niedziela, 14 kwietnia 2013

Nowy Kościół

Dzisiaj w Laare odbyła się pierwsza uroczysta Msza Święta sprawowana przez Naszego ks. Proboszcza w nowym kościele pw. św. Alojzego Orione. Kościół został wzniesiony wspólnym wysiłkiem wiernych oraz przy czynnym zaangażowaniu się Rady Parafialnej jako podziękowanie za obecność Sióstr Orionistek w Laare.  
Radości z tego wydarzenia nie było końca – dzieci tańczyły, wszyscy zebrani śpiewem i modlitwą dziękowali Opatrzności Bożej, która sprowadziła do Laare Siostry Orionistki, dziękując także im za posługę niesioną wśród najuboższych.

Cieszy Nas również fakt, iż ze wspólnoty wiernych jest już kilka nowych powołań do Naszej rodziny - Księży jak i Sióstr.

Deo gratias!

Koordynatorzy!


Kochani, chcieliśmy Was poinformować, że projekt pomocy naszym najuboższym z każdym dniem się rozrasta i obecnie pomagamy blisko 600 dzieciom! Dzięki Opatrzności Bożej, która postawiła Was na naszej kenijskiej drodze jesteśmy w stanie pomagać naszym dzieciom a także ich rodzinom. Możemy zapewnić  im wyjście ze skrajnej biedy poprzez wyżywienie, edukację i pomoc medyczną. To piękne dzieło Pana Boga, które dociera w mniejszym lub większym stopniu do każdego z naszych podopiecznych jest Wasza zasługa.

W 2011 roku podczas mojego pierwszego 3 miesięcznego pobytu w Laare włączylismy 93 nowych dzieci do projektu. Od wrzesnia 2012 roku do chwili obecnej przybylo nam ponad 100 dzieci. Losy kazdego dziecka sa inne i niepowtarzalne, czasami po pomoc zglaszaja sie rodzice, sasiedzi, dyrektorzy szkol, czasami same dzieci przychodza prosic o pomoc dla swojego rodzenstwa, czesto odwiedzajac jedna rodzinę druga nowa znajdziemy po drodze ale co tu dużo mówić "nic na świecie nie zdarza się przez przypadek" a każde dziecko ma własną historię.
Niestety wiąże się to z tym, że nasza Kochana s. M. Alicja Kaszczuk nie ma odpowiednio dużo czasu na poświęcenie się innym obowiązkom a tak być nie może. Postanowiliśmy więc to zmienić i ją nieco odciążyć. Mianowicie do projektu został zatrudniony kenijski koordynator Kimathi, który powoli przejmuje dotychczasowe obowiązki s. M. Alicji związane z projektem WIRIGIRO – Nadzieja. Bezpośredni kontakt z Kimathim mam ja – Klaudia Zielińska, natomiast ze mną mogą się Państwo kontaktować droga e-mail adopcjalaare@czynmydobro.pl bądź telefonicznie już po moim powrocie do Polski.


Kimathi pracuje z nami drugi miesiąc i mamy nadzieje, ze szybko nie zrezygnuje. W dalszym ciągu odwiedzamy rodziny, robimy zdjęcia, włączamy nowe dzieci do projektu, opisujemy ich sytuacje rodzinne, sprawdzamy w jakim stanie są mundurki szkolne, kto potrzebuje nowy ołówek a kto zeszyt.

Pracy jest dużo a końca nie widać :)

Klaudia

niedziela, 7 kwietnia 2013

Koniec świata!

Ostatnie tygodnie w Laare uplywaja z pedkoscia swiatla. Codziennie razem z s. Alicja i Sebastianem odwiedzamy dzieci objete projektem w pobliskich szkolach. Sprawdzamy komu “koncza” sie koszulki, sweterki, buty czy skarpetki, notujemy i odznaczamy na naszych spejalnych listach. Staramy sie odwiedzic wszystkie dzieci, sfotografowac, opisac i aktualne zdjecia porozsylac rodzicom adopcyjnym.
Nastąpiły też pewne zmiany o które Państwo często pytają:

-          Koszt utrzymania dziecka

W lutym tego roku podczas obecnosci Zarzadu Fundacji Czynmy Dobro w Laare zdecydowalismy sie podniesc oplaty za utrzymnie dziecka do 70 zl. Wzrost oplat wynika z coraz drozszego zycia w Kenii oraz z podniesionych oplat za czesne w szkolach naszych dzieci.

-          Numery dzieci

Z powodu coraz wiekszej ilosci wlaczonych dzieci do projektu WIRIGIRO – Nadzieja, wprowadzilismy dzieciom numery tak aby w szybszy i latwiejszy sposob moc kontaktowac sie z darczynca danego dziecka. Kazdy z Panstwa razem z aktualnym zdjeciem dziecka dostanie jego numer.

W sobotni poranek ksiadz proboszcz zabral nas na koniec swiata! Ndumuru - czesc parafii odlegla od Laare ok 30 km. Ten zdwalaloby sie niedlugi odcinek jechalismy prawie 2 godziny! Zwyklym samochodem a juz na pewno 30- letnia Toyota s. Alicji   sie tam nie dojedzie. Wioska znajduje sie na sawannie a dzieci do najblizszej szkoly maja do pokonania odcinek blisko 18 km. W centrum wioski znajduja sie dwa sklepy i… na tym zwiedzanie mozna skonczyc, bo nic wiecej w wiosce nie ma. Mimo iz nie ma tam zadnych znanych nam rozrywek ludzie w Ndumuru sa szczesliwi – maja studnie! Wiele lat temu kiedy wioska byla jeszcze czescia Parku Narodowego i nie byla zamieszkiwana przez ludzi, brytyjczycy wybudowali tam studnie aby zwierzeta mialy dostep do wodopoju. Pozniej studnia przestala dzialac i z pomoca przyszlo Panstwo. Starej studni nie dalo sie naprawic ale po wielu problemach udalo wybudowac sie nowa studnia, ktora do dnia dzisiejszego sluzy ludziom. My mamy nadzieje, ze i w Laare niebawem wytrysnie woda!

