środa, 25 lipca 2012

Nairobi

Mungu akubariki!

Od niedzieli do wtorku byłyśmy w stolicy. Podróż tym razem odbyłyśmy jadąc w obie strony matatu. To  tani środek transportu, którym podróżują ludzie ubodzy. Na trasach dalekobieżnych podróż - o ile za kierownicą nie siedzi jakiś niezrównoważony kierowca, notorycznie łamiący prawo ruchu drogowego - bywa dość komfortowa. Wszak na jednym siedzeniu - siedzi tylko jeden pasażer, a samochód praktycznie nie zatrzymuje się na przystankach nim dotrze do celu. To jednak także zależy od kierowcy! Ciekawe - choć czasem oczywiście uciążliwe - jest to, że tutaj praktycznie nie ma rozkładów jazdy. Matatu odjeżdża wtedy, kiedy jest w nim przynajmniej komplet pasażerów. Na trasach krótszych, np. takich jak z Laare do Meru (ok. 60 km.) - ilość podróżujących znacznie przekracza wszelkie dozwolone normy. Podróżuje się też powszechnie z żywym inwentarzem ;-) A kierowcy jeżdżą często bardzo brawurowo!

W stolicy mogłyśmy znów przyjrzeć się skrajnie zróżnicowanej rzeczywistości. Zdjęć jednak zbyt wielu nie udało nam się zrobić, wszak nie zawsze jest nawet ku temu sposobność.

Na bazarze u Somalijczyków

To, co zadziwia i fascynuje to to, że wielu wyznawców innych religii chętnie głosiło nam swoją naukę - na stoiskach, w autobusach, na ulicy... Często też można spotkać ludzi nauczających na miejskich placach i skwerach. Niemal wszyscy na bazarze zwracali się do nas, jako do sióstr, nawet jeśli byli wyznawcami zupełnie innych religii. No i wielką sztuką (którą S.M. Alicja opanowała po prostu perfekcyjnie) jest targowanie się ze sprzedającymi! 

I to by było wszystko na temat naszego wyjazdu do Nairobi, w kolejce bowiem czeka bardzo wiele zdjęć i wrażeń z dnia dzisiejszego..., ale o tym nieco później!

Dziękujemy Bożej Opatrzności za wszystko, co nam daje i czym pozwala nam dzielić się z innymi - przede wszystkim za pośrednictwem naszych DOBRODZIEJÓW i RODZICÓW ADOPCYJNYCH naszych Dzieci!!! Deo gratias za każdą i każdego z WAS!!!

Pozdrawiam w Panu
- S.M. Amabilis ze Współsiostrami i Dziećmi z Laare


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza