środa, 27 lutego 2013

Pomoc dla Sióstr


Fundacja Dom na Skale objęła pomocą Siostry Orionistki z Kenii. Za ich pośrednictwem udało się zebrać środki pieniężne, które przeznaczone zostały na rzecz formacji nowicjuszek, odbywających swoją formację w Nairobi, w tym między innymi na zakup dla nich ubiorów, trzydniowe rekolekcje przed wstąpieniem do nowicjatu oraz pokrycie kosztów związanych z formacją zakonną i zawodową 6 Sióstr nowicjuszek.





Darowizny na ten cel można przekazywać na konto:
Fundacji Dom na Skale
Czmoniec 17, 62-035 Kórnik
Nr konta 28 9048 0007 2001 0000 5252 0001
z dopiskiem : "Misja w Kenii"
Więcej informacji dostępnych jest na stronie: www.domnaskale.org.pl

Dziękujemy.


sobota, 23 lutego 2013

Nairobi


W czwartek zakończyliśmy swój pobyt w Centrum AINA, udaliśmy się do Nairobi, gdzie zatrzymamy się w Domu Formacyjnym Sióstr Orionistek. Po drodze do Nairobi odwiedziliśmy Centrum Księdza Orione w Kaburugi.
Początkowo adopcję na odległość dzieci z Kaburugi prowadziło Zgromadzenie Zakonne Księży Orionistów, z chwilą powołania Fundacji Księdza Orione Czyńmy Dobro przekazano jej objęcie pomocą dzieci z Kaburugi. W placówce księży oronistów przebywają dzieci dotknięte chorobami wykluczającymi ich ze społeczeństwa z uwagi na brak zrozumienia oraz wiedzy o przypadłości dzieci przez najbliższą społeczność. Spotkaliśmy tam wiele znajomych ze zdjęć twarzy, niektórzy z pracowników Centrum to pierwsze dzieci objęte projektem adopcji.
Tego samego dnia w Nairobi zaszliśmy na targowisko afrykańskie, gdzie można nabyć wszelakiego rodzaju pamiątki. Jak wygląda takie targowisko? Prawie jak połączenie naszego tradycyjnego rynku i wrzawy panującej na giełdzie. Nie ma metek z cenami, ale jest ustna mówiona przez sprzedającego – pole do popisu mają osoby z zamiłowaniem negocjacyjnym, ponieważ cenę praktycznie zawsze można zbić o co najmniej połowę, jak nie więcej. Każdy rozłożony z gadżetami woła do siebie, ciągnie Cię za rękę, pokazuje Ci tak aby zachęcić do kupna.
Piątkową pożegnalną atrakcją dla powracających do Polski było odwiedzenie parku z żyrafami, które można samemu karmić specjalnymi granulkami. Po nich udaliśmy się na mszę świętą do Bazyliki pod wezwaniem Świętej Rodziny. Pomimo godzin południowych w Bazylice nie brakowało licznie zgromadzonych wiernych. Wielu z nich to nowo nawróceni na drogę Chrześcijaństwa, po mimo trudnego dla nich czasu zamachów na kościół katolicki. Ostatni dzień w Kenii został zakończony wspólną drogą krzyżową.

czwartek, 21 lutego 2013

Odwiedziny u Sakramentek i w AINA

Ks. Januszowi, Eli oraz Andrzejowi powoli dobiegł końca pobyt w Laare, czas im kierować się do Nairobi na sobotni samolot do Polski. Pierwszym przystankiem jaki wspólnie odwiedziliśmy we wtorek były Siostry Sakramentki, które przebywają w Meru.
Siostry Sakramentki tworzą w Zgromadzeniu Zakonnym Sióstr Małych Misjonarek Miłosierdzia wspólnoty kontemplacyjne poświęcone modlitwie, oraz adoracji Najświętszego Sakramentu. Siostry obejmują modlitwą m.in. darczyńców wspierających projekty pomocy dzieciom z Afryki jak i nadesłane intencje. Niestety w regionie gdzie się znajdują nie są popularne intencje mieszkańców dla księży czy też sióstr. Bardzo często kapłani nie otrzymują nawet jednej intencji w ciągu całego miesiąca. Dlatego tak ważna dla przetrwania Sakramentek w tym regionie jest Nasza pomoc. (więcej o pomocy dla Sakramentek oraz możliwości złożenia intencji)
Drugim przystankiem jest AINA Children's Home w Nchiru. W którym zostaniemy do Czwartku. Ośrodek ten został otwarty w 2010 roku, jest przeznaczony dla dzieci chorujących na AIDS, w szczególności dla sierot. Dzieci otrzymują tutaj edukację, wyżywienie oraz potrzebne leczenie farmakologiczne, jak i pomoc psychologiczną. W niedługim czasie Fundacja Księdza Orione Czyńmy Dobro planuje objęcie projektem adopcji na odległość dzieci z Centrum AINA.

niedziela, 17 lutego 2013

Niedzielny piknik


Odwiedziliśmy z rana kościół św. Alojego Orione w Laare, który wznoszony jest jako podziękowanie za obecność i niesioną pomoc przez siostry Orionistki dla najuboższych tego regionu. Miejscowe społeczeństwo jest bardzo wdzięczne Wszystkim Darczyńcom, którzy bezinteresownie pomagają im, pomimo dzielącej odległości i różnic kulturowych.
Przedpołudniem rozpoczął się szkolny piknik na który przyszły Nasze ukochane dzieci. Wszystkie pociechy od Wspólnoty Sióstr otrzymały różaniec, aby mogły rozwijać i umacniać swoją wiarę, Fundacja podarowała im słodycze i piłki ufundowane przez PoloMarket, nie zabrakło również prezentów od darczyńców Diakonii Misyjnej Ruchu Światło-Życie.