Widząc tamtejsza biede, dzieci bez butow, w porwanych koszulkach i sukienkach postanowilismy im pomoc. Wlaczylismy do projektu 29 nowych dzieci! Dzieki Panstwa pomocy czesc dzieci bedzie moglo rozpoczac nauke w szkole a czesc kontynuowac bez obaw, ze  pewnego dnia zostana wyrzucone z powodu braku oplat. Wszytkim zaangazowanym i wspomagajacym nasz  projekt, serdecznie za kazdy gest okazanego dobra – DZIEKUJEMY!

czwartek, 4 kwietnia 2013

Artykuł o Laare

W Kurierze Lubelskim (nr 13 z dn. 29 marca 2013r.) ukazał się artykuł o misji w Laare. Chętnych zachęcamy do lektury. 
link do artykułu

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Święta w Laare

Chrystus prawdziwie zmartwychwstał!

Radosnych świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Życzymy Wam, aby ten szczególny okres był czasem wiary, nadziei i miłości rodzącej się w sercu pomimo niepokojów i lęków dnia codziennego.

W piątek uczestniczyliśmy razem z mieszkańcami wioski w drodze krzyżowej, która przeszła przez Laare. To był ważny dzień dla Naszych wewnętrznych rozważań. Wśród Nas jest tak wielu sędziów, którzy w łatwy sposób sądzą i skazują, a tak mało lekarzy, którzy niosą pomoc.
Wzruszającym momentem tego dnia był widok ludzi, którzy nie nieśli znanego Nam krzyża wiszącego na ścianach Naszych pokoi, czy też stojących przy drogach, ale nieśli swój osobisty krzyż cierpienia. Tego cierpienia często nie dostrzegamy, przechodzimy obojętnie na ulicy obok osób potrzebujących pomocy. Stajemy się obojętni wobec cierpienia i chorób Naszych bliskich. 
Tutaj, podczas pracy misyjnej, uczymy się każdego dnia starać się nie oceniać stopnia potrzebnej pomocy po chwili poznania, gdyż Nasze osądy często mogą okazać się bardzo mylne – dzieci, które przybywają na misję z matkami prosząc o pomoc są ładnie, czysto ubrane a dopiero przeprowadzenie wywiadu środowiskowego i odwiedzenie rodziny w domu daje Nam prawdziwy obraz rzeczywistości - ciężkiej sytuacji.
Sobota dla większości z Nas w Polsce to czas, gdy udajemy się poświęcić pokarmy – niestety w Kenii nie ma takiej tradycji.
Tak samo jak niedziela palmowa – tutaj każdy idzie z prawdziwą gałązką palmy. Dla większości rzeczą niepojętą jest idea malowania jajek, czy też branie i nazywanie „czegoś” co nie jest prawdziwą palmą - tak jak to czynimy. 
W sobotę przybyli do Naszej misji najbardziej ubogie rodziny objęte projektem Wirigiro. Wszyscy otrzymali jedzenie, środki czystości oraz koce, które zakupiliśmy dzięki pomocy Gigi’ego – włoskiego lekarza, który ponownie odwiedził na parę dni Laare.
W niedzielę Wielkanocną odbyły się w Naszej parafii chrzciny. W tym dniu miała być jedna msza o 10. Jak dotarliśmy do kościoła okazało się, że są dwie. Z tym, że Nasze dzieci chrzczone będą na drugiej. Warto nadmienić, iż o jedenastej mieliśmy już zaplanowaną akcję jajeczka wielkanocnego dla dzieci szkolnych objętych projektem dożywiania.
Uff… ale udało się Nam, zorganizować i spędzić ten świąteczny dzień z Kenijskimi pociechami, które obdarowały Nas bezcennymi serdecznymi uśmiechami. Co prawda, zamiast świątecznego śniadania po mszy o 11, była świąteczna obiado-kolacja o 16. No, ale tak tutaj bywa.
A co do chrztu, to było na raz ochrzczonych blisko 20 osób, dzieci i starszych. Dużo? Hmm, zależy jak na to spojrzeć. Proboszcz tutejszej parafii najwięcej chrzcił pewnego razu 500 osób  na raz, a sama uroczystość trwała 12 godzin :)

poniedziałek, 25 marca 2013

Pierwsza rocznica


Dzisiaj obchodzimy pierwszą rocznicę utworzenia vice-delegacji w Kenii. Na razie jeszcze raczkujemy, ale z każdym dniem coraz lepiej uczymy się zarządzać misjami w Kenii - Nairobi, Mugoiri, Meru i Laare.
Duży wpływ na Naszą sytuację i rozwój mają dobrodzieje wspierający nasze dzieła, formację Sióstr i codzienne funkcjonowanie. Z serca dziękujemy i pamiętamy o Was w modlitwie.
Deo Gratias!





