Na te Swieta chcialbysmy zyczyc,
aby Wasze serca wypelnione zostaly radoscia, pokojem i miloscia. Niech to
bedzie czas wyjatkowy spedzony z tymi, ktorych kochacie i niech nic nie
przysloni Wam tego co najwazniejsze – czyli narodzenia naszego Zbawiciela.
niedziela, 23 grudnia 2012
Ostatnie tygodnie minely bardzo
szybko. Po powrocie z Nairobi wrocilysmy do naszych obowiazkow zwiazanych z
projektem „Adopcja na odleglosc” – odwiedzalysmy dzieciaki, przygotowywalysmy
dokumenty i zdjecia dzieci do powtornej adopcji. Czesc dzieci juz ma nowych
rodzicow adopcyjnych za co serdecznie dziekujemy. W poniedzialek na szczycie
jednej z gor stanal nowy dom dla Kimusia i jego rodziny – o ktorego budowie
napiszemy w osobnym poscie.
We wtorek wybralysmy sie ponownie
do Nairobi, aby zrobic zakupy swiateczne dla naszych dzieci. Oprocz zakupow dla
wszystkich dzieci, ktore s. Alicja robi zawsze, robilysmy rowniez osobne zakupy
dla dzieci, ktorych rodzice adopcyjni z Polski przelali wiecej pieniedzy. Nie
majac samochodu i poruszajac sie autobusami po gignatycznie zakorkowanym
Nairobi robilysmy zakupy przez 3 dni. Wiekszosc prezentow udalo nam sie zrobic
na somalijskim bazarze, ktory oferuje konkurencyjne ceny i ogromny wybor. Bazar
jest bardzo kolorowy i niezwykle zatloczony. Przez te 3 dni chodzilysmy obladowane
niczym wielblady z workami i stosem toreb z prezentami. W piatek ledwo co
zapakowalysmy sie do samochodu. Mialysmy jechac jeszcze raz na nasz bazar, ale
niestety byl ogromny korek i dodatkowo nasz kierowca pomylil droge.
Po powrocie do Laare zabralysmy
sie do pracy, jeszcze tego samego dnia poznym wieczorem trzeba bylo przygotowac
ponad 70 paczek z jedzeniem dla rodzin oraz wszystkie prezenty od sponsorow dla
konkretnych dzieci, a troche tego bylo. Cala sobota uplynela nam na rozdawaniu
prezentow. Kazde dziecko pod czujnym okiem s. Agnes musialo napisac list do
rodzica adopcyjnego, nastepnie Klaudia robila mu zdjecie, pozniej z listem
przychodzilo do mnie (Moniki), abym mogla je odznaczyc na naszej liscie i dac
mu cos slodkiego do zjedzenia, w tym czasie p. Malgosia wyszukiwala dla niego i
jego rodzenstwa jakies ubranie i dawala rodzinie wczesniej przygotowana paczke
z jedzeniem. Jesli ktos mial dodatkowy prezent od sponsora w tym momencie
nastepowalo mierzenie ubran i fotografowanie dziecka z podarkiem. Nad tym,
zebysmy sie w tym wszystkim nie pomylili czuwala s. Alicja. Gdyby nie jej praca
i zaangazowanie nie byloby wspanialych prezentow na Swieta i usmiechu na ustach
calych rodzin. Dzis rozdajemy ostatnie paczki dla rodzin. W Boze Narodzenie
bedziemy swietowac z dziecmi z naszej szkoly objetymi projektem dozywiania.
Dzieciaki znajda pod choinka nowe ubrania, zabawki oraz prezenty od rodzicow
adopcyjnych, bedzie tez uroczysty obiad.
poniedziałek, 17 grudnia 2012
Adopcja na odleglosc dzieci z wioski Laare
W Misji Laare od wielu lat
prowadzony jest „Projekt adopcji na odleglosc”. Projekt polega na objeciu
pomoca jednego konkretnego dziecka i regularnym wplacaniu okreslonej kwoty,
ktora pozwala na oplacenie jego szkoly, wyzywienia oraz ubezpieczenia. Aktualnie
projektem objetych jest ponad 500 dzieci, ktore dzieki wsparciu rodzin
adopcyjnych z Polski i nie tylko mogly rozpoczac lub kontynuowac nauke. Koszt
adopcji to 60 zlotych miesiecznie, czyli 720 zlotych rocznie.
Od poczatku grudnia analizujemy
wplaty na poszczegolne dzieci. Na kilkadziesiat dzieci przez ostatni rok nie
wplynela zadna wplata albo wplywaly wplaty minimalne – takie dzieci, po
uprzednim skontaktowaniu sie ze sponsorem, wysylamy do powtornej adopcji.
Na stronie Fundacji Czynmy Dobro
juz zaczynaja pojawiac sie dzieci czekajace na nowych rodzicow adopcyjnych. W
zwiazku z tym chcialybysmy jasno wyjasnic z czym wiaze sie adopcja kenijskiego dziecka.
Dziecko, ktore trafia do adopcji
jest zawsze bardzo potrzebujace! Jest sierota, pol sierota lub jego opiekunkow
nie stac na zaspokojenie jego podstawowych potrzeb takich jak wyzywienie i
edukacja. Siostra przyjmujac dziecko do projektu zobowiazuje sie, ze bedzie
oplacac mu szkole i pomoze w jego wyzywieniu (w zaleznosci od sytuacji w jakiej
sie znajduje). Dziecko znajduje sponsora, ktory ZOBOWIAZUJE sie do REGULARNYCH
wplat. Moga to byc wplaty miesieczne, kwartalne lub roczne – o tym decyduje
sponsor. Jesli sponsor z roznych powodow zaprzestaje wplat i nie informuje o
tym koordynatora projektu, dziecko zostaje bez wsparcia finansowego. Nie
oznacza to jednak, ze wypada z projektu – Siostra robi wszystko, aby takie
dziecko moglo pomimo wszystko kontynuowac edukacje i nie chodzilo glodne. Dlatego tak wazne jest, aby w przypadku
trudnosci zyciowych lub finansowych sponsor informowal koordynatora, wtedy dla
dziecka mozna znalezc kolejnego rodzica adopcyjnego.
Adopcja dziecka z Laare powinna
byc decyzja przemyslana, nie podejmowana pod wplywem impulsu. Dziecko z Afryki
jest takim samym dzieckiem jak dziecko z Polski i jesli decydujemy sie otoczyc
je opieka i podejmujemy taka decyzje swiadomie, nie mozemy o nim tak po prostu
zapomniec. Koszt utrzymania dziecka to nie mniej niz 720 zlotych rocznie! Jesli
ktos bardzo chce pomagac, ale wie ze nie stac go na taka sume moze podjac sie
adopcji bezimiennej i wplacac tyle na ile go stac.
Jednoczesnie pragniemy
podziekowac wszystkim tym, ktorzy pamietaja o swoich dzieciach i regularnie wspieraja
je finansowo. Dzieki Wam dzieci moga sie rozwijac, nie chodza glodne, a na ich
ustach czesto gosci usmiech. KiM
środa, 12 grudnia 2012
Co nowego w Laare... :)
Ostatnie dni uplywaja nam rowniez
na wysylaniu kolejnych dzieci do adopcji. Aktualnie projektem w Fundacji Czynmy
Dobro jest objetych okolo 400 dzieci. Osoby, ktore decyduja sie na adopcje moga
podjac sie jej bezterminowo lub na okreslony czas. Po tym czasie musimy szukac
dziecku kolejnej rodziny adopcyjnej. Nazbieralo nam sie kilkanascie przypadkow
skonczenia adopcji lub wycofania sie z niej dlatego piszemy do sponsorow,
uaktualniamy informacje i wysylamy dzieci do kolejnej adopcji. Juz wkrotce
zdjecia potrzebujacych dzieci powinny pojawic sie na stronie Fundacji Czynmy
Dobro.
Kolejna nowina z ostatnich dni –
jakis czas temu wszystkie nasze dzieci zostaly objete ubezpieczeniem zdrowotnym
na wypadek choroby czy pobytu w szpitalu. Calym nielatwym procesem rejestracji
dzieci i zebrania wszystkich potrzebnych dokumentow zajmowala sie s. Agnes.
Kilka tygodni temu jedno z dzieci trafilo do prywatnego szpitala i
ubezpieczenie pokrylo wszystkie koszty leczenia. To bardzo dobra wiadomosc,
gdyz zwykle pobyt w szpitalu kosztuje tak duzo, ze nasi biedni nie sa w stanie
go oplacic. Teraz dzieki ubezpieczeniu najbiedniejsi nie beda martwic sie o
pieniadze w przypadku naglego zachorowania czy wypadku. KiM
czwartek, 6 grudnia 2012
Mikolajki
poniedziałek, 3 grudnia 2012
Powrot do Laare
Po miesiacu nieobecnosci znowu
jestesmy w Laare. Zostajemy tutaj do konca grudnia. Siostra Alicja przywitala
nas po krolewsku – szarlotka do kawy i ... pierogami ruskimi na kolacje. Lepiej
byc nie moglo J Jedynie
pogoda troche sie popsula – cala niedziele lalo i bylo bardzo zimno. Pora
deszczowa trwa w najlepsze.
Dzis spotkalysmy sie z
dzieciakami, ktore niedawno zakonczyly rok szkolny i codziennie przychodza do
misji, aby spedzic wspolnie czas i przy okazji zjesc obiad, choc wlasciwie ten
drugi powod jest najwazniejszy. Kucharka, ktora zawsze im gotowala jest na
urlopie, dlatego jej role przejela Purity – najstarsza z calego towarzystwa,
uczennica szkoly sredniej. W trudnym zadaniu ugotowania dla ok. 70 dzieciakow
pomagaja jej mlodsze kolezanki. Reszta dzieci spedza czas na zabawach i grach.
Dzieci beda w misji przez caly grudzien, dopiero w styczniu zaczynaja nowy rok
szkolny.
Jutro rozpoczynaja sie egzaminy
dla 8 klas szkoly podstawowej – trzymamy mocno kciuki za nasze dzieciaki, a
wlasciwie nasza mlodziez, zeby zdaly jak najlepiej, gdyz od tego zalezy czy
dostana sie do szkoly sredniej. KiM
piątek, 2 listopada 2012
Wszystko, czego dusza zapragnie...
W Laare nie ma cmentarzy,
grobow, wiencow, zniczy i nastrojowej aury unoszacej sie nad wioska . Leje deszcz,
bo tu ciagle pora deszczowa i tylko liturgiczne wspomnienie Wszystkich Wiernych
Zmarlych sprawialo, ze poczulam dzis w sposob szczegolny obecnosc malutkiej Jelidah i Fridah,
ktore zmarly z niedozywienia i braku opieki, obecnosc Marka ,Daudi i
Antony , ktorzy odeszli nagle i niespodziewanie , pozostawiajac mnostwo
sympatycznych wspomnien.
“Moja jest ziemia! moje jest niebo!
aniolowie, prorocy i swieci!
Wszystko jest moje!
Bo Chrystus jest moj i caly dla mnie!
W ciagu jednego roku odeszlo od nas piecioro dzieci, modlitwa ogarniam te nasze maluchy i raz jeszcze z serca dziekuje ich adopcyjnym Rodzicom, ktorzy starali sie dac im wszystko, coby doswiadczyly choc odrobiny nieba juz tu na ziemi :)
PS. O plemiennych tradycjach pochowku w Laare napisze innym
razem
piątek, 19 października 2012
Pora deszczowa
Od ponad tygodnia mamy w Kenii pore deszczowa. Pory
deszczowe sa dwie, ta ktora zaczela sie teraz jest dluzsza i bedzie trwac do
stycznia, pozniej w marcu jest druga, krotsza, ktora bedzie trwala okolo
miesiaca. Deszcz zaczyna padac wieczorem i leje cala noc. W ciagu dnia jest slonecznie i cieplo, wiec
ziemia prawie wysycha. Deszcz ten mozna przyrownac tylko do najwiekszych ulew
jakie mamy czasem w Polsce. Jak juz zacznie padac, to jest to po prostu sciana
deszczu. Nawet w naszym murowanym domu w niektorych miejscach sufit nasiaka
woda, a w domu jest tak glosno, ze
trzeba krzyczec zeby sie uslyszec. W takich monetach nasze mysli wedruja do
naszych dzieci. Skoro w naszym murowanym domu jest tak glosno i sufit nasiaka
woda, co dzieje sie tam, w tych malych drewnianych lub glinianych domkach?
Wiemy, ze nasiakaja one bardzo szybko i juz po kilku minutach w calym domu jest
mokro. Te dzieci ktore maja lozko sa w o tyle lepszej sytuacji, ze nie musza
spac na mokrej podlodze, jednak w wielu domach spi sie na workach po fasoli
albo galeziach, ktore w mgnieniu oka robia sie mokre.
Mimo wszystko pora deszczowa jest tutaj
blogoslawienstwem. Z jej nastaniem mieszkancy nie musza sie martwic o wode do
picia, mycia i prania. Tanki na wode napelniaja sie szybko i nie trzeba stac w
dlugiej kolejce, aby naczerpac wody splywajacej z gor. Pora deszczowa to
rowniez nadzieja na to, ze za kilka miesiecy bedzie mozna zbierac to co sie
posialo i nie bedzie sie cierpiec z glodu. Dla nas to rowniez oddech swiezosci
i koniec dla wszedobylskiego kurzu i pylu. Poza tym nigdzie nie pachnie tak jak
tutaj podczas ulewy! KiM
środa, 17 października 2012
Kisimani Primary School
Nad wszystkim czuwal ks. Dionizy, ktory we wtorek oprocz jedzenia zakupionego
przez siebie i ks. Janusza przywiozl rowniez przedstawicieli Caritas Meru,
ktorzy rozdawali potrzebujacym ziarna do obsiania pola. My zarejstrowalysmy 41
potrzebujacych dzieci, ktorym za posrednictwem Ruchu Swiatlo-Zycie bedziemy
szukac sponsorow.
To dwudniowe doswiadczenie na dlugo pozostanie w naszej
pamieci. KiM
sobota, 6 października 2012
Zycie w Laare plynie swoim rytmem.
W poprzednim tygodniu
rozdalysmy prezenty od sponsorow, ktore przywiozlysmy z Polski. Bylysmy rowniez
na zakupach, aby obdarowac kolejne dzieci darami od ich rodzicow adopcyjnych.
Wszystkie dzieci przyjely prezenty z wielka radosci i sa bardzo wdzieczne. Dodatkowo,
z pieniedzy zebranych jeszcze w Polsce, w dwoch Parafiach – we Wloclawku oraz w
Siedlcach, nakupilysmy ubran dla dzieci i teraz obdarowujemy nimi te
najbiedniejsze i najbardziej zaniedbane dzieci.
Nieodlaczna i niewatpliwie jedna z najprzyjemniejszych
czesci naszego dnia sa zabawy z najmlodszymi dziecmi. Gramy w pilke, zabieramy
maluchy na plac zabaw, kapiemy i przebieramy.
Kilka dni temu, w wolnej chwili, udalo nam sie rowniez
wybrac na wycieczke po gorach. Mieszkamy na wysokosci prawie 1900 metrow n.p.m,
cala wioske otaczaja gory, wiec szczytow do zdobycia jest calkiem sporo J Widoki rowniez
sa zachwycajace. Wczoraj odwiedzajac dzieci ze szkoly w Mwerungundu
wspielysmy sie na jedna z wysokich gor na ktorej mieszka maly Apripas ze swoja
rodzina. Widok na odlegla sawanne byl niesamowity. KiM
wtorek, 2 października 2012
Siedlce, 02.10.2012 r.
Wspomnienie Świętych Aniołów
Stróżów
Mungu
akubariki!
Od
mojego powrotu z Kenii mija już drugi tydzień. Nie ukrywam, że w sercu noszę
głęboką tęsknotę i pragnienie powrotu do Laare. Wierzę jednak, że – jak mawiała
św. Tereska od Dzieciątka Jezus – Pan
Bóg nie daje nam pragnień, których nie chciałby zaspokoić. A zatem – jeśli to
On wzbudza we mnie to pragnienie, nie muszę się martwić, niepokoić i zasmucać,
a jedynie czekać na stosowną chwilę, wybraną przez Boga, w której dane mi będzie
wypowiedzieć z radością: Oto ja, poślij
mnie!
.jpg)
i z naszą młodzieżą, ponieważ pomimo bariery językowej zawsze można było po prostu być razem,
a język uśmiechu, życzliwości i polskiej piosenki okazał się bardzo skutecznym narzędziem nawiązywania relacji. Z wdzięcznością wspominam każdą rodzinę, którą dane mi było odwiedzić,
a przejęta ubóstwem, chorobą i sieroctwem naszych dzieci jeszcze goręcej zapragnęłam być dla nich siostrą i matką.
W
czasie pobytu w Kenii doświadczyłam bardzo wyraźnie własnej bezradności. Często
bowiem tak naprawdę niewiele można zmienić. Na wiele sytuacji trzeba się po
prostu zgodzić. Nie oznacza to jednak, że jesteśmy zupełnie niezdolni do
czynienia dobra – bo przecież wielokrotnie doświadczałam tego, jak
nieograniczone naszą ograniczonością jest działanie Bożej Opatrzności. Dzięki
bardzo konkretnym wydarzeniom, w których dane mi było uczestniczyć, jeszcze raz
mogłam przekonać się o tym, że to Bóg jest Pierwszym, który wychodzi z
inicjatywą, który pobudza i uzdalnia do czynienia dobra, który jest Ojcem
wszystkich sierot, Opiekunem wdów, Podporą rodzin, Lekarzem chorych i
Pocieszycielem strapionych. Misjonarz natomiast jest tym, którego On posyła, by
w Jego imię i Jego mocą przemieniał świat, głosząc (nade wszystko własnym
życiem) Ewangelię Miłości.
Duch
misyjny żyje w moim sercu, pobudza do działania, sprawia, że modlitwą
i pamięcią jestem bardzo blisko dzieci i sióstr, z którymi dzieliłam moje życie przez blisko trzy miesiące. Obecny czas jest zatem dla mnie przede wszystkim czasem dzielenia się tym wszystkim,
co zostawiło w moim sercu tak wyraźny ślad. Stąd tyle spotkań, katechez, tyle słów wypowiedzianych
i napisanych, tyle inicjatyw podejmowanych z myślą o tych, do których Bóg posyła nas w Kenii.
i pamięcią jestem bardzo blisko dzieci i sióstr, z którymi dzieliłam moje życie przez blisko trzy miesiące. Obecny czas jest zatem dla mnie przede wszystkim czasem dzielenia się tym wszystkim,
co zostawiło w moim sercu tak wyraźny ślad. Stąd tyle spotkań, katechez, tyle słów wypowiedzianych
i napisanych, tyle inicjatyw podejmowanych z myślą o tych, do których Bóg posyła nas w Kenii.
Składając
Bogu dziękczynienie za wszystko, co czyni w moim życiu, świadoma własnej
bezradności i słabości, powierzam Mu jeszcze raz moje dziś i całą moją
przyszłość! Powierzam Bogu także tych wszystkich, którzy przychodzą nam z
pomocą, dzięki którym nasza misja w Laare istnieje,
a siostry mogą otaczać w niej swoją opieką 500 najuboższych dzieci! Asante sana!
a siostry mogą otaczać w niej swoją opieką 500 najuboższych dzieci! Asante sana!
S.M.
Amabilis, Orionistka
czwartek, 27 września 2012
Jak tu sie nie zakochac?
Ostatnio wiele czasu spedzamy z naszymi najmlodszymi
dziecmi, ktore przychodza do misji codziennie lub co drugi dzien. Przed
poludniem bawimy sie z nimi – gramy w pilke, przytulamy, laskoczemy – te
najprostsze zabawy i troche czulosci sa dla nich ogromna radoscia czemu wyraz
daja w usmiechu i coraz smielszym przytulaniu sie do nas. Po obiedzie oraz
drzemce pomagamy w ich kapieli i ubieramy. Kochamy wszystkie dzieci i staramy
sie rowno obdzielac je uwaga i poswieconym czasem, ale serce nie sluga i ma
swoich ulubiencow.
Kolejna nasza miloscia jest Kimus, ulubieniec s.