W trakcie dnia odbyły się rozgrywki piłki nożnej i siatkowej, za które odpowiadał Andrzej. Siostry oraz osoby zaangażowane w funkcjonowanie misji przygotowały smaczny oraz pożywny posiłek. Często dzieci przychodzą specjalnie na misję, a niekiedy nawet i do szkoły tylko dla tego, że otrzymają jedzenie, którego brakuje w ich rodzinnym domu.  
Miłym zakończeniem dnia dla Nas było pożegnanie przygotowane przez dzieci. Nie zabrakło wierszyków, śpiewów i tańców w które Nas zaangażowali. Ten dzień zostanie w Naszej pamięci na zawsze.

Ks. Dionizio i Mitunguu


W piątek odwiedziliśmy Naszego Przyjaciela ks. Dionisio Mutea, który razem z s. Alicją przyjechał do  Polski w 2010 roku. Ks. Dionisio od początku lutego przebywa w  Chuka, gdzie został Proboszczem. Aktualnie zaangażował się w przywrócenie do funkcjonowania szkoły przy Parafii, w której uczy się  obecnie tylko 29 uczniów, od klas najmłodszych po politechnikę (nasza szkoła zawodowa).

Szkoła ma możliwość kształcenia 400 uczniów, niestety placówka edukacyjna w wyniku złego zarządzania została zadłużona oraz zamknięta na 1,5 roku. W  przyszłości planujemy objąć przez projekt „Wirigiro Project” dzieci uczęszczającej do niej, które pochodzą z najuboższych rodzin. Ks. Dionisio przekazał Nam milą wiadomość, w planach ma odwiedzenie polskich przyjaciół, a jego marzeniem jest wzięcie udziału w pielgrzymce.

Następnie udaliśmy się do Mitunguu gdzie mieści się sierociniec oraz szkoła, w którym aktualnie przebywa Monika.
Po drodze zobaczyliśmy jak rośnie kawa, czy ktoś wie jak wyglądają młode nasiona kawy?

piątek, 15 lutego 2013

Wizyta na sawannie

Razem z siostrą Alicją odwiedziliśmy w czwartek szkolę na sawannie, w której objętych adopcją na odległość przez Diakonię Misyjną Ruchu Światło-Życie jest 40 dzieci ze 100 uczących się w tej placówce. 
Dojeżdżaliśmy do tej szkoły piaszczysto-kamienistą drogą wiodącą ok. 20 km. Im dalej jechaliśmy, tym droga się bardziej zwężała, a po skręcaniu do szkoły droga całkowicie się zatarła. Tak samo było z domami. Przy drogach asfaltowych znajdują się budynki murowane, gdzie frontowa fasada budynku jest swoistą reklamą. Z czasem jazdy takich budynków było mniej, zastępowały je zwykłe drewniane domy, a sprzedawcy mieli wyłożony towar na ziemi zewnątrz jego.
Po dojechaniu na miejsce Naszym oczom ujawnił się przerażający widok, jedna z dziewczynek nieopodal szkoły nagle straciła przytomność. Chwilę później dostała ataku epilepsji, pomocy zdążyli jej udzielić mieszkańcy. Najbliższą pomocą medyczną jaką mogą otrzymać mieszkańcy sawanny jest ambulatorium oddalone kilkadziesiąt kilometrów stąd a największym problemem jest brak transportu medycznego. Mieszkańcy muszą liczyć na siebie, oraz na życzliwość innych.
Szkoła na sawannie jest publiczna, warunki w szkole są gorsze niż w Laare. Brak w budynku okien i podłogi. Starsza część szkoły nie jest murowana, a lepiona ze mieszanki ziemi, wody i krowiego łajna.
Wiele dzieci, nawet najmłodszych z przedszkola nie miało obuwia, chodzą boso. Często pokonując kilkanaście kilometrów do szkoły. 
Dzieci otrzymały od Nas chleb, napoje, lizaki, przybory szkolne oraz piłki do siatkówki, które sprawiły im największą radość. Nasze kenijskie dzieci po prostu kochają sport:)
Tutejsi mieszkańcy maja problemy z wodą. Czerpią ją z zanieczyszczonego ujęcia rzeki. Problemem jest również pora suszy, która zmienia diametralnie obraz sawanny z zielonej na pomarańczowo-żółty, uniemożliwiając hodowanie plonów i zwiększając problem głodu w tym regionie.
W drodze powrotnej odwiedziliśmy również część zaadoptowanych dzieci z Amungenti przekazując im prezenty przesłane przez darczyńców.

czwartek, 14 lutego 2013

Środa Popielcowa w Laare


Była to Nasza pierwsza taka Środa Popielcowa w życiu. Udaliśmy się razem z dziećmi oraz gronem pedagogicznym Naszej szkoły do kościoła aby wspólnie przeżyć rozpoczęcie okresu Wielkiego Postu. Nie było znanego nam posypania głowy popiołem, lecz naznaczeniem przez kapłana czoła wiernego znakiem krzyża popiołem z dodatkiem wody.
Ks. Janusz wraz z Andrzejem dokończyli montowanie kosza do gry. Sam fakt ujrzenia możliwości gry w koszykówkę wywołał u dzieci niesamowite zainteresowanie. Dzieci od malucha po starszego chciały spróbować rzucić. Pierwszego kosza zliczył ks. Janusz.
Na zakończenie dania razem ze wspólnotą Sióstr uczestniczyliśmy w Adoracji Najświętszego Sakramentu.
Wraz z rozpoczęciem Wielkiego Postu wystartowała akcja „LIZAK” prowadzona przez s. Amabilis. Więcej informacji o Akcji dostępnych jest na stronie Fundacji (www.czynmydobro.pl) oraz na facebookowym profilu (www.facebook.com).

