sobota, 31 maja 2014

Śluby wieczyste


Po raz pierwszy w historii misji uroczystość ta odbywała się w Laare. Zawsze śluby wieczyste są w naszym domu delegacji w Nairobii lub ewentualnie w parafii z której pochodzi dana siostra, a że w tym roku Pan Bóg obdarował nas aż trzema wieczystkami postanowiliśmy, duch święty i my, że uroczystości ślubne będą w naszej misji. Jak to będzie wyglądało, nikt nie miał bladego pojęcia, bo tak wielkiej imprezy jeszcze nasza parafia w Laare nie miała od początków chrześcijaństwa w wiosce. Stąd nawet najstarsi chrześcijanie przybyli podpierając się sękatymi kijami, by zobaczyć te trzy oblubienice ślubujące Bogu wierność na wieki. Z pomocą pospieszyli nam wszyscy wierni, obiad bowiem gotowaliśmy na uwaga: dwa i pół tysiąca osób! Dzieciaki z misji też spisały się na medal. Przetańczyły bowiem trwająca ponad pięć godzin uroczystą Mszę Święta a później jeszcze po obiedzie tańczyły niezmordowanie razem z wiernymi do późnej nocy. Dla naszych dzieci była to szczególna okazja do podziękowania siostrom, wszystkie trzy były wcześniej u nas w misji i są naszym dzieciakom szczególnie bliskie. 


S. Stella towarzyszyła nam w stawianiu pierwszych kroków w misji Laare, była wtedy nauczycielką w misyjnej szkole, 
S. Makena przemierzyła razem z nami tysiące kilometrów, bo była odpowiedzialna za nasz projekt adopcji i razem z nami i wolontariuszami odwiedzała rodziny naszych dzieci, później przejęła jej obowiązki 
S. Agnes, i ona również w tym dniu składała swoje wieczyste śluby. W czasie uroczystości otworzyliśmy również rok jubileuszowy. W tym roku świętujemy naszą 35 letnią obecność i posługę w Kenii. 

Ks. Biskup, który przewodniczył uroczystości w tym wielkim i ważnym dla nas dniu w  homilii podkreślił swoją wdzięczność wobec posługi oriońskiej w jego diecezji zwłaszcza naszego zaangażowania i oddania sprawie ubogich i potrzebujących. Trudno było sobie wyobrazić ogrom przygotowań do ślubów, baliśmy się tego wszyscy, a dziś z wielka radością podaje  przepis na obiad dla 2600 osób: krowę średniej wielkości kroimy w drobna kostkę, tak samo krojone dodajemy marchew i cebule, po 30 kg w worku, wszystko to rozsypujemy na 80- 90 garnków, w zależności od wielkości, zalewamy wodą i gotujemy do miękkości.  Można podawać z ryżem. Ok 13 pięćdziesięciokilogramowych worków :) długo będę te chwile wspominać. Mogę tylko jeszcze dodać, by dodać kolorytu wyobrażeniom o tych wielkich przygotowaniach, że na trzy dni przed uroczystością zabrakło nam prądu, nie było więc lodówek, nie dało się przygotować nic wcześniej, wszystko kroiłyśmy z zapałem w ostatnią noc przy blasku świec...

wtorek, 6 maja 2014

Happy Birthday Claudia!


To był naprawdę happy birthday. Szczególny birthday. Pierwszy Birthday! Każdy czekał na ten dzień, bo to były urodziny dziecka, które tak naprawdę urodziło się nam w misji i od dnia urodzenia, czyli dokładnie od roku obdarza nas swoim niesamowitym bezcennym uśmiechem. 


Dziś mała Klaudia dumnie pokazuje wszystkim swoje cztery ząbki i zaprasza wszystkich na swoje urodzinowe przyjęcie. Przybyliśmy na nie w pełnym składzie, dzieci, siostry i pracownicy. Po raz pierwszy mamy w misji pierwsze urodziny! Claudia czarowała uśmiechem, dzieliła cukierkami, ciastami, chrupkami, gumami do żucia, lizakami, a jak się rozpędziła to i swoje urodzinowe prezenty rozdzieliła ochoczo wszystkim małym dzieciom. 

To był dzień, gdzie wspólnie dziękowaliśmy Panu Bogu za dar życia każdego z nas i za naszych adopcyjnych rodziców, dzięki którym życie nasze jest pełne radości, miłości i nadziei. Claudia jak dotąd jest najmłodszym dzieckiem w misji Laare, ale pewnie niedługo dołączą do nas inne maluchy potrzebujące tak jak ona wsparcia i miłości. My takie pierwsze urodziny obchodzić możemy częściej!

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Ołówek..

Pragniemy serdecznie podziękować Księdzu Szymonowi Jastrzębskiemu za zorganizowanie w Kole wielkopostnej akcji OŁÓWEK. 


Ofiary pozyskane podczas akcji zostaną przeznaczone na zakup kredek dla dzieci z misji w Laare,  jak również na „pomalowanie marzenia Laury”. Tym marzeniem są studia medyczne w Polsce. Koszt studiów jest ogromny. Jeden rok wynosi 40 tyś zł. Ale wiemy jak bardzo potrzeba Afryce wykształconych lekarzy, którzy bedą ratowali ludzkie życie. Dlatego też każda złotówka przekazana na projekt „Studia dla Laury” jest ważną cegiełką w realizacji tego marzenia. W kolorowanie marzeń naszych kenijskich przyjaciół włączyła się również Szkoła Podstawowa im. Kolejarzy Polskich w Zduńskiej Woli za co z całego serca DZIĘKUJEMY! To był dopiero początek. Z dnia na dzień  akcja OŁÓWEK nabiera rozmachu. Zachęcamy szkoły, świetlice i wszystkich zainteresowanych do włączenia się w tę akcję.

Więcej informacji:
adopcjalaare@czynmydobro.pl
Klaudia Zielińska: 500 808 666


www.facebook.com/misja.laare.kenya


sobota, 19 kwietnia 2014

Happy Easter!

„Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.” (J. 3.15) 

Życzymy Wam spokojnych, błogosławionych, pełnych wiary, nadziei i miłości, radosnych, rodzinnych i wiosennych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego!

sobota, 22 marca 2014

Laura

„Moim największym marzeniem są studia medyczne w Polsce, abym po ich ukończeniu mogła wrócić do Kenii i nieść pomoc potrzebującym.” 
Laura od kilku lat jest podopieczną projektu adopcji na odległość dzieci z Kenii. Poprzez adopcję na odległość i pomoc polskich darczyńców Laura ukończyła jedno z najlepszych liceów w Nairobi. Egzaminy kończące szkołę zdała na najwyższych ocenach. Jej marzeniem są studia w Polsce, niestety koszt pierwszego roku studiów to koszt ok 40 tys zł. Dlatego zwracamy się z prośbą o pomoc do Państwa! W marcu 2104 roku powstał projekt pn. Studia dla Laury, projekt ma na celu uzyskanie środków na 6 letnie studia medyczne w Polsce (pierwszy rok kurs przedmedyczny + pięć lat studiów). 



Jak można pomóc? Można podjąć adopcję Laury wpłacając systematycznie zadeklarowaną kwotę, może być to 10,20,50 itp. złotych miesięcznie lub też jednorazową wpłatę. Każda dobrowolna kwota może być przekazywana na konto Fundacji Księdza Orione Czyńmy Dobro 
Nr konta 14 1240 1053 1111 0010 4353 6691 
z dopiskiem: LAURA 
http://studiadlalaury.pl/

piątek, 14 marca 2014

Szpital na peryferiach

Materi hospital i przebywający w nim włoscy wolontariusze byli dla nas opatrznościowym darem, który pojawił się w chwili, gdy najbardziej potrzebowaliśmy medycznego wsparcia. Tak to już w życiu bywa, zwłaszcza, gdy liczyć możemy tylko na Bożą Opatrzność, bo codzienność w biedzie i ubóstwie nie przynosi zbyt dużo nadziei i radości. 