Amabilis. Kimus jest malutki i przeslodki. Po podworku biega w rozowych,
gumowych klapkach, ktore co chwila mu spadaja, a kiedy probuje je zalozyc
przewraca sie w uroczy sposob jednoczesnie calkowicie tarzajac sie w ziemi.
Kimus uwielbia kapiele.
Mukami – jedyna dziewczynka w tym gronie. Zawsze
najbardziej brudna. Na przywitanie wyciera swoja zakurzona glowke w nasze
spodnie lub spodnice. Uwielbia zabawy w powietrzu i przytulanie.
Blizniaki – Moses i Diana. Moses zawsze usmiechniety,
Diana zawsze z naburmuszona mina. Uwielbiaja, jak kazde male dziecko, byc
noszone na rekach. Ich najlepszym przyjacielem jest Njeru, ktory zajmuje sie
zwierzetami w naszej misji. Na jego widok od razu sie usmiechaja. Njeru bawi
sie z nimi i karmi je, jak tylko
znajdzie na to czas. KiM
poniedziałek, 24 września 2012
Z czym wolontariusz radzic sobie musi...
Ostatnie dni mijają pracowicie. Tak jak już pisałysmy
głownie uzupełniamy dokumenty. Jest to o tyle utrudnione, że własciwie każdego
dnia spotykają nas jakies niespodzianki. I tak w piątek skonczył nam sie kolorowy
tusz do drukarki, papier i klej, narzedzia kluczowe dla naszej aktualnej pracy.
Te ostatnie kupiłysmy w Laare, tusz przywiozła nam s. Makena, ktora akurat
wracała z Meru. Zwarte i gotowe ruszyłysmy wiec do pracy. Niestety po niedługim
czasie wyłączyli nam prąd. Nie było go przez cały wieczor, noc i poranek, toteż
praca staneła. W sobote rano postanowiłysmy udać sie na targ, jednak sobota nie
jest tutaj dniem handlowym o czym zapomniałysmy, wiec urządziłysmy sobie spacer
po Laare. Spacerujac po Laare można poczuć sie jak prawdziwa gwiazda. Wszyscy
nas zaczepiali i pozdrawiali, zawsze szczegolnie żywo reaguja na nas dzieci,
ktore biegną z okrzykiem „mzungu”. Po drodze spotkalysmy naszego znajomego
Lawrenca, ktory wlasnie szedl do nas z wizyta. Wspolnie wybralismy sie do
nowopowstalej restauracji, gdzie uraczylismy sie skokiem z mango. Pozniej
Lawrence zabral nas na wycieczke po Laare. Gdy wrocilysmy okazalo sie, ze prad
juz jest. Zabralysmy sie wiec do pracy. Po godzinie zabraklo nam czarnego tuszu
do drukarki. Niestety tym razem nie bylo kogo prosic o przywiezienie go z
odleglego Meru. Aby nie tracic czasu wymyslilysmy sobie inne zajecie. Niedziela
uplynela dosc leniwie. Po popoludniowej adoracji postanowilysmy popracowac
jeszcze troche nad dokumentami. Niestety po kolacji znowu wylaczono prad J
Dzisiejszy dzien rowniez obfitowal w niespodzianki. Rano
okazalo sie, ze istnieje pewnien sposob na to, aby zdobyc czarny tusz do
drukarki. S. Alicja posiada tusz w specjalnej duzej butelce i gdy go brakuje
wstrzykuje go strzykawka do pojemniczka w ktorym oryginalnie sie znajdowal.
Tego trudnego zajecia podjela sie Klaudia. Zdobyla tym samym kolejny
certyfikat, ktory na pewno przyda sie w Polsce ;) Dzieki tej skomplikowanej
operacji udalo nam sie zakonczyc prace, z ktora mierzylysmy sie kilka ostatnich
dni.
