środa, 18 lutego 2015
piątek, 30 stycznia 2015
Lekcja odpowiedzialności…
Już od dawna zabierałam się do napisania tego posta. Zawsze jednak
coś stało na przeszkodzie, wydając się priorytetem - zarówno w sferze związanej z Kenią, jak
wysłanie listów i zdjęć do darczyńców, jak i w tej prywatnej - sesja … ciągle coś. Chciałabym aby każdy, kto
podjął się adopcji naszych dzieci, a także ten, który dopiero zamierza dołączyć
do naszego projektu, przeczytał uważnie tych kilka zdań. Nie chce się wymądrzać,
chcę jedynie podzielić się z Wami osobistymi spostrzeżeniami na temat
zaobserwowanego dość dziwnego zjawiska, które ostatnio coraz częściej zaczęło
występować.
Kiedy decydujemy się na taką formę pomocy jaką jest Adopcja
na odległość, sami dobrowolnie piszemy maila lub dzwonimy do koordynatora,
następnie sami decydujemy, któremu dziecku chcemy pomóc i sami świadomie
wypełniamy deklarację adopcji. Jako dorośli ludzie podejmujemy decyzję, która
nie ogranicza się wyłącznie do naszego życia, ale ma wpływ także na innych.
Nikt przecież nikogo nie zmusza do pomagania: jeśli ktoś Was namawia, a Wy nie
jesteście zdecydowani -przemyślcie tę decyzję dwa razy albo i pięć, jeśli jest
taka potrzeba!
Dlaczego poruszam ten temat? Otóż coraz częściej zdarzają
się sytuacje, gdzie kończymy formalny proces adopcji, informujemy naszego
kenijskiego koordynatora, że mamy darczyńcę dla potrzebującego dziecka,
posyłamy je do szkoły/ przedszkola, cieszymy się, że możemy go ubezpieczyć,
nakarmić… i nagle okazuje się, że nie ma ani jednej wpłaty na rzecz
adoptowanego.
Dzieci, którym pomagamy, to sieroty, dzieci ulicy, z
wielodzietnych rodzin (o czym doskonale wiecie). Pomagamy tym, którzy
najbardziej pomocy potrzebują i to my możemy zmienić ich los, możemy sprawić,
że na ich buziach wreszcie pojawi się uśmiech.
Oczywiście są sytuacje, gdzie „coś” powoduje, że z adopcji
trzeba zrezygnować i my to doskonale rozumiemy :) Z adopcji, jako DOBROWOLNEJ formy pomocy ubogim dzieciom, można zrezygnować w
każdej chwili. Jedyne, o co prosimy, to informacja o takiej decyzji.
PS. Wiadomości dobre są takie, że nieustannie pomagamy,
docierając do coraz większej ilości dzieci. Możemy to robić dzięki Waszym otwartym
sercom, za co serdecznie dziękujemy!
Klaudia
wtorek, 23 grudnia 2014
Jasełka w Laare
Kochani, na ten szczególny czas, w którym objawia się moc
Bożej Miłości, życzę radości, miłości i pokoju i dziekuję za wszelkie dobro
s.Alicja z misji w Laare
Zapraszamy do oglądania jasełek
*UWAGA
aby włączyć polskie napisy należy:
przed rozpoczęciem oglądania kliknąć w znaczek CC po prawej
stronie przy pasku filmu i wybrać 'polski'
http://vimeo.com/114545101
sobota, 6 grudnia 2014
Mikołajki! :)
Mikołajki to
tradycyjna, polska nazwa święta ku czci świętego Mikołaja. Obecność świętego
Mikołaja zapowiada nadejście Bożego Narodzenia. W dniu tym święty Mikołaj
przynosił zazwyczaj dzieciom prezenty. Współcześnie w Polsce wręcza się drobne
upominki.
W tym roku
Laura będzie pierwszy raz w życiu obchodzić prawdziwe Mikołajki. Kiedy kilka
dni temu się widziałyśmy opowiadałam Laurze o naszych polskich zwyczajach i
tradycjach. Nasza studentka nie kryła zdziwienia i kiedy spytałam o jej
marzenia i o to co chciałaby dostać, odpowiedziała, że ma wszystko, nic nie
potrzebuje a jej marzenie właśnie się spełnia –STUDIA.
Bardzo nas
cieszą wyniki jakie Laura osiąga (z ostatnich egzaminów 82,5%) a jej promienny
uśmiech, który nie znika nawet na 5 minut motywuje do działania. Jak wiemy
studia to ogromny koszt i sami nie damy rady zebrać tak dużej kwoty.
Chcielibyśmy
aby Laura w ten dzień poczuła się wyjątkowo, dlatego prosimy o dobre słowo dla
Niej, modlitewne wsparcie a kto może sprawić choć najdrobniejszy upominek w
postaci wpłaty na jej studia już teraz z całego serca dziękujemy!
Fundacja
Księdza Orione Czyńmy Dobro
ul. Lindleya
12, 02-005 Warszawa
Bank Pekao
SA IV Oddział w Warszawie, ul. Grójecka 1/3
Numer
rachunku: 14 1240 1053 1111 0010 4353 6691
Kod SWIFT:
PKOPPLPW
PL dla
obrotów zagranicznych:
PL 14 1240
1053 1111 0010 4353 6691
z dopiskiem:
LAURA
niedziela, 23 listopada 2014
Z wizytą w Brańszczyku
W
sobotę 22 listopada 2014 r. Laura Makena, w towarzystwie koordynatorek Krystyny
i Klaudii, odwiedziła Dom Emeryta im. św. A. Orione w Brańszczyku. Laura
spotkała się z Podopiecznymi Domu i opowiedziała o swoim marzeniu.
Laura pragnie ukończyć studia medyczne i zostać lekarzem pediatrą. A następnie, po powrocie do Kenii, pragnie leczyć dzieci. Spotkanie zbiegło się z imieninami ks. Janusza Nowaka prezesa Fundacji, Laura uczestniczyła w obiedzie imieninowym i poznała Rodzinę Oriońską.
Laura pragnie ukończyć studia medyczne i zostać lekarzem pediatrą. A następnie, po powrocie do Kenii, pragnie leczyć dzieci. Spotkanie zbiegło się z imieninami ks. Janusza Nowaka prezesa Fundacji, Laura uczestniczyła w obiedzie imieninowym i poznała Rodzinę Oriońską.
wtorek, 4 listopada 2014
Świąteczne prezenty
W odpowiedzi na liczne pytania dotyczące dodatkowych zakupów
świątecznych zamieszczam kilka ważnych informacji.
1. Jak dokonać dodatkową wpłatę aby pieniądze trafiły na
prezent naszego dziecka
Tak jak każdego miesiąca dokonujemy wpłatę wpisując: imię, nazwisko
dziecka, numer z dopiskiem, że jest to prezent np. EMMANUEL MUTETHIA 190 + 100 zł prezent
2. Do kiedy zrobić przelew
Na przelewy czekamy do
końca listopada! Prezenty z przelewów grudniowych będą dokonywane już po
świętach.
3. Można poinformować nas o dodatkowym przelewie również
e-mailem (adopcja.laare@gmail.com)
4. Sami mogą Państwo zadecydować co dziecku zakupić na święta, czy mają to być buty, koc czy bielizna itp. bądź zdać się na Siostry pracujące
w misji.
Jeśli chcą Państwo aby zakupić konkretną rzecz dla dziecka proszę o
informację e-mail (adopcja.laare@gmail.com)
lub informację w przelewie
Np. EMMANUEL MUTETHIA
190 + 100 zł (buty, bielizna)
Poniżej podajemy ceny rzeczy o które najczęściej Państwo
pytacie:
Świąteczne ubranie:
Sukienka 1500 - 2000 kshs
(60-80zł)
Sweterek 1000 kshs (40zł)
Buty 1500 kshs (60zł)
Spodnie 1200 kshs (48zł)
Koszulka chłopięca 1000 kshs (40zł)
Bielizna: majtki,
skarpetki, koszulka 600 kshs (24zł)
Paczka świąteczna ze słodyczami: 1000 Kshs (40zł)
Czekolada, chrupki, lizaki, ciastka, cukierki, gumy do żucia
Paczka świąteczną z środkami czystości: 1000kshs (40zł)
Zestaw mydeł, ręczniczek, proszek lub mydło do prania,
wazelina, miska
Zabawki:
Lalka od 1000 do 2000 kshs (40-80zł)
Samochód od 500 do 2000 kshs (20-80zł)
Klocki, układanki, puzzle, zestawy zabawowe ( sklep, lekarz,
konstruktor, kuchnia)
500- 1000kshs (20-40zł)
Piłka 2000 kshs (80zł)
Szkoła:
Plecak do szkoły 1500 kshs (60zł)
Zeszyty 10 sztuk 300 kshs (12zł)
Piórnik z wyposażeniem 400 kshs (16zł)
Książka 500-1000 kshs (20-40zł)
Prezenty ogólne:
Materac 1500 kshs (60zł)
Koc 500-1500 kshs (20-60zł)
Termos 1500 kshs (60zł)
Talerze i kubki
plastikowe 500kshs (20zł)
Lampa solarowa 3500 kshs (140zł)
sobota, 1 listopada 2014
Wszyscy Święci
1 listopada wspominamy tych co już od nas odeszli… Dziś
pamiętamy w szczególny sposób o wszystkich zmarłych naszych podopiecznych. Tylko w tym roku odeszła do Pana czwórka
naszych dzieci: malutka Sharoon, Caroline, Edna oraz Ken. Nasze Anioły mają
teraz wszystko czego zapragną, wierzymy, że są szczęśliwe w ramionach Ojca. Dziękujemy
rodzicom adopcyjnym, dzięki którym
mogliśmy choć trochę uszczęśliwić ich, również tu na ziemi. Każde z nich
zostawi szczególny ślad w naszych sercach.
„ Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego
Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna (…)”
Ks. Jan Twardowski
środa, 22 października 2014
Jambo
Tu Agata i Miśka, nowe wolontariuszki w Misji Laare. Jesteśmy w
Kenii od dwóch tygodni, podczas których zdążyłyśmy zaprzyjaźnić się zarówno z
naszymi małymi podopiecznymi, jak i z kwitnącymi wokół przekolorowymi kwiatami,
zapierającymi dech w piersiach widokami sawanny i gościnnymi roześmianymi
Kenijczykami, gotowymi w każdej chwili uścisnąć nam dłonie i wypytać, jak się
mamy i czy podoba nam się w Kenii.
Zaznajomiłyśmy się także z wszechobecnym czerwonym pyłem, pająkami
sporych gabarytów i gromadami dzieci krzyczących za nami na cały głos: “mzungu,
mzungu!”.
Mimo zawrotu głowy od afrykańskich wrażeń (a może to tylko znaczna
wysokość, na której położone jest Laare?), nie próżnowałyśmy. Klaudia
wprowadziła nas w szczegóły pracy. Codziennie odwiedzałyśmy szkoły i dzieci w
domach, żeby sprawdzić, jak się sprawują i czy chodzą do szkoły. Było to bardzo
wzbogacające doświadczenie. Te dwa tygodnie woluntaryjnej pracy pozwoliły nam
docenić to, co zazwyczaj było dla nas oczywiste w Polsce. Nasze skromne studenckie
życie we Wrocławiu, które odłożyłyśmy na rok, wydaje się teraz być usłane
różami.
Obie jesteśmy studentkami psychologii na Uniwersytecie Wrocławskim.
Po czwartym roku studiów zdecydowałyśmy się wziąć dziekankę z naszej alma
mater, żeby odbyć porządny kurs na Uniwersytecie Życia.
W Kenii byłyśmy już wcześniej. Rok temu, korzystając z oferty tanich
biletów lotniczych do Nairobi, wylądowałyśmy w Afryce. Trzy tygodnie podróży
upłynęły nam na wspinaczce na Mt. Kenya, rowerowej wizycie w parku narodowym
Hell’s Gate, pomocy w szkole w slumsie u poznanej w Nairobii Kenijki oraz na
wizycie u znajomych pracujących nieopodal Laare. Ci właśnie znajomi zabrali nas
na wizytę do Sióstr w Laare. Już wtedy wiedziałyśmy, że kiedyś tu wrócimy.
Poświęcenie, chęć niesienia pomocy i przyjazne nastawienie Sióstr urzekły nas i
sprawiły, że poważnie zaczęłyśmy zastanawiać się nad przyjazdem do Laare w
charakterze wolontariuszek. Siostra Alicja przychylnie odniosła się do naszej
propozycji, więc nie pozostało nam nic innego jak pojawić się znów w Kenii. Tym
razem z misją pomocy potrzebującym.
Pozdrawiamy Was serdecznie i ślemy promienie gorącego równikowego
słońca, żeby ogrzały Was w nadchodzące chłodne jesienne dni. God bless you!
sobota, 4 października 2014
W drodze do Polski...
Wczoraj późnym wieczorem pożegnaliśmy Laurę, były łzy wzruszenia, a jednocześnie towarzyszyła nam ogromna radość i duma. Na zdjęciu Laura z s. M. Alicją Kaszczuk, i bratem bliźniakiem ;)
Już dziś o godz. 11.45 polskiego czasu Laura wyląduje w Warszawie.
Deo gratias!
środa, 1 października 2014
Mamy wizę!