Siostry Sakramentki można wesprzeć przekazując ofiarę na konto:
Fundacja Księdza Orione Czyńmy Dobro
ul. Lindleya 12, 02-005 Warszawa
Numer rachunku: 09 1240 1053 1111 0010 1452 8931
z dopiskiem: Siostry Sakramentki

Formację zakonną Sióstr możesz wesprzeć za pośrednictwem:
Fundacja Dom na Skale
 Czmoniec 17, 62-035 Kórnik
 Numer rachunku: 28 9048 0007 2001 0000 5252 0001
 z dopiskiem : Misja w Kenii


piątek, 15 marca 2013

Wybory, nie tylko polityczne


W zeszły poniedziałek w Kenii odbyły się wybory, w tym te najważniejsze na urząd Prezydenta. Nasze dzieci, tak jak zresztą wszystkie w kraju miały tydzień wolnego z uwagi na możliwe do wystąpienia zamieszki, toteż na misji zagościł chwilowy spokój i cisza. Mogliśmy zatem poświęcić się innym obowiązkom. W każdym dniu tygodnia było coś do zrobienia, a to lakierowanie lady w szwalni, malowanie ścian, klejenie i obszywanie wykładzin w kapliczce adoracyjnej przy parafii. No tak, wszystko ładnie się zapowiadało, ale to Afryka. Tutaj żyje się inaczej – bez planu.
W środę miały przyjechać meble do biura oraz koordynator projektu adopcji, będący Kenijczykiem oraz znającym kimeru. Niestety meble nie dojechały, tak jak koordynator, zamówionej farby do malowania ściany również nie przywieźli. To normalne w Kenii wszyscy się spóźniają, albo nie przychodzą. Dla lepszego zrozumienia przytoczę fragment Ryszarda Kapuścińskiego „Heban”:
Inaczej pojmują czas miejscowi, Afrykańczycy. Dla nich czas jest kategorią dużo bardziej luźną, otwartą, elastyczną, subiektywną. To człowiek ma wpływ na kształtowanie czasu, na jego przebieg i rytm (oczywiście, człowiek działający za zgodą przodków i bogów). Czas jest nawet czymś, co człowiek może tworzyć, bo np. istnienie czasu wyraża się poprzez wydarzenia, a to, czy wydarzenie ma miejsce czy nie, zależy przecież od człowieka. […] Czas jest istnością bierną, pasywną i przede wszystkim – zależną od człowieka. Całkowita odwrotność myślenia europejskiego. W przełożeniu na sytuacje praktyczne oznacza to, że jeżeli pojedziemy na wieś, gdzie miało po południu odbyć się zebranie, a na miejscu zebrania nie ma nikogo, bezsensowne jest pytanie: „Kiedy będzie zebranie?”. Bo odpowiedź jest z góry wiadoma: „Wtedy, kiedy zbiorą się ludzie”.
Ale wróćmy do wyborów. Kampania wyborcza rodem z ameryki, komitety samochodami i autokarami objeżdżali Kenię wzdłuż i wszerz. Plakaty rozwieszone były niemalże wszędzie, od murów po drzewa i drogi, na których dodatkowo wypisywali farbą imienia kandydatów.
Dzień głosowania przebiegł spokojnie, wręcz nawet za spokojnie, gdyż nikt (bynajmniej nie słyszałem) nie nadużywał klaksonu (to się nazywa cisza wyborcza), co na tutejszych kierowców zachowaniem jest bardzo dziwnym, gdyż normalnie dźwięki klaksonów są wszechobecne – wpisały się w kulturę, nie pełnią tylko funkcji ostrzegawczej, ale i są formą pozdrowienia.
Z rana przy punkcie głosowania ustawiła się kolejka na tyle długa, że jedna z Naszych Sióstr musiała odczekać godzinę na możliwość oddania głosu. Przed lokalem wyborczym nie można było rozmawiać. Wybory ochraniała policja oraz sami obywatele nazwijmy ich Strażą Obywatelską, czyli mieszkańcy zwerbowanymi do pilnowania porządku. Mieli oni za zadanie m.in. odsyłać osoby  które zagłosowały  z targowisk  do domów, aby nie tworzyły się zgromadzenia na ulicy. 
Wybory wygrał Uhuru Kenyatta, zdobywając 50,07% głosów. Nowe prawo i konstytucja nie dopuściły tym razem do rozlewu krwi. W 2007 roku po wyborach doszło do gigantycznych zamieszek w wyniku których zginęło według różnych danych od 1200-1600 osób, a ponad 500 000 ludzi zostało bez dach nad głową, wielu z nich pozostaje bez niego do dnia dzisiejszego.
Drugim ważnym okresem było konklawe, które rozpoczęto się w dniu wspomnienia liturgicznego św. Alojzego Orione. 266 Papieżem został Kardynał Jorge Mario Bergoglio, który jako pierwszy w historii przyjął imię Franciszek. Na zakończenie pragniemy przytoczyć część artykuł, który ukazał się na stronie www.orione.pl:
Przełożony generalny, ks. Flavio Peloso, natychmiast podzielił się radością z wyboru: "mamy nowego Ojca Świętego, a to znaczy wszystko dla naszej wiary: jest Ojcem Kościoła, biskupem Rzymu, jest słodkim Chrystusem na ziemi. Dodatkowy powód radości pochodzi stad, że Papież Franciszek zna i ceni nasze Zgromadzenie, zna księdza Orione i czci go jako świętego".
Widzieliśmy go i wysłuchaliśmy podczas swego pierwszego wystąpienia zaraz po wyborze - kontynuował ks. Flavio: taki jest jego styl: prosty, ludowy, bezpośredni, nie gwiazda, lecz człowiek wiary i modlitwy, który modli się i sprawia, że modli się za Papieża tłum z placu św. Piotra i na świecie, który prosi o ciszę i odmawia wspólnie Ojcze Nasz, Zdrowaś Mario i Chwała, jak czynią prawdziwi chrześcijanie.
Słyszałem kardynała Bergoglio podczas różnych uroczystości w Argentynie - zwierza się Przełożony generalny Małego Dzieła. Współbracia darzyli go zawsze serdecznością i podziwem. Jeśli chce się mieć pojęcie, jaki będzie Papież Franciszek, trzeba cofnąć się do Jana Pawła I: w obyciu skromny i pokorny, o prostej wierze i solidnej doktrynie, charakterze wolnym i mocnym w Panu, żywy szacunek dla osoby ludzkiej i duszpasterska gorliwość wobec ludzi ubogich.
Co do imienia pierwszy raz wybranego przez Papieża, ks. Peloso zauważa: "Imię Franciszek z pewnością wskazuje chęć rozpoczęcia z Kościołem na nowo od prostoty, istoty Ewangelii. Wiele w tych dniach mówiło się o wyzwaniach stojących przed Kościołem, jego odnowie. Również do tego Papieża kierują się słowa: "Idź naprawić mój Kościół". Franciszek, człowiek prosty, nie naprawiał Kościoła hucznymi projektami i rzucającymi się w oczy działaniami, ale świadectwem życia Ewangelią bez wyjaśnień - "sine glossa", w ubóstwie i zaufaniu Opatrzności, szukając istoty miłości i braterstwa.
Ks. Eldo Musso, Argentyńczyk, Radca Generalny, dodaje: "Mogę tylko powiedzieć, że kard. Bergoglio zawsze był bardzo bliski naszej Rodzinie Zakonnej w Argentynie i dobrze nam życzy. Odwiedzał nas wielokrotnie, przede wszystkim Małe Cottolengo w Claypole i nasze parafie Archidiecezji Buenos Aires. Wiele razy przewodniczył Eucharystii w dniu 2 lutego, dniu odnowienia ślubów zakonnych sióstr Orionistek w ich domu prowincjalnym. Wyświęcił niektórych naszych kapłanów i naszego biskupa Uriona... Zawsze był prawdziwym ojcem i duszpasterzem, pokorny, prosty, bliski ludziom, otwarty".

