poniedziałek, 3 marca 2014

Safari jema!


W drodze do Nairobi 



Najmłodszy uczestnik wyprawy w dobrych rękach 


Pierwszy postój z widokiem na Mount Kenya - po Kilimandżaro najwyższy szczyt afrykański. 
Kiedyś zdobędziemy ten pięciotysięcznik...



Wielki Rów Afrykański. Od morza czerwonego do Mozambiku a my w środku na wysokości 2140 metrów podziwiamy piękne krajobrazy!

Ostatni postój i ostatnia próba tańca przed ślubem



Dotarliśmy! Homa Bay. Pierwsze spojrzenie na Jezioro Victoria!


Nie ma udanej wycieczki bez udanych zakupów. 
Wizyta w Nakumacie.






Po drodze plantacje herbaty, drugie śniadanie w plenerze, 
bo długa droga przed nami!

    




Nocleg w Nairobi i ostatnia prostata! w drodze do domu. 
Czekamy na obiecany obiad w prawdziwej restauracji. 
Nie marnujemy czasu!







Na te chwile czekały wszystkie dzieci! 
Obiad na szklanym talerzu, sztućce, napoje, kelnerzy! Szaleństwo! Najbardziej na te chwile czekała mała  Norah, ale nie doczekała sie biedaczka, usnęła przy stole…

















sobota, 1 marca 2014

Ach co to był za ślub!


Agata i Remik. Niezwykłe, pełne miłości i ciepła małżeństwo. Ta pełnia sprawia, że każdy, kto znajduje się w pobliżu otrzymuje niespodziewanie porcje tej miłości i troski i czuje, że staje się częścią jakiejś tajemnicy. 

Tajemnicy Miłości którą jest Bóg sam. Ten wyjazd był jednym z najbardziej szalonych pomysłów jaki przyszedł mi do głowy. Wiele już mam szalonych akcji na koncie, ale jak teraz popatrzę z perspektywy na to wyprawę śmieję się sama z siebie. Dwa dni drogi na drugi koniec kraju, z dzieciakami, siostrami, wolontariuszami i niemowlakiem. 

Wszystko to tylko po to, by zatańczyć dziękczynny taniec i być świadkiem przysięgi małżeńskiej na dobre i na złe. Ślub, a raczej jego odnowienie, bo nowożeńcy złożyli sobie świętą przysięgę w Polsce, odbywał się w Homa Bay, tam jest misja do której Remik jeździ od lat.  


Przez telefon, na odległość ustalaliśmy wszelkie szczegóły, od posiłków, noclegów i zakwaterowania po kolory dekoracji ślubnych. Szaleństwo! Królowały nasze polskie kolory: biały i czerwony. Wszystko podporządkowane było barwom narodowym. Wszystko i wszyscy! Nawet siostry białe habity i czerwone chusty na biodrach. Dzieciaki białe sukienki do tańca i biało czerwone chustki i wstążki. 



Najbardziej zaskoczyła mnie mała Claudia, najmłodsza uczestniczka podróży. Dałam się namówić siostrom i wolontariuszom, żeby ją zabrać ze sobą, ale tak szczerze mówiąc martwiłam się o nią później cała drogę. Niepotrzebnie, bo jak się okazało na weselu zaraz po pannie młodej była największą gwiazda. Wszystkim pokazywała swoje cztery zęby w szerokim uśmiechu, a Remika ramiona obdarzyła stu procentowym zaufaniem tak, że usypiało nam dziecko wieczorami. Dla naszych dziewczyn, wyjazd ten był ogromną przygodą, chłonęły wszystko co widziały. Mount Kenya, Riffy Valey, Nairobi, jezioro Wiktoria. W szkole do dzisiaj opowiadają o wszystkim z przejęciem a ja dopieram ich białe sukienki i układam falbanką planując już śluby wieczyste moich sióstr i Boże Ciało w misji.


Razem z nami pojechała Norah i Ezekiel maluchy zaadoptowane w Laare przez Agatę i Remika. Dzieciaki z przejęciem uczestniczyły w ślubie swoich adopcyjnych rodziców a później razem z nimi bawiły się na weselu. Nasze dziewczyny obtańczyły ślub i wesele tak, że nikt nie wierzył, ze jechały na nie dwa dni i są zmęczone. Dumna z nich byłam ogromnie.