środa, 13 lutego 2013

Wtorek w Laare


Wtorkowy poranek rozpoczęliśmy wspólną mszą w intencji darczyńców, wolontariuszy i przyjaciół Fundacji Księdza Orione Czyńmy Dobro.
Po śniadaniu udaliśmy się odwiedzić jedyne źródło wody pitnej w Laare. Mieszkańcy wioski zmuszeni są wchodzić na górę po wodę, wynika to z faktu uszkodzenia zbiorników na dole w wiosce. W planach jest odbudowa sieci wodnej, niestety na razie nie ma takiej możliwości. Często Nasze dzieci wchodzą i znoszą wodę z samego rana przed rozpoczęciem szkoły, albo wieczorem. Najgorszy jest moment suszy, wtedy woda płynie powoli, wręcz kapie. Tworzą się kolejki sięgające samego początku wzniesienia.

W drodze do miejscowego ujęcia wody spotkaliśmy biegających bez butów, w zniszczonych brudnych ubraniach dzieci ulicy, które wcześniej już uczęszczały na misję, ale zrezygnowały. Pochodzą one z patologicznych rodzin. Bywa, że nowe żony ojców wyrzucają ich na ulicę, pocieszenie znajdują wtedy w narkotykach. Każdy z nich ma skrytą za ubraniem, lub wciśniętą w spodnie butelkę z klejem butaprenem, którym się narkotyzują.

Zaalarmowani złą sytuacją bytową najlepiej uczącego się rodzeństwa uczęszczającego do Naszej szkoły, wieczorem pojechaliśmy do sąsiedniej wioski.  Naszym oczom ujawnił się przerażający widok domu (o ile można go tak nazwać). Matka razem z dziećmi została wyrzucona z niego, do którego nie mają prawa. Chwilowo znaleźli zamieszkanie w mieszkaniu, za które muszą płacić. Utrudnieniem sytuacji bytowej jest brak dokumentów potwierdzających prawa do gruntu, aby mogli gdziekolwiek sobie wybudować nowy dom.

wtorek, 12 lutego 2013

Pierwsze chwile w Laare


Hey, na imię mam Sebastian i od soboty jestem przez trzy miesiące na misji w Laare. Przez ten okres postaram się opisać Wam jak wygląda życie w tym szczególnym miejscu dla Naszych darczyńców. Razem ze mną przyjechali na zaproszenie s. Alicji -  ks. Janusz Nowak (Prezes Fundacji Księdza Orione Czyńmy Dobro), oraz koordynatorzy projektu Ela Garncarek oraz Andrzej Walczak, którzy spędzą tutaj dwa tygodnie.
Pierwszą atrakcją jaka Nas spotkała była wizyta na równiku, który dotychczas znaliśmy z lekcji geografii, oraz dawna piekarnia w Laare prowadzona przez Siostry Orionistki. W przyszłości pomieszczenia piekarni mają posłużyć do utworzenia szwalni mundurków szkolnych dla Naszych pociech. 

W niedzielę mieliśmy przyjemność wspólnie uczestniczyć razem ze siostrami z misji w profesji wieczystej jednej ze Sióstr pochodzącej z Laare. Msza nie była taka jaką znamy z Naszych polskich kościołów. Wykraczała po za utarty schemat: pojawiały się żarty biskupa, po złożeniu ślubów wieczystych tańce. Nie było brzmienia znanych nam organów, ale tradycyjnych instrumentów i chóru damsko-męskiego, który dodawał uroku podniosłej uroczystości.
W poniedziałek nastąpiło Nasze pierwsze spotkanie z dziećmi, było niesamowicie. Pierwsze jakie spotkaliśmy były maluszki po ok. 2 lata, które jednego czego chciały od Nas to się przytulać i brać je na ręce. W szkole wzbudziliśmy mała sensację i zainteresowanie dzieci. Dzięki s. Makena mogliśmy zobaczyć klasy w których się uczą oraz poznać Dyrektora i nauczycieli pracujących w szkole. Niestety warunki w szkole nie są za najlepsze, dzieci z klas młodszych siedzą po kilka osób w ławce, ławki są już zniszczone, budynek potrzebuje remontu.


Miłym akcentem tego dnia dla mnie było spotkanie z moją zaadoptowaną córką Doreen, pomimo dzielącego Nas dystansu ponad 6000 km to mogę powiedzieć, że z charakteru jesteśmy podobni do siebie – nieśmiali ;) 
Dzień zakończył się na spotkaniu roboczym z Siostrą Alicją w sprawie dalszej kontynuacji projektu adopcji na odległość.



środa, 6 lutego 2013

Tlusty czwartek w Laare.


Tłusty i radosny - nie ze wzgledu na tradycyjne swieze pączki ,ale na odebrane prosto z poczty swieze piekne i tluste paczki dla dzieci. Dzis dopiero przygotowujemy je do rozdania zaznaczajac na liscie kogo wolac do misji, ale juz widzimy te radosc w oczach i usmiech na buziach i mamy nasz afrykanski tlusty czwartek!  Przy tej okazji chcemy z serca podziękować tym, których udziałem było przygotowanie tych przesylek, kazdemu z adopcyjnych rodzicow naleza sie glebokie uklony i wyrazy uznania za dobor prezentow i jakosc zapakowania. To jest naprawde bardzo istotne, zwlaszcza ze wzgledu na to, ze wszystkie te paczki sa doslownie rozszarpywane i przegladane na poczcie. Stad im lepiej zapakowana -tym pewniejsze jest to, ze przesylka dotrze do nas w calosci. Tym razem bylo idealnie, bez opakowania znalazly sie tylko dwie rzeczy, dla ktorych poszukujemy wlasciciela:

piornik i kosmetyczka. Gdyby wiec ktos rozpoznal swoje prezenty to prosze o kontakt z osobami odpowiedzialnymi w Diakonii, ktorym rowniez naleza sie ogromne wyrazy uznania. To, ze kazda paczka jest dokladnie oznakowana i opisana imieniem i nazwiskiem dziecka, to wlasnie ich zasluga - a dla nas ogromna pomoc. Teraz tylko czekamy na dzieci i bedzie wielkie rozdawanie swiateczno - karnawalowych prezentow, a w najblizszym czasie wyslemy zdjecia, by wszyscy mieli udzial w tej naszej misyjnej radosci.

piątek, 1 lutego 2013

I jak tu nie pomóc?


Zeszly tydzien byl dla nas bardzo intensywny. Codziennie z s. Alicja jezdzilysmy po okolicznych wioskach, aby dotrzec do wszystkich naszych dzieci objetych projektem. W srode pojechalysmy razem z naszym zaprzyjazionym ksiedzem Dionisio na Sawanne. Trudna sytuacje szkoly w Kisimani opisywalysmy juz wczesniej.


Chcac wspomoc tamtejsza ludnosc, wlaczylismy 40 dzieci do projektu „Wirigiro”. Odwiedzilysmy nasze dzieci i zrobilysmy im aktualne zdjecia dla ich rodzicow adopcyjnych. Nastepnego dnia od switu pod nasza brama czekalo dwoje zaplakanych dzieci (dziewczynki w wieku szkolnym). Jak sie okazalo, nie poszly do szkoly poniewaz byly bardzo glodne i przyszy prosic o pomoc dla swojej rodziny. W domu zostalo jeszcze 3 mlodszego rodzenstwa, matka zostawila rodzine, uciekajac do innej wioski 2 lata temu, natomiast ojciec – sparalizowany, nigdzie nie pracuje.

Juz jakis czas temu ustalilismy razem z Fundacja Czynmy Dobro, ze nie wlaczamy nowych dzieci do projektu, poniewaz projekt rozrosl sie do ponad 500 dzieci i niedlugo nie bedziemy w stanie nad wszystkim same zapanowac. Tylko co zrobic w takiej sytuacji? Odmowic, bo nie ma dla nich miejsca w projekcie? Maja pecha, bo za pozno przyszly prosic o pomoc?

Dziewczynki byly z Linjoka – wioski, do ktorej wybieralysmy sie nastepnego dnia. Siostra powiedziala dzieciom, aby przyszly jutro, poniewaz bedziemy tam jechac, wiec zobaczymy w jakich warunkach zyje rodzina i czy faktycznie potrzebuje pomocy. Dzieci czekaly na nas juz od 7.30. Musialy byc bardzo cierpliwe, bo zanim pojechalysmy do Linjoka odwiedzilismy jeszcze dzieci w wiosce Athiru, by zrobic im zdjecia i wreczyc prezenty. Po powrocie z Athiru, zabralysmy najedzone do syta siostry Glory i Pamele i ruszylismy do szkoly w Linjoka. Po drodze zatrzymalismy sie u dziewczynek. Kiedy zobaczylismy w jakich warunkach zyje ta rodzina, w tym samym czasie wypowiedzialysmy z Siostra jedno krotkie zdanie: „Nie mozemy ich tak zostawic”. Cala droge myslalysmy co zrobic, jak pomoc. Wpadlysmy na pomysl ze wracajac ze szkoly zabierzemy wszystkie dzieci do Misji. Cala 5 wpakowalysmy do samochodu (super frajda szczegolnie dla dwoch najmlodszych chlopcow, ktorzy pierwszy raz siedzieli w samochodzie). W Misji zrobilismy szybka akcje „kapieli, przebierania i karmienia” i po kilku minutach nasze obszarpane dzieci nie roznily sie od tych, ktore przychodza do nas codziennie. Na buziach dzieci nareszcie pojawil sie usmiech, chlopcy ogladali swoje nowe spodnie, a dziewczynki nie mogly wyjsc z podziwu jakie maja ladne sukienki. Nie zastanawiajac sie dlugo s. Alicja postanowila wszystkie dzieci wyslac do szkoly. Kupilismy mundurki i od poniedzialku dzieci chodza do szkoly, gdzie maja zapewnione wyzywienie.
Mamy nadzieje, ze dzieci nadrobia zaleglosci w szkole i beda pilnie przykladac sie do nauki.

Szczegolnie w tym miejscu pragniemy podziekowac wszystkim, ktorzy wspieraja nasz projekt „Adopcji bezimiennej” – to wlasnie dzieki WASZEJ pomocy moglismy pomoc tej rodzinie!


wtorek, 22 stycznia 2013

Przedszkolaki!

Od zeszlego roku przy naszej Misji działa kącik dla najmłodszych. Czworo z dziewieciorga dzieci, ktore przebywaly codziennie w naszym "mini przedszkolu" rozpoczęło od stycznia nauke w szkole.  Niektorzy chlopcy do tej pory nie moga sie przyzwyczaic, ze opuscili przedszkole i rozpoczeli nauke w szkole - codziennie po skonczonych zajeciach wbiegaja do Misji, aby sie jeszcze pobawic. Nasz kochany urwis Wikus ostatnio na przyklad zrobil awanture, ze nie pojdzie do szkoly poniewaz nie ma parasolki, a pada deszcz J Jak sie pozniej okazalo, nie chodzilo wcale o parasolke. Wikus rozrabiaka chcial po prostu zostac i pobawic sie z maluchami. Jednak tym razem mojemu spryciarzowi nie udalo sie nikogo nabrac placzem – Wiki musial dzielnie powedrowac po sniadaniu do szkoly. Obecnie w przedszkolu zostala Mukami, Dianka, Denis, Emmanuel, Antony w styczniu dolaczyly do nich Rehema, Linet, Damaris, Benedetta oraz Ivone. Chlopcy musza sie miec na bacznosci i pamietac, ze jest ich tylko trzech - zdecydowana przewage w tym roku maja dziewczyny J Dziewczynki ktore do nas dolaczyly sa w wieku od 1,5 roku do 3 lat takze bedziemy miec wesolo z naszymi maluchami! Mala Damaris juz sie tak przyzwyczaila, ze zawsze jak tylko przechodze to mnie zaczepia mowiac do mnie cos w jezyku Kimeru, czego kompletnie nie rozumiem. Biorac Ja na rece czy na kolana nie wytrzyma jak nie dotknie paluszkami moich okularow, albo jak nie pociagnie mnie za wlosy J Za to Linet uwielbia jak sie Ja lapie a Ona ucieka z uroczym usmiechem na twarzy. Musze przyznac Linet to moja kolejna Wielka Milosc!