wtorek, 12 marca 2013

Wspomnienie św. Alojzego Orione

Dzisiaj jest szczególne święto dla Rodziny Oriońskiej. W tym dniu wspominamy liturgicznie św. Alojzego Orione, założyciela Naszej rodzinny zakonnej księży (orionistów) i sióstr (orionistek). Ks. Alojzy z pochodzenia był Włochem, ale szczególnie ciepły stosunek żywił do Polski, po mimo faktu iż nigdy u Nas nie był. Zwykł mawiać, że gdyby nie był Włochem, chciałby być Polakiem. Gdy 1 września 1939 roku nazistowskie Niemcy napadły na Polskę, nakazał odprawić w intencji Naszej Ojczyzny nabożeństwo błagalne o ratunek dla Niej. Przy ołtarzu kazał umieścić biało-czerwoną flagę, która po dzisiejszy dzień zdobi ściany jego ubogiego pokoju w Tortonie, gdyż chciał ją mieć przy sobie. Po lewej stronie znajduje się obraz przedstawiający ks. Orione, który znajduje się u Sióstr Sakramentek w Meru (Kenia).
Odwiedziliśmy dzisiaj ks. Dionisio z Chuka, gdzie kierowani przez Opatrzność Bożą zauważyliśmy przy parafialnym kościele zmartwioną kobietę, która opowiedziała nam swoją historię. Jest ona matką dwóch bliźniaczek, które są jednymi z najlepszych uczennic - mają same piątki i szóstki. Matka chciała je posłać do dalszej szkoły, ale okazało się, że zabrakło dla każdej z bliźniaczek po ok. 55 zł do opłaty czesnego za semestr i szkoła nie chciała ich przyjąć. Dostała tylko druczki Ministerialne z prośbą o dofinansowanie, które z uwagi na biurokrację oraz wybory rozpatrywano by dopiero za kilka miesięcy. Opisywana matka urzekła Nas swoim zaangażowaniem i troską o dzieci. Jest to kobieta bardzo prosta, nieznająca angielskiego, która się nie poddała. Nie stać ją było na opłacenie nauki dzieci, więc zbierała pośród rodziny, znajomych, sąsiadów każdy datek, aby móc posłać bliźniaczki do szkoły. I prawie by jej się nie udało, ale Opatrzność Boża w tym szczególnym dniu musiała zadziałać, aby dziewczynki mogły kontynuować naukę. Bliźniaczki zostały włączone w projekt adopcji na odległość. Poszukiwać będziemy dla nich sponsorów, a ten brak w opłacie czesnego pokryliśmy ze środków, które otrzymujemy z darowizn na adopcje bezimienną. Dziękujemy Wszystkim darczyńcom którzy podejmują takową adopcję, to dzięki Wam możemy pomóc w takich nagłych sytuacjach kierując się słowami ks. Orione: czyńcie dobro wszystkim, czyńcie dobro zawsze.
Ksiądz Dionisio jako proboszcz opiekuje się również ośrodkiem dla dzieci niepełnosprawnych znajdującym się na terenie parafii w Chuka. Niestety, nie mogliśmy dziś odwiedzić tych dzieci, których sytuacja nie należny do najlepszych. W ośrodku przebywa 16 dzieci a opiekę całodobową nad nimi sprawuje, tylko 2 opiekunów. Pozostawiliśmy księdzu do przekazania prezent z okazji święta ks. Orione - paczkę żywnościową. Bo chleb jest najcenniejszym darem, którego tak często brakuje ubogim. Ks. Alojzy Orione całe swoje życie poświęcił niesieniu pomocy najuboższym. A my idąc jego śladem, chcemy poświęcić swoje.
Czyńmy Dobro!

poniedziałek, 4 marca 2013

Wieści z Laare


Trzeci tydzień mojego pobytu w Kenii minął nie wiadomo kiedy, a wydarzeń w życiu misyjnym co nie miara. Większość pewnie jest Wam znana z poprzednich wpisów na blogu założonym przez Klaudię i Monikę, ja pokrótce postaram się streścić coś nowego, czego jeszcze nie było:)
W sobotę 23 lutego pożegnaliśmy delegację Fundacji Księdza Orione Czyńmy Dobro, która po dwóch tygodniach pobytu w Kenii powróciła do Polski. Te dwa tygodnie były szalone, grafik napięty był maksymalnie, ale dzięki temu mogliśmy ujrzeć chociaż niewielki skrawek z życia mieszkańców tego pięknego kraju. Wszyscy wyjechali z nadzieją na powrót a więc czekamy na Was.

