poniedziałek, 10 września 2012

Ciche odejście Fridah...

Mungu akubariki!

Minęło znowu kilka dni. Teraz czas zdaje się pędzić jak szalony. Nieubłaganie zbliża się bowiem dzień mojego wyjazdu z Laare i z Kenii. Nim jednak - z bólem serca - opuszczę naszą misję, chciałabym wspomnieć raz jeszcze o naszej Kochanej Fridah, którą kilka dni temu zawiozłyśmy do szpitala w Meru.

W miniony wtorek - zgodnie z zapowiedzią - odwiedziłyśmy dziewczynkę w szpitalu. Udzieliłyśmy też niezbędnej pomocy matce. Cały dzień czekałyśmy na przyjecie matki Fridah przez kolejnych lekarzy, na wykonanie niezbędnych badań, wykupienie leków. Okazało się, że Regina jest nie tylko osobą chorą psychicznie, ale także nosicielką wirusa HIV. Wiedziałyśmy, że także jej dziecko może być zarażone...

W tym dniu mogłyśmy oczywiście zobaczyć także małą Fridah. Wzięłam ją z radością na ręce!!! Dziewczynka była czysta, zadbana i otoczona jak najczulszą opieką. Byłam zbudowana postawą lekarza prowadzącego i pielęgniarek. Niestety, po całym dniu w podróży, a potem w szpitalu - Matka Fridah była zbyt zmęczona i głodna. Nie była w stanie zainteresować się dzieckiem, ale - gdy otrzymała obfity posiłek - najadłszy się chciała po prostu wrócić z nami do domu. W tym dniu nie chciałyśmy robić zdjęć w szpitalu. Wystarczyła nam świadomość, że dziecko jest w dobrych rękach. Otwartą pozostało pytanie: co dalej? Jaka przyszłość czeka małą Fridah? 

Dziś - tzn. w poniedziałek, 10 września - kolejny raz pojechałyśmy do szpitala w Meru. Wzięłam aparat - będąc świadomą tego, że prawdopodobnie nie zobaczę już Fridah przed moim wyjazdem. Tym czasem już przy wejściu na oddział pielęgniarka poinformowała nas o tym, że dziś rano, o godz. 7.34 - Fridah odeszła. Okazało się, że była zbyt słaba, wycieńczona, niedożywiona, że jej organizm nie przyjmował pokarmów, a z powodu zarażenia wirusem HIV - dziewczynka nie była w stanie walczyć o przetrwanie! 

Ta śmierć bardzo nas poruszyła. To "moje" pierwsze dziecko, które - jak zauważyłyśmy - urodziło się i zmarło w czasie mojego pobytu w Kenii. Nawet w tak krótkim czasie - wiele może się zdarzyć...

Dziś, w 15 rocznicę mojego zakonnego życia - oddaję raz jeszcze, tak jak uczyniłyśmy to z S.M. Alicją w dniu, w którym Bóg pozwolił nam przygarnąć małą Fridah - w ręce dobrego, miłującego Ojca. 


Ps.
Matka dziewczynki zna już drogę do naszego domu. Odwiedza nas, wiedząc, że nie odejdzie od nas bez pomocy. Teraz trzeba będzie też otoczyć opieką pozostałe dzieci. Także do nich posyła nas Bóg! Amen

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz