wtorek, 2 października 2012


Siedlce, 02.10.2012 r.

Wspomnienie Świętych Aniołów Stróżów

 

Mungu akubariki!

 

                Od mojego powrotu z Kenii mija już drugi tydzień. Nie ukrywam, że w sercu noszę głęboką tęsknotę i pragnienie powrotu do Laare. Wierzę jednak, że – jak mawiała św. Tereska od Dzieciątka Jezus – Pan Bóg nie daje nam pragnień, których nie chciałby zaspokoić. A zatem – jeśli to On wzbudza we mnie to pragnienie, nie muszę się martwić, niepokoić i zasmucać, a jedynie czekać na stosowną chwilę, wybraną przez Boga, w której dane mi będzie wypowiedzieć z radością: Oto ja, poślij mnie!

                Bożej Opatrzności składam dziękczynienie za czas doświadczenia misyjnego, który nauczył mnie bardzo wiele o sobie samej oraz rozwiał niektóre złudzenia, rozbił wyobrażenia na temat życia misyjnego, ukazując w pełni jego blaski i cienie. Wśród radości największą była oczywiście ta, która rodziła się w sercu zawsze, ilekroć mogłam brać na ręce, przytulać i kołysać nasze najmniejsze Pociechy. Wielokrotnie byłam świadkiem ich małych przeobrażeń, gdy w misji można je było umyć, przebrać i otoczyć czułą troską. Niemniejszą radość sprawiały mi spotkania ze starszymi dziećmi
i z naszą młodzieżą, ponieważ pomimo bariery językowej zawsze można było po prostu być razem,
a język uśmiechu, życzliwości i polskiej piosenki okazał się bardzo skutecznym narzędziem nawiązywania relacji. Z wdzięcznością wspominam każdą rodzinę, którą dane mi było odwiedzić,
a przejęta ubóstwem, chorobą i sieroctwem naszych dzieci jeszcze goręcej zapragnęłam być dla nich siostrą i matką.

                W czasie pobytu w Kenii doświadczyłam bardzo wyraźnie własnej bezradności. Często bowiem tak naprawdę niewiele można zmienić. Na wiele sytuacji trzeba się po prostu zgodzić. Nie oznacza to jednak, że jesteśmy zupełnie niezdolni do czynienia dobra – bo przecież wielokrotnie doświadczałam tego, jak nieograniczone naszą ograniczonością jest działanie Bożej Opatrzności. Dzięki bardzo konkretnym wydarzeniom, w których dane mi było uczestniczyć, jeszcze raz mogłam przekonać się o tym, że to Bóg jest Pierwszym, który wychodzi z inicjatywą, który pobudza i uzdalnia do czynienia dobra, który jest Ojcem wszystkich sierot, Opiekunem wdów, Podporą rodzin, Lekarzem chorych i Pocieszycielem strapionych. Misjonarz natomiast jest tym, którego On posyła, by w Jego imię i Jego mocą przemieniał świat, głosząc (nade wszystko własnym życiem) Ewangelię Miłości.

                Duch misyjny żyje w moim sercu, pobudza do działania, sprawia, że modlitwą
i pamięcią jestem bardzo blisko dzieci i sióstr, z którymi dzieliłam moje życie przez blisko trzy miesiące. Obecny czas jest zatem dla mnie przede wszystkim czasem dzielenia się tym wszystkim,
co zostawiło w moim sercu tak wyraźny ślad. Stąd tyle spotkań, katechez, tyle słów wypowiedzianych
i napisanych, tyle inicjatyw podejmowanych z myślą o tych, do których Bóg posyła nas w Kenii.

 
                Składając Bogu dziękczynienie za wszystko, co czyni w moim życiu, świadoma własnej bezradności i słabości, powierzam Mu jeszcze raz moje dziś i całą moją przyszłość! Powierzam Bogu także tych wszystkich, którzy przychodzą nam z pomocą, dzięki którym nasza misja w Laare istnieje,
a siostry mogą otaczać w niej swoją opieką 500 najuboższych dzieci! Asante sana!

 

 

                                                                                                            S.M. Amabilis, Orionistka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz