ciesza mnie radosci moich dzieci, tych moich jest juz ponad 400, od dorastajacej mlodziezy w szkolach srednich po umorusane maluchy na naszym podworku. Niedlugo dzien dziecka i po raz kolejny doswiadczam cudow Bozej Opatrznosci. Sama nie za duzo mam do ofiarowania naszym dzieciakom, ale trzeba pamietac, ze te moje pociechy maja jeszcze setki adopcyjnych mam i ojcow w Polsce i to wlasnie dzieki nim przezywamy juz od kilku dni Dzien Dziecka. Nie wiadomo do dzisiaj jak to sie stalo, ze wszystkie paczki i prezenty dla dzieci przychodza do nas wlasnie w tym czasie.Tak jakby poczta zmowila sie i przetrzymala prezenty, by zrobic niespodzianke wlasnie w Dzien Dziecka. Nie wiem, czy to przypadkiem nazwac mozna, ze w ostatnim czasie przyszly nawet paczki wyslane z mysla o tym ze dojda pod choinke. To jeszcze nic, jak zobaczylam paczke wyslana w sierpniu uwierzylam, ze cuda dzieja sie na naszych oczach. 10 miesiecy! Ta nowine wysylam ze specjalna dedykacja dla tych co sie po tygodniu dopytuja niecierpliwie, czy dotarla przesylka. Nie wiem, jakim cudem tak sie to wszystko zlozylo,ze zalegle paczki z calego roku docieraja do nas wlasnie teraz. Ostatnio to juz jest tak, ze na poczte chodze z taczka,bo nie jestem w stanie zabrac sie z przesylkami do domu. Dodatkowe pieniadze, ktore wplynely na nasze konto z racji Dnia Dziecka to kolejna niespodzianka. Mamy nowe stoliczki, krzeselka, skrzynie na zabawki, malo tego, dzis nasz znajomy pan inzynier przyjechal I wymierzyl teren pod plac zabaw!!! Zamowilismy juz slizgawki I hustawki! Od poniedzialku grodzimy wszystko i budujemy piaskownice. Mam swiadomosc, ze bez pomocy z zewnatrz nie byloby tej radosci na naszym podworku, wiec przy okazji Dnia Matki, wszystkim adopcyjnym Mamom zycze wszystkiego co najlepsze i dziekuje z serca za to wasze przesciganie sie w pomyslach, jakby tu tym pociechom waszym radosc sprawic!
PS. Pan Bog jest wielki! Dzien Matki, a tu w tym moim afrykanskim buszu rafaello, delicje szampanskie,kiesiel z Delekty i kielbasa mysliwska no i prezent dla Matki Przelozonej. Mial byc na urodziny w lutym,a ze doszedl w maju to byl na Dzien Matki: plecak I spiwor.( Dziekuje z serca Przyjaciolom i Fanom!! !:), bo wiem, czyja to sprawka) PS1. Dzis Wigilia zeslania Ducha Swietego, modlcie sie Kochani razem z nami, coby nam nigdy nie zabraklo daru Milosci, bo: Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał, byłbym niczym.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)