"Iść za marzeniem i znowu iść za marzeniem, i tak aż do końca." -
Joseph Conrad
Dziękujemy wszystkim za modlitwę oraz za wsparcie materialne projektu, to dzięki Wam marzenie Laury może się spełnić!
sobota, 20 września 2014
Afryka nadal dzika!
Kenia to różnobarwność. Plemiona, tradycje i kultura,
bioróżnorodność i klimat, zmieniają się jak kalejdoskop co kilkadziesiąt
kilometrów. Piękno natury zachwyca i onieśmiela. Bo gdzie indziej jak nie pod
Mount Kenya zdać sobie sprawę z własnej kruchości? W tym afrykańskim kraju o
czerwonej, wzbogaconej w żelazo i aluminium glebie, gdzie łatwiej niż gdzie
indziej można zauważyć, że woda warunkuje życie, jest ukryte bogactwo, którego
nie da się wyrazić w kenijskich szylingach.
Od flamingów można nauczyć się życia w stadzie, od termitów
wypełniania przydzielonej w życiu roli, od lwicy poświęcenia w wychowaniu
młodych, a od lwa waleczności. Zebra pokaże nam jak idealnie wkomponować się w
otoczenie, a żyrafa jak „mierzyć wysoko”, skubiąc najlepsze listki akacji. A
wszystkie te zwierzęta łączy jedno- mimo, że nie mają łatwego życia, walczą o
nie każdego dnia. I doceniają… Każdą kroplę wody, która tak jak nam promyk
słońca muskający policzek, przynosi nadzieję.
Beata
Beata
sobota, 6 września 2014
Cisza, która boli…
Kolejny dzień w Laare zaczął się dla nas od spotkania z
dziewczynką, która rano przyszła do misji, prosząc o pomoc dla swojego
rodzeństwa. Nauczone doświadczeniem
chciałyśmy się upewnić, czy rodzina faktycznie potrzebuje pomocy, dlatego
wybraliśmy się z Nią, aby sprawdzić warunki, w jakich żyją. Szłyśmy i szłyśmy,
a Ann powtarzała, że to już zaraz-niedaleko. Po drodze razem z Siostrą Makeną
wspominałyśmy inne historie naszych dzieci, przypominałyśmy sobie jak to było
trzy lata temu, ile dzieci udało się włączyć do projektu, gdzie, które dziecko
mieszka, pierwsze zdjęcia…
Nieco pogrążone w nostalgii, w końcu doszłyśmy. Ann pokazała
nam miejsce, w którym mieszka. Na podwórku siedziało trzech jej braci (17,10 i
8 lat). Kiedy Siostra zapytała, co dziś jedli na obiad, zapadła cisza. Tak przeraźliwa,
że aż boląca. Wyrazu twarzy tych dzieci nie da się opisać – smutek to
zdecydowanie za mało. Po chwili zgodnie odpowiedzieli – NIC.
„Dziś wypiliśmy tylko kubek herbaty”. W tej chwili przypomniało
mi się moje dzieciństwo, radośnie spędzane wakacje, zabawy z rodzicami, wycieczki,
wiele wydarzeń „przebiegło” mi w pamięci. Ich odpowiedź była jak wiadro z zimną
wodą. Jestem bogata-pomyślałam. Mam rodzinę, dom, pracę, mam się gdzie umyć, co
zjeść.
Podstawy, których się tak często nie docenia na co dzień. Niby widziałam wiele ubogich rodzin, wiele historii naszych
dzieci doskonale pamiętam, ale ta poruszyła jakoś mocniej. Nawet nie wiem kiedy
poczułam, że moje oczy się zaszkliły. Matka dzieci uciekła do innej
miejscowości prawie dwa lata temu, ojciec, chory psychicznie, nie mieszka ze
swoją rodziną. Trójka dzieci jest pod opieką 17 letniego brata! To on pełni
rolę głowy rodziny. Ukończył tylko szkołę podstawową, później poszedł do pracy,
aby móc utrzymać swoje rodzeństwo. Nie jest łatwo, dzieci często głodują, jeden
z chłopców z powodu robaków nie może chodzić. Wracałyśmy w zupełnej ciszy,
zastanawiając się, czy i tym dzieciom uda się pomóc. I jak im pomóc najlepiej.
Zobaczymy – czas pokaże. Ja mocno wierzę, że jeszcze kiedyś zobaczę uśmiech na
ich twarzach.
sobota, 30 sierpnia 2014
Sucho wszędzie...
Kukurydzę na polu mamy
spaloną słońcem, tanki na wodę świecą pustkami, a prysznice niebawem zapomną
do czego
mają nam służyć.
W Laare już ciemno, bateria w laptopie mryga na czerwono, co
oznacza, że należy szybko zapisać posta. Jak tylko wróci prąd,
obiecuję, że odpiszę na wszystkie e-maile i wiadomości fb :)
K.
wtorek, 26 sierpnia 2014
-> Isiolo
Półtorej godziny drogi z cudownymi widokami wokół, kilka
godzin pracy w kurzu i upale – fotografowania i spisywania historii maluchów, odwiedzania
rodzin i uzupełniania dokumentów i oto kolejni podopieczni mają szansę wstąpić
w szeregi szkolne!
Wczoraj w Isiolo przyłączyliśmy do Adopcji na Odległość 20
nowych dzieci, których różnorodne historie łączy jedno – chcą chodzić do
szkoły, jednak koszty posłania do niej przewyższają możliwości finansowe ich
rodziców/opiekunów.
poniedziałek, 25 sierpnia 2014
Włoski akcent
W czwartek, 21.08.2014 r. w naszej placówce mieliśmy
przyjemność powitać gości z dalekich Włoch – serdecznego przyjaciela Siostry
Alicji, przez lata zasłużonego dla Misji Laare – Gigi, wraz z rodziną i
przyjaciółmi. Mimo trudności w dotarciu na miejsce – droga z Meru do Laare była
tego dnia nieprzejezdna, przybysze niezrażeni porannymi niepowodzeniami z
entuzjazmem i zapałem przywitali czekające na nich dzieci. Zobaczyli maluchy
bawiące się w ufundowanym przez nich Babycorner, pomogli w przygotowaniu
posiłku dla dzieci a także odwiedzili szwalnię oraz Dom Wolontariusza.
Uczniowie przygotowali dla nich występ taneczny przy
akompaniamencie bębenka, który dzięki wrodzonemu poczuciu rytmu i noszonym
przez nich kolorowym kenijskim chustom wyglądał bardzo efektownie. Większość z
nich była po raz pierwszy w Laare i to właśnie dla nich spotkanie z
podopiecznymi było największym przeżyciem. Dzieci bowiem potrzebują nie tylko
pomocy materialnej, ale często także zwykłych, ciepłych gestów, których ze
strony Włochów przez cały dzień nie brakowało.
niedziela, 17 sierpnia 2014
Wolontariat to jest to! :)
Wiele osób pyta co trzeba zrobić
żeby przylecieć do Laare. Możliwości są dwie: pierwsza z nich jest skierowana
do rodziców adopcyjnych. Każdy rodzic może odwiedzić swoje dziecko, pobyć z
nim, sprawdzić warunki w jakich żyje, jak się uczy, jak zmienia się jego
sytuacja. Ten czas to również pomoc w misji i codziennych obowiązkach Sióstr. Siostry są w stanie zapewnić przyjazd z
lotniska, nocleg i wyżywienie, reszta we własnym zakresie (wejścia do parków
narodowych, zwiedzanie, pamiątki itp.) Druga możliwość to przyjazd na
wolontariat. Jeśli ktoś jest zainteresowany wolontariatem musi obowiązkowo
przejść minimum roczne przygotowanie. Takie przygotowanie ma na celu m.in:
- zapoznanie się z działalnością
fundacji Czyńmy Dobro
- zapoznanie się z charyzmatem
Sióstr Orionistek i ich działalnością
- zapoznanie się z projektami
prowadzonymi na rzecz misji
- zapoznanie się z potrzebami
misji
Dodatkowo przyszli wolontariusze
powinni już w Polsce angażować się w projekty misyjne (pomoc przy organizacji
spotkań dot. misji, kiermaszów afrykańskich, niedziel misyjnych itp.) Od
wolontariuszy wymagamy odpowiedzialności i systematyczności. Nie wystarczy raz
się z nami spotkać i już bukować bilet :) dlatego dobrze jest odpowiedzieć
sobie na kilka podstawowych pytań: w jakim celu chce lecieć na misje? Co jest moja motywacją? Dla kogo chce lecieć:
dla siebie samego czy dla innych? a zatem wszystkich którzy się szybko nie
zniechęcą zapraszamy do współpracy!
W zeszłym tygodniu pożegnaliśmy Elę i
Zdzisława. To już kolejni rodzice adopcyjni którzy byli odwiedzić swoje
pociechy. Zdzisław jako zawodowy masażysta rewelacyjnie spisał się w Small
Home- ośrodku gdzie mamy pod opieką 20 niepełnosprawnych chłopców. Ela towarzyszyła
nam w pracach domowych, oraz pomagała w opiece nad dziećmi w naszym kąciku dla
maluchów. To niesamowite doświadczenie spotkania z dzieciakami będzie
towarzyszyło im z pewnością do końca życia. Warto również wspomnieć, że Ela i
Zdzisław bardzo dużo dla nas robią w Polsce, organizują spotkania w szkołach,
niedziele misyjne, kiermasze, gdzie
możemy przedstawić naszą działalność i zapoznać ludzi z projektem WIRIGIRO –
Nadzieja.
Natomiast w czwartek z lotniska odebraliśmy Beatę. Poznańska studentka będzie w Laare przez półtora miesiąca realizowała projekt fotograficzy pn. "Marzenia w spostrzeżeniach dzieci w Kenii (Laare), Tanzanii (Biharmulo) oraz w Polsce (Poznań, Czaplinek) - analiza porównawcza"
Natomiast w czwartek z lotniska odebraliśmy Beatę. Poznańska studentka będzie w Laare przez półtora miesiąca realizowała projekt fotograficzy pn. "Marzenia w spostrzeżeniach dzieci w Kenii (Laare), Tanzanii (Biharmulo) oraz w Polsce (Poznań, Czaplinek) - analiza porównawcza"
Beata będzie również pomagała przy projekcie adopcji na
odległość, pisaniu listów z dziećmi, odwiedzaniu rodzin i wysyłaniu informacji
do darczyńców.
czwartek, 26 czerwca 2014
Bóg jest Miłością!
Czas biegnie tak szybko, tyle dzieje się tu każdego dnia, a
na blogu głucha cisza..mam nadzieje, że wolontariusze, którzy lada chwila
lądują w naszej wiosce nadrobią zaległości i uaktualnia wszystkie zmiany i
wydarzenia.
Ja pisze dziś tylko kilka słów, by pokazać, jak niesamowicie działa
Pan Bóg zdumiewając swoją cierpliwością i miłością. Czuję się odpowiedzialna
za te historię, bo to ja ją spisywałam od początku i poniekąd uczyniłam
wszystkich czytelników świadkami Bożej tajemnicy. Już jakiś czas temu pisałam o
ubogiej rodzinie przez którą Pan Bóg przyszedł do nas i zamieszkał razem z
nami... potrzeba było czasu, wielu doświadczeń Jego delikatnej obecności i
prowadzenia, by On sam mógł zamieszkać nie tylko wśród nas, ale także w tej
rodzinie.
Bieda i głód odczłowieczyły bowiem tych ubogich ludzi tak, że czasem
zachowywali się jak zwierzęta. Ojciec na każdą prośbę żony spluwał jej w twarz,
by wyrazić w ten sposób, że gardzi każda jej prośba. Dzieci wyjadały z ziemi
rzucone kurom ziarna kukurydzy i fasoli, a matka przeklinała każdy dzień swego
życia, nie widząc w tym całym bólu i cierpieniu żadnego sensu.
Pierwsze
wsparcie jakie otrzymała rodzina od nas, to po prostu fakt, że wszyscy najedli
się do syta, później powoli ogarnialiśmy inne rzeczy, uporządkowaliśmy im
lepiankę, postarałyśmy się, by nie spali na klepisku ale na materacach,
leczyliśmy miesiącami ich stopy wyjedzone przez robaki. Na koniec posłaliśmy
wszystkie dzieci do szkoły. Uwielbiam ten moment, gdy z zastraszonych brzydkich
kaczątek wybijają się do lotu nowe stworzenia, pełne radości i nadziei, że
teraz już będzie tylko lepiej. Wtedy sama byłam przekonana, że ta przygoda
miłosierdzia zbliża się ku końcowi, bo rodzina jest już prawie samodzielna i
może wracać na swoje włości.
Pan Bóg miał trochę inny scenariusz...w ostatni z
wieczorów spędzonych w misji ojciec rodziny niespodziewanie zapytał: dlaczego
nam pomagacie? Przecież my wam się za to dobro nigdy nie odwdzięczmy? Wtedy
opowiedzieliśmy im historie o tym, jak to sam Bóg przyszedł do nas w to niedzielne
popołudnie, gdy po raz pierwszy zapukali do drzwi naszej misji. Wtedy ojciec,
po długim namyśle patrząc na gromadkę swoich dzieci i na swoją żonę zapytał
nieśmiało, czy oni wszyscy nie mogliby zostać ochrzczeni. Odprowadzając ich do
domu tłumaczyliśmy, że do chrztu trzeba się przygotować, uczestniczyć w
katechezie, porozmawiać z proboszczem, ale to byłoby najpiękniejszym dowodem
wdzięczności i zaufania Panu Bogu, wiec cieszą nas takie pragnienia. Później
długo, długo była cisza, myślałam, że emocje opadły a z nimi i wdzięczność i
pragnienie zostania chrześcijaninem. Do głowy mi nie przyszło, że w tym czasie
ojciec i matka w pocie czoła zdobywali konieczną wiedzę, oboje byli
analfabetami, wiec wszystkie informacje musieli przyswoić sobie poprzez powtarzanie.