Niedziela była szczególna. Siostra Alicja obchodziła w tym dniu swoje 36. urodziny, więc razem z Klaudią przygotowaliśmy kilka atrakcji. Zaczęło się od kina IMAX w Nairobi. Siostra bardzo dawno temu była ostatni raz w kinie, toteż przeżycia po obejrzeniu Les Miserables były pozytywne. Następnie udaliśmy się do Bazyliki na Mszę Świętą, po której skierowaliśmy się do parku podkarmić małpki, jest to ulubione zajęcie relaksujące Naszej ukochanej siostry Alicji. Jak wróciliśmy do Domu Formacyjnego, czekały na Nas przygotowane przez wspólnotę sióstr oraz nowicjuszek występy, śpiewy i tańce, które Kenijczycy mają we krwi.
W poniedziałek pożegnaliśmy Klaudię, która opuściła Nas na dwa tygodnie i wyjechała do Zambii. Jak wróci to pewnie zda nam relację z kilkudniowej podróży autobusem, oraz pobytu w ośrodku gdzie powierzono jej opiekę nad dziećmi autystycznymi oraz z ADHD.
Tego samego dnia wracaliśmy z Nairobi do Laare. Do Meru podwiózł nas ks. Dionizio, stamtąd odebrali Nas dwaj zaprzyjaźnieni księża z Amungenti. Rozdzieliliśmy się z siostrą na dwa auta. Wracaliśmy po 19, wiec jest już zapadał zmrok, mimo tego ludzi na ulicy nie ubywało. W pewnym momencie przed samochód w którym jechała s. Alicja wyskoczyło dziecko, które uderzyło w bok pojazdu i upadło. Dodam, że samochód nie jechał z dużą prędkością, ponieważ chwile wcześniej przejechał przez próg zwalniający. Ksiądz kierujący autem natychmiast zatrzymał się. W ciągu może 5 sekund zostali obtoczeni do tego stopnia przez ludzi którzy widzieli te zajście, że nie było już możliwości nawet zjechania na pobocze. Zgromadzeni uderzali pięściami w samochód, krzyczeli, spisywali tablice i dzwonili. Wyglądało to jak by za chwilę mieli wykonać lincz (bywały przypadki, że bez dochodzenia czyja to wina podpala się samochód). Na szczęście w tym przypadku nic takiego się nie wydarzyło. Chłopca zabraliśmy do szpitala. Badanie lekarskie nic nie wykazało, wszystko było w porządku. Odetchnęliśmy z ulgą i odwieźmy go do domu. I tak zakończył się Nasz poniedziałkowy powrót do domu.
Tydzień w Laare upłynął pod znakiem robienia i wysyłania aktualnych zdjęć dla darczyńców, sprawdzaniem stanu mundurków u dzieci, dopinaniem szczegółów związanych z utworzeniem szwalni, no i śledztwem przeprowadzonym przez s. Alicję. Na posesji za nowo powstającą szwalnią leżały rury będące pozostałością po dawnej piekarni, które siostra chciała wykorzystać do zrobienia wędzarni. Niestety, nie wiadomo kto i kiedy ukradł te rury z terenu ogrodzonego trzymetrowym płotem. Śledztwo trwa nadal a efektów jak na razie brak. Ktoś zna numer telefonu do Sherlocka Holmesa? Może on pomógłby rozwiązać tę zagadkę?
Podczas jednej ze wspólnych kolacji nawinęła się dyskusja dotycząca kolorów skóry. W trakcie rozmowy wysnuto wniosek, że w Kenii są osoby, które mają karnację czarną, brązową no i czekoladową. Niespełna dzień później wniosek o karnacji czekoladowej znalazł poparcie w fakcie. W jeden z paczek od darczyńców, którą otrzymał pewien chłopczyk, znajdowała się mała tabliczka czekolady. Warto nadmienić, iż chłopiec przyszedł razem z babcią po odbiór prezentu od darczyńców. Babcia była zaradna, zaraz po otrzymaniu paczki postanowiła nie czekać i wykorzystać polskie podarunki. Wzięła chłopczyka, dała mu czekoladę i myśląc, że to mydło kazała mu umyć się przy misji. Babcia była zaskoczona, że mydełko się nie pieni – widać była to zwykła czekolada, a nie bąbelkowa:) Całe zdarzenie zaobserwowała jedna ze sióstr, która wyjaśniła babci, że czekoladę się spożywa i nie służy ona do mycia. Większość dzieci w Laare nie wie co to czekolada, nigdy jej nie jadło lub też nie lubi tego smaku. Wiadomo: inna kultura, inne smaki.
A tak na marginesie, czy wiecie jak wygląda kino w Kenii? Jest prawie jak w Polsce, no właśnie prawie robi zasadniczą różnicę. Ale to historia na następny raz...