Ja zawsze ufam i dzięki temu jestem świadkiem "wielkich-małych" cudów Bożej troski o tych najbiedniejszych z ubogich. Do takich bowiem zaliczyć można na 100% chłopców z Małego Domu w Chuka. Większość z nich cierpi, tylko dlatego, że nie otrzymali wcześniej odpowiedniej pomocy medycznej, wielu z nich można by ulżyć w cierpieniach poprzez operacje i zabiegi. Wszyscy potrzebują rehabilitacji. Ja nie miałam pojęcia jak im pomóc. Pewnego dnia jednak napisał do mnie wiadomość znajomy lekarz. Spotkaliśmy się rok wcześniej w jednym z misyjnych szpitali, gdzie co roku przyjeżdżał on jako wolontariusz. Bóg jest wielki! Nikt inny by tak tego nie zaplanował, w chwili, gdy siedziałam nad kartami niepełnosprawnych chłopców myśląc jak im mogę pomóc, pisze do mnie znany i ceniony we Włoszech chirurg- ortopeda, wieloletni wolontariusz szpitala w Materi. 


Pisze, że jeśli mam kogoś, kto potrzebuje operacji lub rehabilitacji, to on czeka za miesiąc przez miesiąc. Przyjeżdża z całą ekipą, więc można słać pacjentów. Radość w takich chwilach to nie jest taka zwykła radość, to pełnia szczęścia z przeświadczenia ze Ktoś czuwa i kocha! Już za miesiąc cała włoska ekipa była ze mną w Chuka, by przebadać wszystkich chłopców. Do operacji zakwalifikowano 11 z 20. Niestety udało nam się skontaktować tylko z niektórymi z rodziców i tylko ich dzieci mogły być natychmiast operowane, bo mieliśmy pisemną zgodę rodziców. 


Dramatem jest to, że większość chłopców musi przechodzić bolesne operacje tylko dlatego, że nie maja zapewnionej żadnej opieki, żadnej rehabilitacji, żadnej fizjoterapii. Cały dzień siedzą w wózkach inwalidzkich, w niedostosowanych protezach, w ciemnościach egipskich na dodatek, bo w domu gdzie mieszkają nie maja prądu. Szpital w głębi sawanny w Tharaka, w wiosce Materi był więc dla nich rajem i nadzieją na lepsze. Teraz po zabiegach wracają do domów, a ja dalej ufam Opatrzności Bożej, ze znajdą się pieniądze na przygotowanie pokoju do rehabilitacji, na podłączenie prądu, na paczkę cukierków na osłodę życia. Marzy mi się zatrudnienie w Małym Domu rehabilitanta, który każdego dnia byłby na miejscu, by pomagać moim chłopcom. W każdym razie z całego serca dziękuję doktorowi Luigi Prosperi z Bolonii i całej jego niesamowitej ekipie za wsparcie, za czas nam poświęcony, za miejsce w szpitalu i za udane operacje i troskę o naszych małych pacjentów.

środa, 12 marca 2014

Dzieci, które nie mają zielonego pojęcia..

Świat zachwyca barwami, cieszy oczy i serce różnorodnością kolorów, tak, ze chciałoby się te piękne krajobrazy, widoki i pejzaże zachować na zawsze. Dobrze ze są zdjęcia, obrazy, filmy, bo choć to nie oddaje stuprocentowo rzeczywistości, której dotykamy, daje już jakaś niewielka chociażby namiastkę tego piękna. 


Ja osobiście uwielbiam kolory, lubię grę barw i światła i mogę to piękno kontemplować godzinami. Próbuje malować i ubolewam, że afrykańskie dzieci nie mają w tym kierunku żadnej edukacji. Nie istnieje coś takiego jak plastyka, edukacja artystyczna i sztuka i gdy muzyka wkracza w ich życie z nurtem codzienności, bo tu wszystko wyraża się tańcem i śpiewem od urodzenia, tak z plastycznym wyrazem jest kiepsko. Dzięki fundacji Asante, która wspiera wszechstronny rozwój dziecka i kładzie duży nacisk na ekspresje plastyczną wspieramy nasze dzieciaki. 