środa, 19 lutego 2014

W Laare jak w Oxfordzie

Ile radości sprawiły naszym dzieciakom nowe podręczniki, to trudno w ogóle opisać słowami. Bo nowe podręczniki to ich pierwsze w życiu podręczniki! Do tej pory marzeniem naszych dzieci było to, by na ich ławce obok ołówka i zeszytu była także książka. Do tej pory książki miał tylko nauczyciel, który przepisywał skrupulatnie wszystko z podręcznika na tablice, a dzieciaki z tablicy do zeszytów. Od dzisiaj mamy w Laare jak w Oxfordzie!

piątek, 14 lutego 2014

Walentynkowe serce

"Człowiek szuka miłości, bo w głębi serca wie, że tylko miłość może uczynić go szczęśliwym."  
- Jan Paweł II




piątek, 7 lutego 2014

Caritas


Po raz kolejny chylę czoła przed ks. Januszem Steciem dyrektorem Caritas Gdańsk i przed doktor Aleksandrą Modlińską.


Po raz kolejny bowiem doświadczyliśmy w wiosce ich bezinteresownej pomocy i troski o tych najuboższych z ubogich. Choć były to tylko krótkie dni, udało się zrobić wiele. Doktor Ola podczas swojej wizyty w Kenii, w której niestrudzenie przyjmuje pacjentów wszędzie tam gdzie dotrze, zorganizowała również czas by odwiedzić Laare. 


To był bardzo intensywny i pracowity czas, bo od rana do wieczora na stepach sawanny w Ndumuru i Kisimani obejrzała od stóp do głów setki dzieciaków, dla wielu tych dzieci była to pierwsza w życiu wizyta u doktora. Wiele z nich jak się później okazało potrzebowało tego spotkania. Gdyby nie doktor Ola niektóre dzieciaki nie miałyby szans na normalne zdrowe dzieciństwo. Udało nam się wyłowić te maluchy którym coś tam szumi w serduchu, te które potrzebują chirurgicznego czy ortopedycznego wsparcia, wiele dzieciaków potrzebowało odgrzybiania a w sumie prawie wszystkie odrobaczenia. 


Z powodu braku dostępu do czystej wody na sawannie, robaki są zmora każdego dziecka. Jednym słowem Caritas po raz kolejny uratował nam życie.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

1 % dla dzieci z Laare


Istnieje możliwość podarowania 1% podatku na wsparcie naszych dzieci, wystarczy tylko w rocznym zeznaniu podatkowym w odpowiednich polach podać KRS naszej Fundacji: 0000282796 a jako cel szczegółowy wpisać Laare.



niedziela, 5 stycznia 2014

Nowa szkoła na końcu świata!

Ndumuru - zapomniana wioska w sercu sawanny i niezapomniane chwile wśród  tych, do których nas Pan Bóg posyła codziennie. Proboszcz twierdzi, że jestem pierwszą siostrą zakonną, która postawiła stopę na stepach sawanny w Ndumuru. 




Historyczny moment i ogromne wzruszenie, bo jakoś trudno to wszystko sobie wyobrazić. Ja? Pierwsza? Niesamowite! Do wioski Ndumuru jeździliśmy już od początku pobytu w Laare i za każdym razem wracaliśmy z postanowieniem, że trzeba coś zrobić, by ci ludzie, nasi parafianie, poczuli się choć trochę częścią wspólnoty. Ndumuru to odległość  tylko trzydziestu km od Laare, najbardziej oddalona kaplica dojazdowa parafii, która w porze deszczowej zupełnie zostaje odcięta od reszty świata. Dzieciaki do najbliższej szkoły chodzą pieszo po 18 km i często po prostu tam nie docierają, bo są tak głodne i spragnione, ze zatrzymują się przy pierwszym lepszym stadzie kóz, krów lub wielbłądów, pomagają pasać bydło, by w zamian dostać kubek mleka. I gdy w Laare dzieciaki próbowały poznawać powoli tajniki komputera tam na sawannie, w tym samym czasie dzieci uciekały ze swoimi stadami, bo Nomadowie somalijscy z łukami i strzałami w rękach forsowali dostęp do wody. Inny świat, ale te same dziecięce marzenia. 

Dzieci z Ndumuru marzyły o szkole od dawna.