To piekne uczucie kiedy widzimy jak nasze „kaczorki”, bo tak mowimy na najmlodszych :) – rosna i prawidlowo sie rozwijaja. Niby nic nadzwyczajnego, a daje tyle radosci!

Klaudia

piątek, 18 stycznia 2013

„DAJ ZŁOCIAKA NA LIZAKA”.



Mungu akubariki!

Jestem siostrą zakonną ze Zgromadzenia Sióstr Małych Misjonarek Miłosierdzia (Orionistek) - mam na imię S.M. Amabilis. Zwracam się z prośbą do wszystkich ludzi „o sercach bez granic” o włączenie się w akcję „LIZAK” pod hasłem: „DAJ ZŁOCIAKA NA LIZAKA”. Akcja jest bardzo prosta i ma charakter wielkopostnej jałmużny misyjnej. Czas trwania akcji – WIELKI POST 2013!

W tej misyjnej inicjatywie może wziąć udział każdy, kto rezygnując w okresie Wielkiego Postu choć raz z kupna np. słodyczy albo papierosów, przeznaczy zaoszczędzone w ten sposób pieniądze dla najuboższych dzieci z wioski Laare w Kenii. 
  

Akcja „Lizak” może być okazją dla wielu z nas do uczynienia swojego wielkopostnego postanowienia bardziej konkretnym. Rezygnując bowiem z drobnej przyjemności możemy przyjść z bardzo konkretną pomocą dzieciom, które na co dzień doświadczają wielu braków, a słodycze otrzymują wyłącznie z racji odwiedzin misjonarzy.

Wsparcie materialne ma zatem na celu nie tylko przekazanie dzieciom
w Kenii od uczestników akcji symbolicznego lizaka, ale nasz wspólny, skromny udział w zaspokajaniu ich najbardziej podstawowych potrzeb.

Ofiary zebrane przez osoby indywidualne, wspólnoty i grupy parafialne, szkoły itp. miejsca należy wpłacić na podane poniżej konto:

Fundacja Księdza Orione Czyńmy Dobro
Nr 14 1240 1053 1111 0010 4353 6691 - z dopiskiem: Laare - Akcja "LIZAK"

Proszę także o przesłanie na mój adres informacji o tym kto i gdzie zorganizował akcję, podając imię i nazwisko osoby odpowiedzialnej, adres placówki, e-mail oraz (w miarę możliwości) także kilka słów podsumowujących tę inicjatywę. Proponuję także, by (w celu dzielenia się dobrem z innymi) przesłać np. pamiątkowe zdjęcia, list do dzieci z Laare oraz kilka lizaków (w tym przypadku chodzi o symboliczny gest) – które prześlemy wspólną paczką do Kenii (pieniądze bowiem przekazujemy przede wszystkim za pośrednictwem fundacji).

Osobom zainteresowanym chętnie udzielę informacji, ewentualnych wyjaśnień i wskazówek: S.M. Amabilis Gliniecka, ul. Sokołowska 124, 08-110 Siedlce, tel. 507-326-450, s.m.amabilis@wp.pl

MIEJSCA W SIECI, KTÓRE WARTO ODWIEDZIĆ, BY DOWIEDZIEĆ SIĘ CZEGOŚ WIĘCEJ NA TEMAT ZFROMADZENIA SIÓSTR ORIONISTEK, MISJI LAARE I FUNDACJI KSIEDZA ORIONE CZYŃMY DOBRO:

www.orionistki.pl , www.czynmydobro.pl ,

czwartek, 10 stycznia 2013

Dom dla Kimusia

Kim to najwieksza milosc s.Amabilis, ktora spedzila w Laare 3 miesiace. Siostra zakochala sie w nim totalnie i po powrocie do Polski zaczela zbierac pieniadze na wybudowanie dla chlopca nowego domu. Kim mieszka tylko z babcia i szostka rodzenstwa, jego mama nie zyje, a ojciec wzial sobie druga zone. Dom, ktory znajduje sie na szczycie gory, byl w oplakanym stanie. W poniedzialek, dokladnie tydzien przed Bozym Narodzeniem rozpoczela sie budowa. Ekipa budowlana przyjechala wczesnie rano. Siostra Alicja razem z siostra Agnes zorganizowaly wnoszenie materialu na gore. Deski, kamienie, piasek, cement wszystko zostalo wniesione na plecach mezczyzn, kobiet i dzieci, dla ktorych byla to idealna okazja na zarobienie kilkudziesieciu szylingow. Na dole David, nasz zaprzyjazniony kierowca zapisywal co dana osoba zabiera na gore, na gorze s.Agnes zapisywala co przyszlo z dolu. Mezczyzni nosili kamienie i worki z cementem, kobiety i dzieci deski oraz piasek. Na zakonczenie pracy kazdy dostal „wyplate” oraz cos do picia. Klaudia rowniez postanowila pomoc i wdrapala sie na gore z jedna deska. Po zdobyciu szczytu przyslala nam smsa, ze nie zamierza schodzic z tej gory, dopoki dom nie stanie, gdyz drugi raz juz tam nie wejdzie. Oczywiscie weszla i to jeszcze tego samego dnia, gdyz popoludniu wybralysmy sie na gore zobaczyc jak ida prace. Rzeczywiscie droga na gore nie nalezy do najlatwiejszych, szczegolnie w porze deszczowej, jest bardzo slisko i trzeba wdrapywac sie po blocie. Jednak tylko my bylysmy zmeczone – babcia Kima skacze po tych gorach bez najmniejszego wysilku. Niestety tego dnia domu nie udalo sie skonczyc, a nastepnego wyjezdzalysmy do Nairobi, pozniej byly Swieta i dopiero kilka dni temu udalo nam sie wybrac z wizyta do Kima i sprawdzic jak wyglada jego nowy dom.

W imieniu Kimusia i jego rodziny dziekujemy Siostrze Amablis oraz szkole w Kakolewnicy za zebranie srodkow i wybudowanie domu dla rodziny Kima. Dzieki Wam Kim, jego rodzenstwo oraz babcia nie marzna w nocy i niestraszne im zadne deszcze.

wtorek, 1 stycznia 2013

Święta w Laare :)

Swięta w Laare minely niezwykle radosnie. Po sobotnim i niedzielnym rozdawaniu prezentow dla wszystkich rodzin, w poniedzialek przyszedl czas na przygotowanie wieczerzy wigilijnej, rozdanie odswietnych ubran dla dzieci objetych programem dozywiania oraz udzial w Pasterce. W tym roku z racji tego, ze w misji bylo wiecej Polek niz Kenijek urzadzilismy prawdziwa polska wigilie – z barszczem z uszkami, pierogami, ryba oraz kapusta. Byl rowniez oplatek, ktory przywiozla p.Malgosia oraz wspolne spiewanie koled i polskich i kenijskich. Pozniej udalismy sie wszyscy na Pasterke, ktora byla uroczysta, kolorowa, glosna i radosna. Kosciol az huczal od spiewow i czuc bylo, ze ludzie prawdziwie ciesza sie z narodzenia Jezusa. W Boze Narodzenie swietowalismy razem z dziecmi.


Po Mszy Swietej, na ktorej chrzest przyjal maly Baraka, zjedlismy uroczysty obiad, a pozniej nastal czas na wspolne zabawy. Dzieci mogly przygotowywac naszyjniki i bransoletki z kolorowych koralikow, popluskac sie w malym basenie, pograc i pobawic sie zabawkami specjalnie na te okazje kupionymi oraz wspolnie pospiewac. Na wieczorna kolacje zaprosilismy najstarsze dziewczynki oraz naszych dwoch chlopcow, ktorzy nie maja z kim swietowac. Jedlismy koze, ogladalismy pierwszy film w kimeru i po prostu cieszylismy sie swoja obecnoscia. Drugi dzien Swiat byl czasem dla nas – dzieci tego dnia zostaly w swoich domach, a my moglismy odpoczac i spedzic czas w swoim towarzystwie. Nasze kenisjkie Siostry przygotowaly na obiad chapati i kapuste bez ktorych, wedlug nich, nie ma Swiat Bozego Narodzenia. Od czwartku wysylamy zdjecia ze Swiat do rodzicow adopcyjnych naszych dzieci. W sobote Misje opuscila p.Malgosia, ktorej dziekujemy za spedzenie z nami Swiat oraz milosc, troske i dobroc jaka obdarza wszystkie nasze dzieci. Pani Malgosiu kazdy chcialby miec taka mame :)



Z życzeniami wszelkiej pomyslnosci w Nowym Roku 2013 – s. Alicja, s.Agnes, s.Makena, Monika i Klaudia

niedziela, 23 grudnia 2012

Ostatnie tygodnie minely bardzo szybko. Po powrocie z Nairobi wrocilysmy do naszych obowiazkow zwiazanych z projektem „Adopcja na odleglosc” – odwiedzalysmy dzieciaki, przygotowywalysmy dokumenty i zdjecia dzieci do powtornej adopcji. Czesc dzieci juz ma nowych rodzicow adopcyjnych za co serdecznie dziekujemy. W poniedzialek na szczycie jednej z gor stanal nowy dom dla Kimusia i jego rodziny – o ktorego budowie napiszemy w osobnym poscie.

We wtorek wybralysmy sie ponownie do Nairobi, aby zrobic zakupy swiateczne dla naszych dzieci. Oprocz zakupow dla wszystkich dzieci, ktore s. Alicja robi zawsze, robilysmy rowniez osobne zakupy dla dzieci, ktorych rodzice adopcyjni z Polski przelali wiecej pieniedzy. Nie majac samochodu i poruszajac sie autobusami po gignatycznie zakorkowanym Nairobi robilysmy zakupy przez 3 dni. Wiekszosc prezentow udalo nam sie zrobic na somalijskim bazarze, ktory oferuje konkurencyjne ceny i ogromny wybor. Bazar jest bardzo kolorowy i niezwykle zatloczony. Przez te 3 dni chodzilysmy obladowane niczym wielblady z workami i stosem toreb z prezentami. W piatek ledwo co zapakowalysmy sie do samochodu. Mialysmy jechac jeszcze raz na nasz bazar, ale niestety byl ogromny korek i dodatkowo nasz kierowca pomylil droge.

Po powrocie do Laare zabralysmy sie do pracy, jeszcze tego samego dnia poznym wieczorem trzeba bylo przygotowac ponad 70 paczek z jedzeniem dla rodzin oraz wszystkie prezenty od sponsorow dla konkretnych dzieci, a troche tego bylo. Cala sobota uplynela nam na rozdawaniu prezentow. Kazde dziecko pod czujnym okiem s. Agnes musialo napisac list do rodzica adopcyjnego, nastepnie Klaudia robila mu zdjecie, pozniej z listem przychodzilo do mnie (Moniki), abym mogla je odznaczyc na naszej liscie i dac mu cos slodkiego do zjedzenia, w tym czasie p. Malgosia wyszukiwala dla niego i jego rodzenstwa jakies ubranie i dawala rodzinie wczesniej przygotowana paczke z jedzeniem. Jesli ktos mial dodatkowy prezent od sponsora w tym momencie nastepowalo mierzenie ubran i fotografowanie dziecka z podarkiem. Nad tym, zebysmy sie w tym wszystkim nie pomylili czuwala s. Alicja. Gdyby nie jej praca i zaangazowanie nie byloby wspanialych prezentow na Swieta i usmiechu na ustach calych rodzin. Dzis rozdajemy ostatnie paczki dla rodzin. W Boze Narodzenie bedziemy swietowac z dziecmi z naszej szkoly objetymi projektem dozywiania. Dzieciaki znajda pod choinka nowe ubrania, zabawki oraz prezenty od rodzicow adopcyjnych, bedzie tez uroczysty obiad.

Na te Swieta chcialbysmy zyczyc, aby Wasze serca wypelnione zostaly radoscia, pokojem i miloscia. Niech to bedzie czas wyjatkowy spedzony z tymi, ktorych kochacie i niech nic nie przysloni Wam tego co najwazniejsze – czyli narodzenia naszego Zbawiciela.

 

poniedziałek, 17 grudnia 2012


Adopcja na odleglosc dzieci z wioski Laare

W Misji Laare od wielu lat prowadzony jest „Projekt adopcji na odleglosc”. Projekt polega na objeciu pomoca jednego konkretnego dziecka i regularnym wplacaniu okreslonej kwoty, ktora pozwala na oplacenie jego szkoly, wyzywienia oraz ubezpieczenia. Aktualnie projektem objetych jest ponad 500 dzieci, ktore dzieki wsparciu rodzin adopcyjnych z Polski i nie tylko mogly rozpoczac lub kontynuowac nauke. Koszt adopcji to 60 zlotych miesiecznie, czyli 720 zlotych rocznie.

Od poczatku grudnia analizujemy wplaty na poszczegolne dzieci. Na kilkadziesiat dzieci przez ostatni rok nie wplynela zadna wplata albo wplywaly wplaty minimalne – takie dzieci, po uprzednim skontaktowaniu sie ze sponsorem, wysylamy do powtornej adopcji.

Na stronie Fundacji Czynmy Dobro juz zaczynaja pojawiac sie dzieci czekajace na nowych rodzicow adopcyjnych. W zwiazku z tym chcialybysmy jasno wyjasnic z czym wiaze sie adopcja kenijskiego dziecka.

Dziecko, ktore trafia do adopcji jest zawsze bardzo potrzebujace! Jest sierota, pol sierota lub jego opiekunkow nie stac na zaspokojenie jego podstawowych potrzeb takich jak wyzywienie i edukacja. Siostra przyjmujac dziecko do projektu zobowiazuje sie, ze bedzie oplacac mu szkole i pomoze w jego wyzywieniu (w zaleznosci od sytuacji w jakiej sie znajduje). Dziecko znajduje sponsora, ktory ZOBOWIAZUJE sie do REGULARNYCH wplat. Moga to byc wplaty miesieczne, kwartalne lub roczne – o tym decyduje sponsor. Jesli sponsor z roznych powodow zaprzestaje wplat i nie informuje o tym koordynatora projektu, dziecko zostaje bez wsparcia finansowego. Nie oznacza to jednak, ze wypada z projektu – Siostra robi wszystko, aby takie dziecko moglo pomimo wszystko kontynuowac edukacje i nie chodzilo glodne.  Dlatego tak wazne jest, aby w przypadku trudnosci zyciowych lub finansowych sponsor informowal koordynatora, wtedy dla dziecka mozna znalezc kolejnego rodzica adopcyjnego.

Adopcja dziecka z Laare powinna byc decyzja przemyslana, nie podejmowana pod wplywem impulsu. Dziecko z Afryki jest takim samym dzieckiem jak dziecko z Polski i jesli decydujemy sie otoczyc je opieka i podejmujemy taka decyzje swiadomie, nie mozemy o nim tak po prostu zapomniec. Koszt utrzymania dziecka to nie mniej niz 720 zlotych rocznie! Jesli ktos bardzo chce pomagac, ale wie ze nie stac go na taka sume moze podjac sie adopcji bezimiennej i wplacac tyle na ile go stac.

Jednoczesnie pragniemy podziekowac wszystkim tym, ktorzy pamietaja o swoich dzieciach i regularnie wspieraja je finansowo. Dzieki Wam dzieci moga sie rozwijac, nie chodza glodne, a na ich ustach czesto gosci usmiech. KiM

środa, 12 grudnia 2012

Co nowego w Laare... :)


Swieta juz coraz blizej i czuc to rowniez w Laare. W poprzednim tygodniu pisalysmy z dziecmi listy do rodzicow adopcyjnych oraz do Mikolaja – czyli Siostry Alicji ;) W weekend, ktory spedzilysmy w Nairobi bawiliysmy sie troche w Mikolaja i rozpoczelysmy zakupy prezentow na Swieta dla dzieci. Same tez otrzymalysmy ogromny prezent – w poniedzialek z samego rana o 4.30 przyleciala do nas z Polski Pani Malgosia, ktora poznalysmy podczas poprzedniego pobytu w Laare i z ktora spedzimy Swieta Bozego Narodzenia. Pamietamy ten dzien, kiedy odwozac Pania Malgosie na samolot umawialysmy sie pol zartem, pol serio ze kolejny raz spotkamy sie w Laare na Swieta w 2012 roku ;) Wtedy wydawalo sie to i malo realne i tak bardzo odlegle w czasie, a teraz ... po prostu sie wydarza.