Początki były trudne, bo brakowało materiałów, kredek, pasteli, farb, wszystkiego, co pozwoliłoby oddać piękno koloru. Dzieciaki rysowały ołówkiem flagę Kenii w zeszycie i tylko  uczyły się angielskiego  nazywania kolorów: wymowy i pisowni. Komplet dwunastu kredek jest tu nadal nieosiągalnym marzeniem i kolorowanie obrazków należy do rzadkości. Dzieciaki nie mają pojęcia że kolor można przedstawić na kartce inaczej niż tylko jako zlepek liter w odpowiedniej kolejności. Tak sobie zawsze ubolewałam nad tym ubóstwem artystycznym moich dzieciaków, dziękując Asi z fundacji Asante za zajęcia plastyczne w Laare, aż tu nagle odkryłam zupełnie inna rzeczywistość. Dzieci, które nie maja zielonego pojęcia. Nie mają też za bardzo pojęcia różowego, fioletowego, pomarańczowego itd.  Sawanna. Ndumuru. Szkoła na końcu świata... dzieciaki stamtąd  w życiu nie były nigdzie dalej niż cierniste ogrodzenie wioski, nie maja pojęcia o palecie barw i bogactwie kolorów. 


Byłam taka szczęśliwa, gdy zawiozłam im pierwsze kredki, chciałam pokazać im, że kolor to nie tylko zlepek liter, ale życie. Niefortunnie rozpoczęłam od zielonego. No i klapa! Pokazuje dzieciakom zieloną kredkę, pytam co ma taki kolor i napotykam zdziwienie. Nie wiedzą. Mówię im, to proste - trawa! Trawa jest zielona! Dzieciaki zdziwione jeszcze bardziej, nie... trawa jest żółta, wyciągają z pudełka żółtą kredkę, by mi pokazać, że to kolor bardziej podobny do ich trawy. Rozglądam się i dociera do mnie, że jesteśmy na sawannie, gdzie oprócz kamieni, ziemi- uwaga- czerwonej, nie ma nic oprócz trawy: suchej i żółtej Zielony na suchej pustynnej równinie to abstrakcja. No nic, pomyślałam, niech mi rosną surrealistyczni artyści a co, ryzykuje. Niech malują żółta trawę czerwoną ziemię i brunatna wodę. 


Nigdy im nie przyjdzie do głowy, że woda może być koloru np. morskiego.  No i tu znów zaskoczenie, mam coś, co nas łączy...niebo...niebo dla moich dzieci bez zielonego pojęcia jest niebieskie! I tu już rozwinęłabym skrzydła myśląc eshatologicznie,  że choć byśmy cały świat mieli kompletnie rożny i zupełnie inne mielibyśmy wyobrażenie o wszystkim, łączy nas jedno: Niebo! Tak Bóg w swej potędze stworzył ten piękny świat, że pozwala nam doświadczać tak wielu różnorodności i bogactw, a jednocześnie jednoczy nas pod tym samym dla wszystkich błękitnym niebem. On jest naszym niebem i sam uczył nas modlić się do Ojca, który jestem w niebie. Błękit bezkresnego nieba najpełniej mówi nam o Jego miłości i potędze. Niebo zawsze niebieskie, czy to w Polsce, czy na stepach sawanny i Bóg zawsze i dla wszystkich jeden, pomimo rożnych wyobrażeń, różnych Jego obrazów. Jeden jedyny Pełnia Miłości!

środa, 5 marca 2014

Studia dla Laury - nowy projekt!

Fundacja Księdza Orione Czyńmy Dobro uruchamia nowy projekt na rzecz naszej tegorocznej maturzystki z Kenii Laury Makena. Jest to bardzo zdolna dziewczyna, która pragnie studiować medycynę w Polsce, aby następnie móc jako lekarz pomagać swoim rodakom w Kenii. Zwracamy się z prośbą do każdego z Państwa, kto może wesprzeć projekt, a tym samym spełnić marzenie Laury. Projekt będzie polegał na objęciu Laury adopcją poprzez dokonywanie cyklicznych wpłat. Można również wpłacać dobrowolne darowizny na ten cel. Wpłaty można dokonywać na poniższy numer rachunku z dopiskiem LAURA
Fundacja Księdza Orione Czyńmy Dobro
ul. Lindleya 12, 02-005 Warszawa
Numer rachunku: 14 1240 1053 1111 0010 4353 6691


poniedziałek, 3 marca 2014

Safari jema!


W drodze do Nairobi 



Najmłodszy uczestnik wyprawy w dobrych rękach 


Pierwszy postój z widokiem na Mount Kenya - po Kilimandżaro najwyższy szczyt afrykański. 
Kiedyś zdobędziemy ten pięciotysięcznik...



Wielki Rów Afrykański. Od morza czerwonego do Mozambiku a my w środku na wysokości 2140 metrów podziwiamy piękne krajobrazy!

Ostatni postój i ostatnia próba tańca przed ślubem



Dotarliśmy! Homa Bay. Pierwsze spojrzenie na Jezioro Victoria!


Nie ma udanej wycieczki bez udanych zakupów. 
Wizyta w Nakumacie.






Po drodze plantacje herbaty, drugie śniadanie w plenerze, 
bo długa droga przed nami!

    




Nocleg w Nairobi i ostatnia prostata! w drodze do domu. 
Czekamy na obiecany obiad w prawdziwej restauracji. 
Nie marnujemy czasu!







Na te chwile czekały wszystkie dzieci! 
Obiad na szklanym talerzu, sztućce, napoje, kelnerzy! Szaleństwo! Najbardziej na te chwile czekała mała  Norah, ale nie doczekała sie biedaczka, usnęła przy stole…

















sobota, 1 marca 2014

Ach co to był za ślub!


Agata i Remik. Niezwykłe, pełne miłości i ciepła małżeństwo. Ta pełnia sprawia, że każdy, kto znajduje się w pobliżu otrzymuje niespodziewanie porcje tej miłości i troski i czuje, że staje się częścią jakiejś tajemnicy. 

Tajemnicy Miłości którą jest Bóg sam. Ten wyjazd był jednym z najbardziej szalonych pomysłów jaki przyszedł mi do głowy. Wiele już mam szalonych akcji na koncie, ale jak teraz popatrzę z perspektywy na to wyprawę śmieję się sama z siebie. Dwa dni drogi na drugi koniec kraju, z dzieciakami, siostrami, wolontariuszami i niemowlakiem. 

Wszystko to tylko po to, by zatańczyć dziękczynny taniec i być świadkiem przysięgi małżeńskiej na dobre i na złe. Ślub, a raczej jego odnowienie, bo nowożeńcy złożyli sobie świętą przysięgę w Polsce, odbywał się w Homa Bay, tam jest misja do której Remik jeździ od lat.  


Przez telefon, na odległość ustalaliśmy wszelkie szczegóły, od posiłków, noclegów i zakwaterowania po kolory dekoracji ślubnych. Szaleństwo! Królowały nasze polskie kolory: biały i czerwony. Wszystko podporządkowane było barwom narodowym. Wszystko i wszyscy! Nawet siostry białe habity i czerwone chusty na biodrach. Dzieciaki białe sukienki do tańca i biało czerwone chustki i wstążki. 



Najbardziej zaskoczyła mnie mała Claudia, najmłodsza uczestniczka podróży. Dałam się namówić siostrom i wolontariuszom, żeby ją zabrać ze sobą, ale tak szczerze mówiąc martwiłam się o nią później cała drogę. Niepotrzebnie, bo jak się okazało na weselu zaraz po pannie młodej była największą gwiazda. Wszystkim pokazywała swoje cztery zęby w szerokim uśmiechu, a Remika ramiona obdarzyła stu procentowym zaufaniem tak, że usypiało nam dziecko wieczorami. Dla naszych dziewczyn, wyjazd ten był ogromną przygodą, chłonęły wszystko co widziały. Mount Kenya, Riffy Valey, Nairobi, jezioro Wiktoria. W szkole do dzisiaj opowiadają o wszystkim z przejęciem a ja dopieram ich białe sukienki i układam falbanką planując już śluby wieczyste moich sióstr i Boże Ciało w misji.


Razem z nami pojechała Norah i Ezekiel maluchy zaadoptowane w Laare przez Agatę i Remika. Dzieciaki z przejęciem uczestniczyły w ślubie swoich adopcyjnych rodziców a później razem z nimi bawiły się na weselu. Nasze dziewczyny obtańczyły ślub i wesele tak, że nikt nie wierzył, ze jechały na nie dwa dni i są zmęczone. Dumna z nich byłam ogromnie.

środa, 19 lutego 2014

W Laare jak w Oxfordzie

Ile radości sprawiły naszym dzieciakom nowe podręczniki, to trudno w ogóle opisać słowami. Bo nowe podręczniki to ich pierwsze w życiu podręczniki! Do tej pory marzeniem naszych dzieci było to, by na ich ławce obok ołówka i zeszytu była także książka. Do tej pory książki miał tylko nauczyciel, który przepisywał skrupulatnie wszystko z podręcznika na tablice, a dzieciaki z tablicy do zeszytów. Od dzisiaj mamy w Laare jak w Oxfordzie!

piątek, 14 lutego 2014

Walentynkowe serce

"Człowiek szuka miłości, bo w głębi serca wie, że tylko miłość może uczynić go szczęśliwym."  
- Jan Paweł II




piątek, 7 lutego 2014

Caritas


Po raz kolejny chylę czoła przed ks. Januszem Steciem dyrektorem Caritas Gdańsk i przed doktor Aleksandrą Modlińską.


Po raz kolejny bowiem doświadczyliśmy w wiosce ich bezinteresownej pomocy i troski o tych najuboższych z ubogich. Choć były to tylko krótkie dni, udało się zrobić wiele. Doktor Ola podczas swojej wizyty w Kenii, w której niestrudzenie przyjmuje pacjentów wszędzie tam gdzie dotrze, zorganizowała również czas by odwiedzić Laare. 


To był bardzo intensywny i pracowity czas, bo od rana do wieczora na stepach sawanny w Ndumuru i Kisimani obejrzała od stóp do głów setki dzieciaków, dla wielu tych dzieci była to pierwsza w życiu wizyta u doktora. Wiele z nich jak się później okazało potrzebowało tego spotkania. Gdyby nie doktor Ola niektóre dzieciaki nie miałyby szans na normalne zdrowe dzieciństwo. Udało nam się wyłowić te maluchy którym coś tam szumi w serduchu, te które potrzebują chirurgicznego czy ortopedycznego wsparcia, wiele dzieciaków potrzebowało odgrzybiania a w sumie prawie wszystkie odrobaczenia. 


Z powodu braku dostępu do czystej wody na sawannie, robaki są zmora każdego dziecka. Jednym słowem Caritas po raz kolejny uratował nam życie.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

1 % dla dzieci z Laare


Istnieje możliwość podarowania 1% podatku na wsparcie naszych dzieci, wystarczy tylko w rocznym zeznaniu podatkowym w odpowiednich polach podać KRS naszej Fundacji: 0000282796 a jako cel szczegółowy wpisać Laare.



niedziela, 5 stycznia 2014

Nowa szkoła na końcu świata!

Ndumuru - zapomniana wioska w sercu sawanny i niezapomniane chwile wśród  tych, do których nas Pan Bóg posyła codziennie. Proboszcz twierdzi, że jestem pierwszą siostrą zakonną, która postawiła stopę na stepach sawanny w Ndumuru. 




Historyczny moment i ogromne wzruszenie, bo jakoś trudno to wszystko sobie wyobrazić. Ja? Pierwsza? Niesamowite! Do wioski Ndumuru jeździliśmy już od początku pobytu w Laare i za każdym razem wracaliśmy z postanowieniem, że trzeba coś zrobić, by ci ludzie, nasi parafianie, poczuli się choć trochę częścią wspólnoty. Ndumuru to odległość  tylko trzydziestu km od Laare, najbardziej oddalona kaplica dojazdowa parafii, która w porze deszczowej zupełnie zostaje odcięta od reszty świata. Dzieciaki do najbliższej szkoły chodzą pieszo po 18 km i często po prostu tam nie docierają, bo są tak głodne i spragnione, ze zatrzymują się przy pierwszym lepszym stadzie kóz, krów lub wielbłądów, pomagają pasać bydło, by w zamian dostać kubek mleka. I gdy w Laare dzieciaki próbowały poznawać powoli tajniki komputera tam na sawannie, w tym samym czasie dzieci uciekały ze swoimi stadami, bo Nomadowie somalijscy z łukami i strzałami w rękach forsowali dostęp do wody. Inny świat, ale te same dziecięce marzenia. 