Początkowo planowaliśmy przywozić je codziennie do szkoły w Laare, niestety realia sawanny przeszkadzały nam, bo albo drogi w czasie deszczu były nieprzejezdne, albo stada w czasie suszy potrzebowały zmienić miejsce pobytu szukając bardziej urodzajnych ziem z dostępem do wody i tam trzeba było od nowa szukać dzieci. W ostatnich latach zmieniło się jednak to, ze studnia dla słoni w parku została wyremontowana i oddana do użytku wioski. Odtąd lud nomadów z Ndumuru zaczął prowadzić osiadły tryb życia starając się zabezpieczyć byt swoim rodzinom i stadom skupiając się wokół studni.  Rodzice zaczęli uprawiać handel z wędrującymi ludami nomadów somalijskich, a dzieciaki coraz intensywniej marzyły o zeszytach i książkach. Marzenie o szkole dla nich  zaczęło kiełkować gdzieś tam w głębi serca i każde odwiedziny na sawannie umacniały mnie w przekonaniu, ze trzeba coś z tym zrobić. Na szczęście, równocześnie te same pragnienia zasiał Pan Bóg w sercu mego proboszcza, wiec szybko znalazłam zrozumienie i pomoc, dziś pośród stepów  sawanny widać już owoce naszych marzeń, które w tym tygodniu pokryjemy dachem. Jest szkoła! 


Deo gratias! Ogromne dzięki należą się tu proboszczowi, bo to dzięki niemu wszystko nabiera realnych kształtów. Wczoraj ze wzruszeniem patrzyłam na matki, które z ogromna wdzięcznością i radością zapisywały swoje pociechy do naszej misyjnej szkoły. Mierzyłam zakurzone stopki maluchów, które już za chwile założą swoje pierwsze w życiu buty, przymierzałam mundurki szkolne i byłam pewna, że to jest właśnie święto Objawienia Pańskiego. Trzej Królowie przynieśli dary do ubogiego żłóbka, by Bogu samemu  cześć oddać i chwałę a my dziś odkrywamy ubogiego Chrystusa właśnie w tych najuboższych z ubogich i on sam jest naszą nadzieją.

wtorek, 31 grudnia 2013

HAPPY NEW YEAR!

Kochani Rodzice! 
Pragniemy w imieniu wszystkich naszych dzieci życzyć Wam aby Nowy Rok niósł ze sobą dużo radości, miłości i spełnienia wszystkich marzeń. 
Życzymy samych spokojnych, pogodnych dni a także mnóstwa cudownych i wzniosłych chwil! 
Siostry, wolontariusze i dzieci




niedziela, 22 grudnia 2013

Parlamentarny zespół do spraw Afryki w Laare!

W dniach 15-21 grudnia gościliśmy w Kenii niesamowitych gości z Polski. Długo oczekiwaliśmy tej wizyty i długo przygotowywaliśmy się do niej. Przedstawiciele Parlamentarnego zespołu ds. Afryki z Panem Posłem Johnem Godsonem na czele, spędzili z nami kilka niezapomnianych dni, za które jesteśmy im ogromnie wdzięczni.


Z lotniska do naszego domu w Karen dotarliśmy w środku nocy i już następnego dnia nasi goście mieli sporo zajęć. Rano, po śniadaniu, spotkanie w kenijskim parlamencie, później wizyta w ośrodku dla dzieci w Nairobi i wieczorem spotkanie w rezydencji Pana Ambasadora. Kolejny dzień to droga do Laare z krótkim postojem na równiku i w Nanyuki. Nasi goście okazali się niesamowicie otwarci i bardzo mili. Cały dzień w trasie pozwolił nam na bliższe poznanie się i rozmowę na temat naszej kenijskiej rzeczywistości. 


Trzeci, najważniejszy dzień, to spotkanie z naszymi dziećmi, przedstawicielami parlamentu z naszego regionu, z rada wioski i wolontariuszami z Polski. Dzieciaki bardzo radośnie witały naszych gości i z wielkim entuzjazmem zaśpiewały i zatańczyły dla nich. Byłam dumna, jak chyba każda matka, patrząc na występy swoich dzieci. Przed oczami miałam obrazy z pierwszych spotkań z nimi, gdy brudne, obdarte i przestraszone przekraczały po raz pierwszy progi naszej misji. Dziś uśmiechnięte, szczęśliwe, roztańczone...cuda Bożej Opatrzności... Dzięki naszym gościom dzieciaki otrzymały chleb, owoce i słodycze. Były przeszczęśliwe! Pan Poseł Godson w rozmowie z nimi podkreślał,  że tak jak one chodził kiedyś do afrykańskiej szkoły, uczył się i bawił. Dziś jest posłem na Sejm w parlamencie Polski, więc dzieciaki muszą pamiętać, by nie rezygnować z marzeń, by starać się i dążyć do celu, bo na każdego z nas czeka niesamowita przyszłość! Za te słowa Pan Godson otrzymał gromkie brawa od władz wioski, a w oczach wszystkich dzieciaków zapaliły się promyki nadziei. Po spotkaniu z dziećmi i po obiedzie mieliśmy kolejnego, niesamowitego gościa, razem z parlamentarzystami uczestniczyliśmy w pokazie magicznych sztuczek Piotrka Iluzjonisty. 

Piotrek wygrał bilet do Kenii w konkursie Photography for Nairobi i tak jak obiecał, dotarł do nas, by czarować dla naszych dzieci. Zdumiewalismy sie wszyscy: goście, siostry, wolontariusze, a dzieciaki były tak zdumione, że później przez godzinę jeszcze dotykały Piotrka sprawdzając, czy jest prawdziwy i gdzie podziały się wszystkie piłki sznurki, karty i butelka coca-coli, co znikały w jego rękach. Razem z gośćmi odwiedziliśmy też jedną z rodzin, by pokazać warunki w jakich większość z naszych dzieci żyje na co dzień. Podsumowaniem spotkania w Laare było oficjalne otwarcie naszej szwalni pod szyldem Małe Dzieło. 


Szwalnia, dzięki wsparciu Parlamentarnego zespołu ds. Afryki i Instytutu Afrykańskiego zakupiła maszyny do szycia . Umożliwiła w ten sposób poszerzenie asortymentu, dając nowe stanowiska pracy. W chwili obecnej, w naszej pracowni krawieckiej powstają mundurki szkolne, tkane są sweterki i szyte szaty liturgiczne, a wszystko to, po to, by wesprzeć projekt opieki nad najbiedniejszymi dziećmi w wiosce. Kolejny dzień wizyty to znów cały dzień w trasie. 

Jechaliśmy bowiem do oddalonej o jakieś 350 km Subukii, gdzie swoją placówkę misyjną mają ojcowie Franciszkanie i siostry Misjonarki Świętej Rodziny. Ojcowie Franciszkanie budują w Subukii sanktuarium narodowe, a siostry powoli rozkręcają nową placówkę misyjną. Choć to dopiero początki i stan surowy wszystkiego- plany są ogromne i piękne. Kolejny dzień to powrót do Nairobi, ostatnie zakupy, spotkanie z przyjaciółmi pana posła Godsona i wspólna kolacja, a po niej pożegnanie na lotnisku. Czas minął nam szybko, poznaliśmy się, zaprzyjaźniliśmy się, mamy wspólne plany i projekty na przyszłość. To ważne i cieszy ogromnie, ale chyba najbardziej cieszy fakt, że nasi goście pragną powrócić do nas , ale nie z oficjalną wizytą jako parlamentarzyści, ale jako wolontariusze w wiosce. I za to im i Panu Bogu z serca dziekuję!


niedziela, 8 grudnia 2013

Woda!!!

To był bardzo trudny czas oczekiwania...teraz będzie już z górki. Pomiary poziomu i ciśnienia wody, testy zdatności i hydraulika studni...udało się!!! Dziękuję wszystkim, którzy modlitwą i finansowo wspierali te pierwszą, najważniejszą cześć projektu. Dziękuję wszystkim, którzy razem ze mną trwali w niepewności nie tracąc nadziei!








piątek, 6 grudnia 2013

Czary Mary

W poniedziałek 2 grudnia odebrałyśmy z lotniska Piotrka zwanego przez nas Magikiem. Piotrek przyleciał do Kenii na 3 tygodnie. We wrześniu obydwoje braliśmy udział w konkursie Photography for Nairobi gdzie główną nagrodą był bilet do Kenii. Każdy uczestnik mógł napisać jedno zdanie dlaczego chce lecieć do Kenii. Piotr z ilością ponad 11 tysięcy polubień na facebooku wygrał konkurs


Kiedy około północy dojechaliśmy do Karen, gdzie zatrzymywaliśmy się u naszych Sióstr na nocleg, okazało się, że Piotrek przez pomyłkę wziął zamiast naszej walizki, walizkę Pana Mahomeda. Następnego dnia rano, aby szybko wyjaśnić zaistniałą sytuację pojechaliśmy na lotnisko. Poranne korki były okropnie długie, dlatego nasz kierowca postanowił pojechać skrótem, tak skrócił, że zatrzymała nas policja i po chwili zakuła kierowcę w kajdanki. Zawsze z takich sytuacji, dzięki Siostrze Alicji, bądź też uśmiechom wolontariuszek, wychodziliśmy obronną ręką. Tym razem policjant był nieugięty, a my sami nie wiedzieliśmy, dlaczego tak potraktowano naszego kierowcę.