Katechista, który przygotowywał ich do chrztu był pod wrażeniem ich
determinacji. W przygotowania do chrztu zaczęła angażować się cała wioska. Gdy
informacja z zaproszeniem na ślub dotarła do nas nie mogłam uwierzyć, ze to
wszystko dzieje się naprawdę. Ludzie z wioski pomagali, tłumaczyli znaczenie
sakramentów, przykazania kościelne, wspólnie odmawiali różaniec na ich
podwórku. Później w prezencie ślubnym sąsiedzi postawili im drewniany domek, a
my dorzuciliśmy od sióstr i dzieci łóżka, materace i koce. W uroczystości
ślubnej uczestniczyły wszystkie moje siostry, to była dla nas wszystkich
kolejna lekcja Bożej miłości i troski. Po raz pierwszy uczestniczyłam w tak
wzniosłej uroczystości, w tak pięknej chwili, w tak głębokim doświadczeniu
Bożego działania. On sam. Bóg objawił się w cudzie miłości. Tylko On. Cała
rodzina przyjęła sakrament chrztu świętego, ja płakałam ze wzruszenia. Później
rodzice otrzymali Pierwsza Komunię Świętą i złożyli uroczyście przysięgę
małżeńską. Widziałam ich trzymających się za ręce, ślubujących sobie miłość,
prosząc Boga o błogosławieństwo i wsparcie.
A przed oczyma miałam jeszcze obraz
ojca spluwającego na twarz żony i jej przekleństwa na niesprawiedliwość losu.
Dziś to zupełnie inni ludzie.
Tata siedzi zawsze w kościele w pierwszej ławce z
dziećmi na kolanach, mama obok czule i z radością spogląda na wszystkich i Bogu
dziękuje za każdy nowy dzień. To są własnie te małe wielkie cuda, dla których
warto żyć i otwierać drzwi misji nawet w niedzielne popołudnie... Deo gratias!
sobota, 31 maja 2014
Śluby wieczyste
Po raz pierwszy w historii misji uroczystość ta odbywała się
w Laare. Zawsze śluby wieczyste są w naszym domu delegacji w Nairobii lub
ewentualnie w parafii z której pochodzi dana siostra, a że w tym roku Pan Bóg
obdarował nas aż trzema wieczystkami postanowiliśmy, duch święty i my, że
uroczystości ślubne będą w naszej misji. Jak to będzie wyglądało, nikt nie miał
bladego pojęcia, bo tak wielkiej imprezy jeszcze nasza parafia w Laare nie
miała od początków chrześcijaństwa w wiosce. Stąd nawet najstarsi chrześcijanie
przybyli podpierając się sękatymi kijami, by zobaczyć te trzy oblubienice ślubujące
Bogu wierność na wieki. Z pomocą pospieszyli nam wszyscy wierni, obiad bowiem
gotowaliśmy na uwaga: dwa i pół tysiąca osób! Dzieciaki z misji też spisały się
na medal. Przetańczyły bowiem trwająca ponad pięć godzin uroczystą Mszę Święta
a później jeszcze po obiedzie tańczyły niezmordowanie razem z wiernymi do
późnej nocy. Dla naszych dzieci była to szczególna okazja do podziękowania
siostrom, wszystkie trzy były wcześniej u nas w misji i są naszym dzieciakom
szczególnie bliskie.
S. Stella towarzyszyła nam w stawianiu pierwszych kroków w misji Laare, była wtedy nauczycielką w misyjnej szkole,
S. Makena przemierzyła razem z nami tysiące kilometrów, bo była odpowiedzialna za nasz projekt adopcji i razem z nami i wolontariuszami odwiedzała rodziny naszych dzieci, później przejęła jej obowiązki
S. Agnes, i ona również w tym dniu składała swoje wieczyste śluby. W czasie uroczystości otworzyliśmy również rok jubileuszowy. W tym roku świętujemy naszą 35 letnią obecność i posługę w Kenii.