sobota, 2 marca 2013

Studnia dla Laare

Woda to życie a studnia to nasze marzenie - mówi Siostra Alicja Kaszczuk nasza polska misjonarka pracująca w misji Laare w Kenii. Ja osobiście bardzo nieśmiało marzyłam o studni, bo zdawałam sobie sprawę jak kosztowne jest to przedsięwzięcie. Jednak codzienne spotkania z ludźmi cierpiącymi z powodu braku wody pozwoliłyby te moje marzenia dojrzały i nabrały realnych kształtów. Z pomocą przyszła Opatrzność Boża, która nigdy jeszcze nie zostawiła nas w potrzebie.
Pierwsza nieśmiała myśl o studni pojawiła się w 2011 roku podczas wizyty włoskich wolontariuszy, którzy po dwóch godzinach dowożenia wody do misji w 20 litrowych kanistrach postanowili coś z tym zrobić. Udało im się nawiązać kontakt z włoską organizacja Need You Onlus, która wspiera niejeden orioński projekt w wielu krajach. Okazało się, że podejmą się oni zadania zebrania części środków na wiercenia i na dobry początek pomogli nam opłacić fachowców, którzy poprzez specjalne pomiary oznajmili nam, ze owszem mamy wodę, ale dosyć głęboko 280 metrów pod ziemia, no i ze ta ziemia to ziemia wulkaniczna, która w zasadzie jest ogromnie trudna przy budowie studni i nawiertach. Później mieliśmy trochę bałaganu z dokumentami własności i pozwoleniami na studnie, ale na wszystko udało się znaleźć rozwiązanie. Wydawało nam się, ze teraz to już będzie z górki, niestety to był dopiero początek schodów.
Ogromną opatrznościową pomocą było dla nas finansowe wsparcie Caritas Archidiecezji Gdańskiej, która w sumie pokryła całość planowanych kosztów wiercenia. Choć to dopiero polowa projektu i kosztów z tym związanych ta decyzja dodała nam skrzydeł, bo sen o studni stawał się powoli realnym wydarzeniem i ogromna radością dla mieszkańców wioski.
Pierwsza ekipa zjechała nam tutaj w lipcu ubiegłego roku. Ależ to była radość!!! Ludzie z wioski gromadzili się wokół miejsca wiercenia i z radością i nadzieja komentowali każdy ruch pracowników. Niestety po dwóch dniach prace stanęły z powodu uszkodzenia wiertła. Zapowiadane problemy z powodu wulkanicznego podłoża dały się nam we znaki na głębokości 85 metrów. Nie było możliwości, by wiercić dalej i niestety właściciel firmy wycofał się z projektu a my zaczęliśmy szukać nowego kontrahenta. Po wielu staraniach, problemach i dniach nerwowego oczekiwania zjechała nam nowa firma i rozpoczęła prace wiertnicze zaczynając od zera, gdyż w pierwszym nawiercie na głębokości 85 metrów pozostały szczątki wiertła, których nie dało się usunąć a tym samym niemożliwe okazało się kontynuowanie wierceń. I znów ta sama dramatyczna historia, podłoże, na jakim znajduje się misja jest nie do przebicia z powodu, jakości skały. Po dwóch dniach otrzymałam telefon od nadzoru wiertniczego, ze firma wycofuje się, bo nie chce ryzykować uszkodzeniem maszyn wiertniczych.

Poprosiłam tylko o sprawozdanie spisane przez fachowców z wytłumaczeniem gdzie jest problem i co należy w takiej sytuacji zrobić, stad przed wyjazdem otrzymałam dokument, w którym wytłumaczono nam, że wulkaniczne podłoże charakteryzuje się tym, że woda, która potrzebna jest do wypchania pod ciśnieniem kruszcu z wiercenia nie zatrzymuje się na poziomie wierceń tylko natychmiast absorbowana jest w głąb podłoża i w ten sposób uniemożliwia dalsze wiercenie. Dodatkowo w tym rodzaju skały wulkanicznej spotykamy podziemne kanały, które pochłaniają hektolitry wody. Cała wioska była tak zdeterminowana i pełna nadziei, ze na dwa dni zamknięto w Laare dostęp do wody, by wszystkie jej zapasy skierować do studni, jednak po wielu godzinach wlewania jej w kanał wiertniczy pozostawaliśmy zawsze w punkcie wyjścia, czyli bez kropli wody, która umożliwiłaby nam usunięcia skruszonej skały z dna kanału.
Dodatkowo bez wody skruszona skala na moment po wyjęciu wiertła zasypuje wywiercony kanał i uniemożliwia wstawienie zabezpieczeń, stad prace posuwają się ogromnie wolno. Kolejna firma wyjechała po dwóch dniach a my zostaliśmy z problemem. Dyrektor firmy, z która podpisaliśmy kontrakt i geodeta tejże firmy nie tracą nadziei i podtrzymują nas na duchu, szukają rozwiązania i chcą dokończyć rozpoczęty projekt. Wiara i nadzieja ludzi z wioski, dla których ta studnia jest szansa na lepsze życie dodają sił również mi i sprawiają, ze ciągle ufam, ze nam się uda. W chwili obecnej poszukujemy maszyn, które w tym samym momencie są w stanie wiercić i zabezpieczać kanał wiercenia. Prawdopodobnie trzeba będzie sprowadzić ten sprzęt z Tanzanii. Z tego powodu też wzrastają planowane koszty wiercenia i wszelkie kosztorysy i projekty są już nieaktualne. Początkowo zaplanowany koszt wiercenia nie przekraczał 20 tys. euro w chwili obecnej po wstępnych rozmowach z firma wiemy, ze na pewno wzrośnie o jakieś 5000 euro. Dla nas są to niewyobrażalnie duże pieniądze. Całość wiercenia pokryta została przez ludzi dobrej woli, którzy wsparli projekt poprzez Caritas Gdańsk w obecnej jednak chwili szukam środków na dokończenie projektu.