Niewiele myśląc, Piotrek usiadł za kierownicą, aby odstawić samochód na najbliższy parking. Nie było to takie łatwe ponieważ, Magik nigdy nie prowadził automatu  z kierownicą po prawej stronie. Całe szczęście, że po szybkim opłaceniu kary kierowca wyszedł na wolność. Po południu Piotrek miał spotkanie z osobami pracującymi w organizacji Haart Kenya. Tego samego dnia miał pierwszy czarodziejski występ pośród dzieciaków ze slumsów. Ich radość była ogromna, a dla Piotrka to z pewnością niezapomniane przeżycie. W środę chcąc pokazać Piotrkowi Nairobi, rano pojechaliśmy do Muzeum Karen Blixen, a następnie udaliśmy się odwiedzić ulubiony park s. Alicji – park z małpami. To dobre miejsce na odpoczynek i odprężenie. Wieczorem Piotrek wsiadł w autobus i pomknął do Mombasy a my już bez żadnych przygód wróciłyśmy do Karen.

czwartek, 5 grudnia 2013

Idą święta!

Przed nami czas przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia. Coraz więcej osób pisze do nas o dodatkowych wpłatach na prezenty dla swoich dzieci. W związku z tym postanowiłyśmy razem z Siostrą odpowiedzieć na Wasze pytania dotyczące zakupów, co najlepiej kupić i jaki jest tego koszt. Lista zakupów jest już otwarta, każdą informację o dodatkowej wpłacie odnotowujemy, aby nikogo nie pominąć. Właśnie wróciłyśmy z Nairobi, gdzie częściowo już zrobiłyśmy zakupy dla dzieci, których wpłaty zostały potwierdzone. Prosimy, aby przelewy na prezenty świąteczne były wykonane do 18 grudnia, tak abyśmy miały czas na zrobienie zakupów. Wszystkie prezenty, na które wpłaty będą po 18 zrobimy już po świętach.

Świąteczne ubranie:
Sukienka 1500 - 2000 kshs  (60-80zł)
Sweterek 1000 kshs (40zł)
Buty 1500 kshs (60zł)
Spodnie 1200 kshs (48zł)
Koszulka chłopięca 1000 kshs (40zł)
Bielizna:  majtki, skarpetki, koszulka 600 kshs (24zł)

Paczka świąteczna ze słodyczami 1000 Kshs (40zł)
Czekolada, chrupki, lizaki, ciastka, cukierki, gumy do żucia

Paczka świąteczną z środkami czystości 1000kshs (40zł)
Zestaw mydeł, ręczniczek, proszek lub mydło do prania, wazelina, miska

Zabawki
Lalka od 1000 do 2000 kshs (40-80zł)
Samochód od 500 do 2000 kshs (20-80zł)
Klocki, układanki, puzzle, zestawy zabawowe ( sklep, lekarz, konstruktor, kuchnia)
500- 1000kshs (20-40zł)
Piłka 2000 kshs (80zł)

Szkoła
Plecak do szkoły 1500 kshs (60zł)
Zeszyty 10 sztuk 300 kshs (12zł)
Piórnik z wyposażeniem 400 kshs (16zł)
Książka 500-1000 kshs (20-40zł)

Prezenty ogólne
Materac 1500 kshs (60zł)
Koc 500-1500 kshs (20-60zł)
Termos 1500 kshs (60zł)
Talerze  i kubki plastikowe 500kshs (20zł)
Lampa solarowa 3500 kshs (140zł)

sobota, 30 listopada 2013

Stara drynda

...czyli o tym jak "kończy" się nam samochód.
Wczorajszy dzień, jak to w Afryce bywa, był pełen nieprzewidywalnych wydarzeń, nasza misyjna toyota odmówła nam współpracy. Zazwyczaj drogę do Meru pokonujemy w godzinę, tym razem zatrzymując się co 10 minut, z powodu ciągle gasnącego silnika, było nieco inczej. Chcąc czy nie chcąc, plany trzeba było zmienić. Muszę wspomieć, że samochód w ostatnim czasie był w warsztacie jakieś 5 razy i za każdym razem, kiedy Siostra go odbierała, miała nadzieję, że juz w nim wszystko będzie dobrze działać.  Czasami podziwiam Siostrę za to, że ma odwagę jeszcze do niego wsiadać. W drodze powrotnej poprosiłam aby Siostra napisała posta, dlaczego ta stara toyota odgrywa tak ważną rolę w misji :)