Ostatnie dni uplywaja nam rowniez na wysylaniu kolejnych dzieci do adopcji. Aktualnie projektem w Fundacji Czynmy Dobro jest objetych okolo 400 dzieci. Osoby, ktore decyduja sie na adopcje moga podjac sie jej bezterminowo lub na okreslony czas. Po tym czasie musimy szukac dziecku kolejnej rodziny adopcyjnej. Nazbieralo nam sie kilkanascie przypadkow skonczenia adopcji lub wycofania sie z niej dlatego piszemy do sponsorow, uaktualniamy informacje i wysylamy dzieci do kolejnej adopcji. Juz wkrotce zdjecia potrzebujacych dzieci powinny pojawic sie na stronie Fundacji Czynmy Dobro.

W naszej Misji pojawil sie rowniez nowy maluszek – zaledwie miesieczny Baraka. Jego mama umarla tuz po jego narodzinach, chlopiec jest w ciezkiej sytuacji. Ma 11 rodzenstwa. Jego ojciec oprocz jego matki ma jeszcze druga zone, ktora ma 10 dzieci. Kobieta sama ledwo sobie radzi, ale postanowila przygarnac wszystkie dzieci i zajac sie nimi. Rodzinie pomaga rowniez brat zmarlej kobiety, ktory jest nauczycielem w innej miejscowosci i ktory gotowy jest nawet porzucic dobrze platna prace, aby zaaopiekowac sie dziecmi. Kobieta, ktora opiekuje sie teraz dziecmi z uwagi na malego Baraka nie jest w stanie podjac zadnej pracy, dlatego ma przychodzic do misji co kilka dni, aby popracowac w zamian za co bedzie dostawac jedzenie dla dzieci. W tym czasie maly Baraka znajduje sie pod nasza opieka.

Kolejna nowina z ostatnich dni – jakis czas temu wszystkie nasze dzieci zostaly objete ubezpieczeniem zdrowotnym na wypadek choroby czy pobytu w szpitalu. Calym nielatwym procesem rejestracji dzieci i zebrania wszystkich potrzebnych dokumentow zajmowala sie s. Agnes. Kilka tygodni temu jedno z dzieci trafilo do prywatnego szpitala i ubezpieczenie pokrylo wszystkie koszty leczenia. To bardzo dobra wiadomosc, gdyz zwykle pobyt w szpitalu kosztuje tak duzo, ze nasi biedni nie sa w stanie go oplacic. Teraz dzieki ubezpieczeniu najbiedniejsi nie beda martwic sie o pieniadze w przypadku naglego zachorowania czy wypadku. KiM

czwartek, 6 grudnia 2012

Mikolajki


Dzis Mikolajki – w Polsce dzien wyjatkowy, tutaj zwyczajny. Nasze dzieci nie slyszaly o Mikolaju, obca jest im cala swiateczna otoczka – w postaci Mikolaja rozdajacego prezenty, choinek w sklepach i na ulicach, nie wspominajac juz o sniegu, ktorego nawet nie potrafia sobie wyobrazic. W Europie dzieci marza o kolejnej, najlepiej markowej zabawce, wyjsciu do kina na najnowszy film o losach ich ulubionych bohaterow i stercie slodyczy. W Laare dzieci maja zupelnie inne marzenia. Ostatnio poprosilismy je o narysowanie tego co chcialyby otrzymac na Swieta. Wiekszosc narysowala koszulki, spodnie, sukienki, majtki, kalosze. Tylko na kilku obrazkach mozna bylo obok ubran dostrzec samochod, helikopter czy pilke. Ich marzenia sa takie proste, a jednak dla wielu nadal pozostaja tylko w sferze pragnien. Wiekszosc z nich nigdy nie miala wlasnej zabawki, dopiero tutaj w misji doswiadczaja wiec co to znaczy zabawa prawdziwa pilka czy samochodem. Mikolajki uplywaja spokojnie, ale wiemy, ze w Swieta Bozego Narodzenia ich wlasny Mikolaj czyli s.Alicja z pomoca wszystkich wspierajacych misje spelni ich male wielkie marzenia.

poniedziałek, 3 grudnia 2012



Powrot do Laare
 
 
Po miesiacu nieobecnosci znowu jestesmy w Laare. Zostajemy tutaj do konca grudnia. Siostra Alicja przywitala nas po krolewsku – szarlotka do kawy i ... pierogami ruskimi na kolacje. Lepiej byc nie moglo J Jedynie pogoda troche sie popsula – cala niedziele lalo i bylo bardzo zimno. Pora deszczowa trwa w najlepsze.
Dzis spotkalysmy sie z dzieciakami, ktore niedawno zakonczyly rok szkolny i codziennie przychodza do misji, aby spedzic wspolnie czas i przy okazji zjesc obiad, choc wlasciwie ten drugi powod jest najwazniejszy. Kucharka, ktora zawsze im gotowala jest na urlopie, dlatego jej role przejela Purity – najstarsza z calego towarzystwa, uczennica szkoly sredniej. W trudnym zadaniu ugotowania dla ok. 70 dzieciakow pomagaja jej mlodsze kolezanki. Reszta dzieci spedza czas na zabawach i grach. Dzieci beda w misji przez caly grudzien, dopiero w styczniu zaczynaja nowy rok szkolny.
Jutro rozpoczynaja sie egzaminy dla 8 klas szkoly podstawowej – trzymamy mocno kciuki za nasze dzieciaki, a wlasciwie nasza mlodziez, zeby zdaly jak najlepiej, gdyz od tego zalezy czy dostana sie do szkoly sredniej. KiM