Kochani zwracam się z prośba do was, do wszystkich darczyńców i dobrodziejów naszej misji, którzy towarzyszą nam już od lat wspierając wszystkie nasze projekty i plany w Laare. Proszę o pomoc w dokończeniu wiercenia studni, każda kwota nawet najmniejsza jest tu bardzo cennym darem. Potrzebujemy 5000 euro by cieszyć się wodą dającą życie. Potrzebujemy wsparcia finansowego i wsparcia modlitwą, by realizacja tego projektu pomimo cierpienia i trudności zakończyła się sukcesem.
Pieniądze na ten cel będziemy zbierać poprzez wspierające nas organizacje: Diakonię misyjną, gdzie projekt studni już istnieje i Fundację Księdza Orione Czyńmy Dobro, która uruchamia dla nas projekt od 01 03 2013 r. W obecnej sytuacji jest to najbardziej nagląca i konieczna inwestycja w misji. Dlatego raz jeszcze proszę o wsparcie i z góry dziękuje za okazane zrozumienie i pomoc. Ufam, że się uda, ufam, że w Laare będziemy mieli dostęp do świeżej czystej wody i że nie zabraknie jej już nigdy nikomu. Raz jeszcze dziękuje i pozostaje z darem modlitwy i wdzięcznością wobec każdego, komu nie jest obojętny los najuboższych z ubogich.
s. M. Alicja Kaszczuk MMM

czwartek, 28 lutego 2013

Szwalnia w Laare

W budynku, gdzie dotychczas mieściła się piekarnia, Siostra Alicja w porozumieniu z Radą Generalną Sióstr Orionistek i miejscowym Proboszczem, planuje utworzyć w najbliższym czasie zakład krawiecko- tkacki. Piekarnię wybudowali włoscy wolontariusze i przez 4 lata sprawnie funkcjonowała. Cały dochód z piekarni przeznaczano na dożywianie najuboższych rodzin z wioski, oraz cykliczne comiesięczne wsparcie dla mieszkańców Sawanny poprzez dostarczanie im pieczywa. Obecnie piekarnia pozostaje nieczynna ze względu na problem z wodą.
W Laare przez 3 m-ce w roku brakuje wody, wówczas przynosi się ją w zbiornikach z odległych ujęć. Zaś dla prawidłowego funkcjonowania piekarni woda musi być cały czas dostępna, aby zachować odpowiednie warunki sanitarne. Dlatego też w 2010 roku zapadła decyzja o zamknięciu piekarni. Budynek jest w dobrym stanie i można go wykorzystać do innych celów, dlatego też siostra Alicja pomyślała o utworzeniu zakładu krawieckiego. Powstał więc projekt, który z jednej strony zapewniałby wsparcie dla misji, a jednocześnie byłby wsparciem dla lokalnej ludności poprzez utworzenie miejsc pracy. Obecnie Siostra wydaje ok.2 tyś euro rocznie na mundurki i sweterki dla 600 dzieci, a dzięki szwalni można te mundurki szyć we własnym zakresie.

Na początek Siostry Orionistki oddały wspólnotową maszynę na potrzeby projektu, zaś do tkania sweterków szkolnych, jedna z mieszkanek użyczyła tymczasowo swojej maszyny. Najpilniejszą potrzebą na dzień dzisiejszy jest pozyskanie środków na zakup maszyn krawieckich i tkackich, oraz zakup wyposażenia (szafy, stoły, narzędzia krawieckie). Maszyny są dostępne na miejscu, koszt nowej maszyny krawieckiej wynosi w zależności od jakości od 200 do 500 euro, zaś koszt maszyny tkackiej wynosi 600 euro.
Podobnie jak w przypadku piekarni, cały dochód z zakładu krawiecko-tkackiego zostanie przeznaczony na pomoc najuboższym i jednocześnie przyczyni się do obniżenia kosztów ponoszonych przez misję na zakup mundurków i sweterków szkolnych, które bardzo szybko się niszczą, a co za tym idzie wymagają częstej wymiany.
Zakład jest wielką szansą dla misji w Laare, dlatego tez gorąco zachęcamy Państwa do wsparcia tego projektu za pośrednictwem Fundacji Księdza Orione Czyńmy Dobro.

Zobacz filmik o projekcie>>>

środa, 27 lutego 2013

Pomoc dla Sióstr


Fundacja Dom na Skale objęła pomocą Siostry Orionistki z Kenii. Za ich pośrednictwem udało się zebrać środki pieniężne, które przeznaczone zostały na rzecz formacji nowicjuszek, odbywających swoją formację w Nairobi, w tym między innymi na zakup dla nich ubiorów, trzydniowe rekolekcje przed wstąpieniem do nowicjatu oraz pokrycie kosztów związanych z formacją zakonną i zawodową 6 Sióstr nowicjuszek.





Darowizny na ten cel można przekazywać na konto:
Fundacji Dom na Skale
Czmoniec 17, 62-035 Kórnik
Nr konta 28 9048 0007 2001 0000 5252 0001
z dopiskiem : "Misja w Kenii"
Więcej informacji dostępnych jest na stronie: www.domnaskale.org.pl

Dziękujemy.