kałuża nie tylko na zewnątrz ale i w samochodzie :)
Zawsze jak jadę tym naszym samochodem przypomina mi się wierszyk, który mama  czytała mi na dobranoc jak byłam mała.  Stara drynda...ta nasza toyota, choć nie ma woźnicy w cylindrze z pioropuszem, wywołuje we wszystkich śmiech, a wolontariusze śmieją się z nas do rozpuku… bak na benzynę zamykamy na kłódkę, odpadają nam w czasie jazdy okna, dach przecieka, a jak się spojrzy w dół przez podłogę widać asfalt lub kamienie, zależy po jakiej drodze mkniemy.  Wczoraj była ulewa, wiec w sumie nic nie było widać, bo siedziałyśmy skulone w centralnej części siedzenia, po bokach kapało, a przy większych kałużach woda zalewała nam buty.
Każdy, kto mnie odwiedza z uwaga ogląda ten nasz wehikuł i często z obawą do niego wsiada. Ja czuje sentyment patrząc na naszą toyote... staruszka była bowiem świadkiem tylu ważnych wydarzeń w życiu misji, tyle razy załadowana po brzegi sprawiała dzieciakom radość przywożąc worki z fasolą, kukurydzą, cukrem i ryżem. Tyle razy była świadkiem dziecięcego zachwytu, gdy z bagażnika wyskakiwał rower, 100 par nowych butów lub zabawek. Stara nasza toyota zna drogę do każdego ubogiego domu w misji, pokonała tysiące kilometrów, by dotrzeć do tych najbiedniejszych, wiele razy ratowała życie, gdy gubiąc okna pędziła do szpitala zawstydzając po drodze spokojne dostojne ambulanse.
Wiem, ze czas pomyśleć o zmianie, bo ten samochód pamięta pierwsze misjonarki w Kenii, wiem, że często ryzykuje wysiadając do niej, bo pewna nie jestem, czy dojadę do celu...ale jak to w wierszu było...
A my patrzymy
z bratem obaj
i nam ta drynda
się podoba.
I my wolimy
tego grata
od Mercedesa
i od Fiata,
bo to jest grat
nie z tego świata!

Danuta Wawilow . Drynda

środa, 27 listopada 2013

Po przerwie…



Po dość długim czasie milczenia na naszym blogu znów postaramy się na bieżąco wrzucać newsy z misji Laare. Za wszelkie zaniedbania dotyczące pisania przepraszamy i liczymy, że uda nam się nadrobić w najbliższym czasie wszystkie zaległości.

24 listopada o godzinie 7.00 wylądowałam po raz kolejny na afrykańskiej ziemi.  To niesamowite uczucie trudno jest opisać słowami. Po ponad 12 godzinnej podróży nie odczuwałam żadnego zmęczenia a wręcz przeciwnie rozpierała mnie energia a z twarzy nie schodził mi uśmiech. Po drodze z lotniska rozglądałam się dookoła, od mojego ostatniego pobytu w Kenii nic się tu nie zmieniło – myślałam. Wszystkie ulice, sklepy były mi doskonale znane i znów przeszło mi przez myśl, że powrót do Kenii to jak powrót do domu! Czuję się tak, jakbym właśnie skończyła urlop w Polsce i wróciła tu na dłużej. Niestety tym razem tak kolorowo nie jest. W  Laare będę tylko miesiąc!  Oczywiście nie mam zamiaru narzekać na długość pobytu. Cieszę się, że chociaż tyle czasu będę mogła pomagać Siostrom i dzieciakom. Zdaję sobie sprawę również z tego iż będzie to piękny ale intensywny czas wzmożonej pracy. Już teraz szczerze mogę napisać, że nie wiem  w co ręce włożyć, od czego zacząć? Od listów, prezentów, zdjęć, odwiedzin rodzin, wysyłania e-maili. Chciałabym jednak zapewnić, że zrobię wszystko aby jak najlepiej wykorzystać ten czas i aby na bieżąco wiedzieli Państwo co się u nas dzieje.  Wczoraj późnym wieczorem dojechaliśmy już do Laare a dziś wielka chwila – spotkanie z naszymi dziećmi!