Ks. Biskup,
który przewodniczył uroczystości w tym wielkim i ważnym dla nas dniu w homilii podkreślił swoją wdzięczność wobec
posługi oriońskiej w jego diecezji zwłaszcza naszego zaangażowania i oddania sprawie
ubogich i potrzebujących. Trudno było sobie wyobrazić ogrom przygotowań do
ślubów, baliśmy się tego wszyscy, a dziś z wielka radością podaje przepis na obiad dla 2600 osób: krowę
średniej wielkości kroimy w drobna kostkę, tak samo krojone dodajemy marchew i
cebule, po 30 kg w worku, wszystko to rozsypujemy na 80- 90 garnków, w
zależności od wielkości, zalewamy wodą i gotujemy do miękkości. Można podawać z ryżem. Ok 13
pięćdziesięciokilogramowych worków :) długo będę te chwile wspominać. Mogę
tylko jeszcze dodać, by dodać kolorytu wyobrażeniom o tych wielkich
przygotowaniach, że na trzy dni przed uroczystością zabrakło nam prądu, nie
było więc lodówek, nie dało się przygotować nic wcześniej, wszystko kroiłyśmy z
zapałem w ostatnią noc przy blasku świec...
S. Stella towarzyszyła nam w stawianiu pierwszych kroków w misji Laare, była wtedy nauczycielką w misyjnej szkole,
S. Makena przemierzyła razem z nami tysiące kilometrów, bo była odpowiedzialna za nasz projekt adopcji i razem z nami i wolontariuszami odwiedzała rodziny naszych dzieci, później przejęła jej obowiązki
S. Agnes, i ona również w tym dniu składała swoje wieczyste śluby. W czasie uroczystości otworzyliśmy również rok jubileuszowy. W tym roku świętujemy naszą 35 letnią obecność i posługę w Kenii.
wtorek, 6 maja 2014
Happy Birthday Claudia!
To był naprawdę happy birthday. Szczególny birthday.
Pierwszy Birthday! Każdy czekał na ten dzień, bo to były urodziny dziecka,
które tak naprawdę urodziło się nam w misji i od dnia urodzenia, czyli
dokładnie od roku obdarza nas swoim niesamowitym bezcennym uśmiechem.
Dziś mała
Klaudia dumnie pokazuje wszystkim swoje cztery ząbki i zaprasza wszystkich na
swoje urodzinowe przyjęcie. Przybyliśmy na nie w pełnym składzie, dzieci,
siostry i pracownicy. Po raz pierwszy mamy w misji pierwsze urodziny! Claudia
czarowała uśmiechem, dzieliła cukierkami, ciastami, chrupkami, gumami do żucia,
lizakami, a jak się rozpędziła to i swoje urodzinowe prezenty rozdzieliła
ochoczo wszystkim małym dzieciom.
To był dzień, gdzie wspólnie dziękowaliśmy Panu
Bogu za dar życia każdego z nas i za naszych adopcyjnych rodziców, dzięki
którym życie nasze jest pełne radości, miłości i nadziei. Claudia jak dotąd
jest najmłodszym dzieckiem w misji Laare, ale pewnie niedługo dołączą do nas
inne maluchy potrzebujące tak jak ona wsparcia i miłości. My takie pierwsze
urodziny obchodzić możemy częściej!
poniedziałek, 21 kwietnia 2014
Ołówek..
Pragniemy serdecznie podziękować Księdzu Szymonowi
Jastrzębskiemu za zorganizowanie w Kole wielkopostnej akcji OŁÓWEK.
Ofiary
pozyskane podczas akcji zostaną przeznaczone na zakup kredek dla dzieci z misji
w Laare, jak również na „pomalowanie
marzenia Laury”. Tym marzeniem są studia medyczne w Polsce. Koszt studiów jest
ogromny. Jeden rok wynosi 40 tyś zł. Ale wiemy jak bardzo potrzeba Afryce
wykształconych lekarzy, którzy bedą ratowali ludzkie życie. Dlatego też każda
złotówka przekazana na projekt „Studia dla Laury” jest ważną cegiełką w
realizacji tego marzenia. W kolorowanie marzeń naszych kenijskich przyjaciół
włączyła się również Szkoła Podstawowa im. Kolejarzy Polskich w Zduńskiej Woli
za co z całego serca DZIĘKUJEMY! To był dopiero początek. Z dnia na dzień akcja OŁÓWEK nabiera rozmachu. Zachęcamy
szkoły, świetlice i wszystkich zainteresowanych do włączenia się w tę akcję.
Więcej informacji:
adopcjalaare@czynmydobro.pl
Klaudia Zielińska: 500 808 666
www.facebook.com/misja.laare.kenya
Subskrybuj:
Posty (Atom)