Dzieci z Ndumuru marzyły o szkole od dawna.


Początkowo planowaliśmy przywozić je codziennie do szkoły w Laare, niestety realia sawanny przeszkadzały nam, bo albo drogi w czasie deszczu były nieprzejezdne, albo stada w czasie suszy potrzebowały zmienić miejsce pobytu szukając bardziej urodzajnych ziem z dostępem do wody i tam trzeba było od nowa szukać dzieci. W ostatnich latach zmieniło się jednak to, ze studnia dla słoni w parku została wyremontowana i oddana do użytku wioski. Odtąd lud nomadów z Ndumuru zaczął prowadzić osiadły tryb życia starając się zabezpieczyć byt swoim rodzinom i stadom skupiając się wokół studni.  Rodzice zaczęli uprawiać handel z wędrującymi ludami nomadów somalijskich, a dzieciaki coraz intensywniej marzyły o zeszytach i książkach. Marzenie o szkole dla nich  zaczęło kiełkować gdzieś tam w głębi serca i każde odwiedziny na sawannie umacniały mnie w przekonaniu, ze trzeba coś z tym zrobić. Na szczęście, równocześnie te same pragnienia zasiał Pan Bóg w sercu mego proboszcza, wiec szybko znalazłam zrozumienie i pomoc, dziś pośród stepów  sawanny widać już owoce naszych marzeń, które w tym tygodniu pokryjemy dachem. Jest szkoła! 


Deo gratias! Ogromne dzięki należą się tu proboszczowi, bo to dzięki niemu wszystko nabiera realnych kształtów. Wczoraj ze wzruszeniem patrzyłam na matki, które z ogromna wdzięcznością i radością zapisywały swoje pociechy do naszej misyjnej szkoły. Mierzyłam zakurzone stopki maluchów, które już za chwile założą swoje pierwsze w życiu buty, przymierzałam mundurki szkolne i byłam pewna, że to jest właśnie święto Objawienia Pańskiego. Trzej Królowie przynieśli dary do ubogiego żłóbka, by Bogu samemu  cześć oddać i chwałę a my dziś odkrywamy ubogiego Chrystusa właśnie w tych najuboższych z ubogich i on sam jest naszą nadzieją.

wtorek, 31 grudnia 2013

HAPPY NEW YEAR!

Kochani Rodzice! 
Pragniemy w imieniu wszystkich naszych dzieci życzyć Wam aby Nowy Rok niósł ze sobą dużo radości, miłości i spełnienia wszystkich marzeń. 
Życzymy samych spokojnych, pogodnych dni a także mnóstwa cudownych i wzniosłych chwil! 
Siostry, wolontariusze i dzieci




niedziela, 22 grudnia 2013

Parlamentarny zespół do spraw Afryki w Laare!

W dniach 15-21 grudnia gościliśmy w Kenii niesamowitych gości z Polski. Długo oczekiwaliśmy tej wizyty i długo przygotowywaliśmy się do niej. Przedstawiciele Parlamentarnego zespołu ds. Afryki z Panem Posłem Johnem Godsonem na czele, spędzili z nami kilka niezapomnianych dni, za które jesteśmy im ogromnie wdzięczni.


Z lotniska do naszego domu w Karen dotarliśmy w środku nocy i już następnego dnia nasi goście mieli sporo zajęć. Rano, po śniadaniu, spotkanie w kenijskim parlamencie, później wizyta w ośrodku dla dzieci w Nairobi i wieczorem spotkanie w rezydencji Pana Ambasadora. Kolejny dzień to droga do Laare z krótkim postojem na równiku i w Nanyuki. Nasi goście okazali się niesamowicie otwarci i bardzo mili. Cały dzień w trasie pozwolił nam na bliższe poznanie się i rozmowę na temat naszej kenijskiej rzeczywistości. 