sobota, 23 lutego 2013

Nairobi


W czwartek zakończyliśmy swój pobyt w Centrum AINA, udaliśmy się do Nairobi, gdzie zatrzymamy się w Domu Formacyjnym Sióstr Orionistek. Po drodze do Nairobi odwiedziliśmy Centrum Księdza Orione w Kaburugi.
Początkowo adopcję na odległość dzieci z Kaburugi prowadziło Zgromadzenie Zakonne Księży Orionistów, z chwilą powołania Fundacji Księdza Orione Czyńmy Dobro przekazano jej objęcie pomocą dzieci z Kaburugi. W placówce księży oronistów przebywają dzieci dotknięte chorobami wykluczającymi ich ze społeczeństwa z uwagi na brak zrozumienia oraz wiedzy o przypadłości dzieci przez najbliższą społeczność. Spotkaliśmy tam wiele znajomych ze zdjęć twarzy, niektórzy z pracowników Centrum to pierwsze dzieci objęte projektem adopcji.
Tego samego dnia w Nairobi zaszliśmy na targowisko afrykańskie, gdzie można nabyć wszelakiego rodzaju pamiątki. Jak wygląda takie targowisko? Prawie jak połączenie naszego tradycyjnego rynku i wrzawy panującej na giełdzie. Nie ma metek z cenami, ale jest ustna mówiona przez sprzedającego – pole do popisu mają osoby z zamiłowaniem negocjacyjnym, ponieważ cenę praktycznie zawsze można zbić o co najmniej połowę, jak nie więcej. Każdy rozłożony z gadżetami woła do siebie, ciągnie Cię za rękę, pokazuje Ci tak aby zachęcić do kupna.
Piątkową pożegnalną atrakcją dla powracających do Polski było odwiedzenie parku z żyrafami, które można samemu karmić specjalnymi granulkami. Po nich udaliśmy się na mszę świętą do Bazyliki pod wezwaniem Świętej Rodziny. Pomimo godzin południowych w Bazylice nie brakowało licznie zgromadzonych wiernych. Wielu z nich to nowo nawróceni na drogę Chrześcijaństwa, po mimo trudnego dla nich czasu zamachów na kościół katolicki. Ostatni dzień w Kenii został zakończony wspólną drogą krzyżową.

czwartek, 21 lutego 2013

Odwiedziny u Sakramentek i w AINA

Ks. Januszowi, Eli oraz Andrzejowi powoli dobiegł końca pobyt w Laare, czas im kierować się do Nairobi na sobotni samolot do Polski. Pierwszym przystankiem jaki wspólnie odwiedziliśmy we wtorek były Siostry Sakramentki, które przebywają w Meru.
Siostry Sakramentki tworzą w Zgromadzeniu Zakonnym Sióstr Małych Misjonarek Miłosierdzia wspólnoty kontemplacyjne poświęcone modlitwie, oraz adoracji Najświętszego Sakramentu. Siostry obejmują modlitwą m.in. darczyńców wspierających projekty pomocy dzieciom z Afryki jak i nadesłane intencje. Niestety w regionie gdzie się znajdują nie są popularne intencje mieszkańców dla księży czy też sióstr. Bardzo często kapłani nie otrzymują nawet jednej intencji w ciągu całego miesiąca. Dlatego tak ważna dla przetrwania Sakramentek w tym regionie jest Nasza pomoc. (więcej o pomocy dla Sakramentek oraz możliwości złożenia intencji)
Drugim przystankiem jest AINA Children's Home w Nchiru. W którym zostaniemy do Czwartku. Ośrodek ten został otwarty w 2010 roku, jest przeznaczony dla dzieci chorujących na AIDS, w szczególności dla sierot. Dzieci otrzymują tutaj edukację, wyżywienie oraz potrzebne leczenie farmakologiczne, jak i pomoc psychologiczną. W niedługim czasie Fundacja Księdza Orione Czyńmy Dobro planuje objęcie projektem adopcji na odległość dzieci z Centrum AINA.

niedziela, 17 lutego 2013

Niedzielny piknik


Odwiedziliśmy z rana kościół św. Alojego Orione w Laare, który wznoszony jest jako podziękowanie za obecność i niesioną pomoc przez siostry Orionistki dla najuboższych tego regionu. Miejscowe społeczeństwo jest bardzo wdzięczne Wszystkim Darczyńcom, którzy bezinteresownie pomagają im, pomimo dzielącej odległości i różnic kulturowych.
Przedpołudniem rozpoczął się szkolny piknik na który przyszły Nasze ukochane dzieci. Wszystkie pociechy od Wspólnoty Sióstr otrzymały różaniec, aby mogły rozwijać i umacniać swoją wiarę, Fundacja podarowała im słodycze i piłki ufundowane przez PoloMarket, nie zabrakło również prezentów od darczyńców Diakonii Misyjnej Ruchu Światło-Życie.

W trakcie dnia odbyły się rozgrywki piłki nożnej i siatkowej, za które odpowiadał Andrzej. Siostry oraz osoby zaangażowane w funkcjonowanie misji przygotowały smaczny oraz pożywny posiłek. Często dzieci przychodzą specjalnie na misję, a niekiedy nawet i do szkoły tylko dla tego, że otrzymają jedzenie, którego brakuje w ich rodzinnym domu.  
Miłym zakończeniem dnia dla Nas było pożegnanie przygotowane przez dzieci. Nie zabrakło wierszyków, śpiewów i tańców w które Nas zaangażowali. Ten dzień zostanie w Naszej pamięci na zawsze.

Ks. Dionizio i Mitunguu


W piątek odwiedziliśmy Naszego Przyjaciela ks. Dionisio Mutea, który razem z s. Alicją przyjechał do  Polski w 2010 roku. Ks. Dionisio od początku lutego przebywa w  Chuka, gdzie został Proboszczem. Aktualnie zaangażował się w przywrócenie do funkcjonowania szkoły przy Parafii, w której uczy się  obecnie tylko 29 uczniów, od klas najmłodszych po politechnikę (nasza szkoła zawodowa).

Szkoła ma możliwość kształcenia 400 uczniów, niestety placówka edukacyjna w wyniku złego zarządzania została zadłużona oraz zamknięta na 1,5 roku. W  przyszłości planujemy objąć przez projekt „Wirigiro Project” dzieci uczęszczającej do niej, które pochodzą z najuboższych rodzin. Ks. Dionisio przekazał Nam milą wiadomość, w planach ma odwiedzenie polskich przyjaciół, a jego marzeniem jest wzięcie udziału w pielgrzymce.

Następnie udaliśmy się do Mitunguu gdzie mieści się sierociniec oraz szkoła, w którym aktualnie przebywa Monika.
Po drodze zobaczyliśmy jak rośnie kawa, czy ktoś wie jak wyglądają młode nasiona kawy?