Trzeci, najważniejszy dzień, to spotkanie z naszymi dziećmi, przedstawicielami parlamentu z naszego regionu, z rada wioski i wolontariuszami z Polski. Dzieciaki bardzo radośnie witały naszych gości i z wielkim entuzjazmem zaśpiewały i zatańczyły dla nich. Byłam dumna, jak chyba każda matka, patrząc na występy swoich dzieci. Przed oczami miałam obrazy z pierwszych spotkań z nimi, gdy brudne, obdarte i przestraszone przekraczały po raz pierwszy progi naszej misji. Dziś uśmiechnięte, szczęśliwe, roztańczone...cuda Bożej Opatrzności... Dzięki naszym gościom dzieciaki otrzymały chleb, owoce i słodycze. Były przeszczęśliwe! Pan Poseł Godson w rozmowie z nimi podkreślał,  że tak jak one chodził kiedyś do afrykańskiej szkoły, uczył się i bawił. Dziś jest posłem na Sejm w parlamencie Polski, więc dzieciaki muszą pamiętać, by nie rezygnować z marzeń, by starać się i dążyć do celu, bo na każdego z nas czeka niesamowita przyszłość! Za te słowa Pan Godson otrzymał gromkie brawa od władz wioski, a w oczach wszystkich dzieciaków zapaliły się promyki nadziei. Po spotkaniu z dziećmi i po obiedzie mieliśmy kolejnego, niesamowitego gościa, razem z parlamentarzystami uczestniczyliśmy w pokazie magicznych sztuczek Piotrka Iluzjonisty. 

Piotrek wygrał bilet do Kenii w konkursie Photography for Nairobi i tak jak obiecał, dotarł do nas, by czarować dla naszych dzieci. Zdumiewalismy sie wszyscy: goście, siostry, wolontariusze, a dzieciaki były tak zdumione, że później przez godzinę jeszcze dotykały Piotrka sprawdzając, czy jest prawdziwy i gdzie podziały się wszystkie piłki sznurki, karty i butelka coca-coli, co znikały w jego rękach. Razem z gośćmi odwiedziliśmy też jedną z rodzin, by pokazać warunki w jakich większość z naszych dzieci żyje na co dzień. Podsumowaniem spotkania w Laare było oficjalne otwarcie naszej szwalni pod szyldem Małe Dzieło. 


Szwalnia, dzięki wsparciu Parlamentarnego zespołu ds. Afryki i Instytutu Afrykańskiego zakupiła maszyny do szycia . Umożliwiła w ten sposób poszerzenie asortymentu, dając nowe stanowiska pracy. W chwili obecnej, w naszej pracowni krawieckiej powstają mundurki szkolne, tkane są sweterki i szyte szaty liturgiczne, a wszystko to, po to, by wesprzeć projekt opieki nad najbiedniejszymi dziećmi w wiosce. Kolejny dzień wizyty to znów cały dzień w trasie. 

Jechaliśmy bowiem do oddalonej o jakieś 350 km Subukii, gdzie swoją placówkę misyjną mają ojcowie Franciszkanie i siostry Misjonarki Świętej Rodziny. Ojcowie Franciszkanie budują w Subukii sanktuarium narodowe, a siostry powoli rozkręcają nową placówkę misyjną. Choć to dopiero początki i stan surowy wszystkiego- plany są ogromne i piękne. Kolejny dzień to powrót do Nairobi, ostatnie zakupy, spotkanie z przyjaciółmi pana posła Godsona i wspólna kolacja, a po niej pożegnanie na lotnisku. Czas minął nam szybko, poznaliśmy się, zaprzyjaźniliśmy się, mamy wspólne plany i projekty na przyszłość. To ważne i cieszy ogromnie, ale chyba najbardziej cieszy fakt, że nasi goście pragną powrócić do nas , ale nie z oficjalną wizytą jako parlamentarzyści, ale jako wolontariusze w wiosce. I za to im i Panu Bogu z serca dziekuję!