Po poludniu nadszedl czas na pierwsze odwiedziny w tym
roku. Udalysmy sie z wizyta do naszych ukochanych braci Emmanuela i Wicklifa. Od
jutra zaczynamy odwiedzac dzieci, co niezmiernie nas cieszy J KiMsobota, 22 września 2012
Powrót do Laare
Poza tym w naszym kenijskim domu
dużo się nie zmieniło oprócz tego, że stare, piętrowe łóżko Klaudii, na którym ja też czasem
spałam, zjadły szczury i Klaudia śpi teraz na dwuosobowym, ogromnym łożu J Mamy też całkiem nowe
zielone płytki w łazience dzięki, którym kurz który gromadzi się w naszej
łazience jest prawie niewidoczny. Największą niespodzianką jest jednak wi-fi –
teraz możemy korzystać z internetu wszędzie, potrzebujemy tylko prądu, którego
często nie ma J.
Nastąpiły też zmiany personalne,
ze znanych nam Sióstr pozostała oprócz s. Alicji tylko s. Makena. Naszą
przewodniczką w tym roku będzie s.Agnes, ponieważ s. Makena rozpoczęła studia i
pracuje w biurze. Mamy nadzieję, że już wkrótce ruszymy w drogę i zaczniemy
odwiedzać dzieciaki. Póki co pozdrawamy
wszystkich czytających ze słonecznego i gorącego Laare. KiM
czwartek, 13 września 2012
Czekamy na wodę...
Mungu akubariki!
Ostatnie dni, a nawet tygodnie upływały nam m.in. na oczekiwaniu na rozpoczęcie prac przy budowie studni. Wiele osób prosiłyśmy o modlitwę w tej intencji.
W Kenii wszystko wydaje się z jednej strony o wiele prostsze niż w Polsce, ale z drugiej - życie komplikuje stosowana tu powszechnie korupcja, biurokracja i opieszałość wykonawców. W związku z planowaną budową S.M. Alicja przeżyła prawdziwe chwile grozy. Stres narastał, niepewność nie jeden raz pojawiła się w sercu. Łzy cisnęły się do oczu. My natomiast, jako wspólnota - wspierałyśmy Ją w tych dniach modlitwą i życzliwością. Dziś mamy za co Bogu dziękować - prace ruszyły pełną parą. I choć podchodzimy z rezerwą do wszelkich obietnic - jutro spodziewamy się planowanego zakończenia prac związanych z wierceniem. Kolejne etapy realizacji projektu potrwają jeszcze pewnie wiele dni, tygodni, a do ich zakończenia - pewnie długa jeszcze droga.
Bogu niech będą dzięki za TYCH, którym realizacja tego przedsięwzięcia leży na sercu! Za wszystkie osoby, które wspierają nas zarówno duchowo, jak i materialnie. Asante sana!
środa, 12 września 2012
Każdy człowiek to inny świat
Mungu akubariki!
Cieszy mnie intensywność ostatnich dni. Dziś zdołałyśmy jeszcze odwiedzić trzy nasze rodziny. Spotkaliśmy się z chłopcami - dziećmi ulicy, którym siostra Alicja zaproponowała konkretną pomoc. Byliśmy też w Tuuru, w domu prowadzonym przez Siostry sw. Józefa Benedykta Cottolengo, dla dzieci niesprawnych ruchowo i intelektualnie. To był piękny dzień!!! Asante sana!!!
![]() |
Z naszymi Skarbami (fot. Attillo Ulise) |
![]() |
Z dziećmi ulicy w Laare |
![]() |
W Tuuru, dom dla dzieci niepełnosprawnych (fot. Attillo Ulise) |
O Kimusiu, który podbił mi serce
Mungu akubariki!
Nie da się ukryć: serce nie sługa! No i stało się, czarnoskóry chłopak podbił mi serce tak, że już tęsknię za tą chwilą, kiedy będę mogła znów go wyhuśtać, poprzytulać i powiedzieć "nakupenda" - czyli kocham cię!!!
Historii Kima nie będę teraz przytaczała w całości. Wspomnę jedynie, że razem z siedmiorgiem rodzeństwa wychowuje go samotnie babcia. Kim z końcem sierpnia skończył trzy lata. Matka zmarła tuż po jego urodzeniu. Ojciec nie interesuje się losem dzieci.
Bardzo chciałam odwiedzić Kima, zobaczyć gdzie i jak mieszka. Czas bardzo się skraca, łapczywie chwytam więc każdą chwilę i... wczoraj udało się! W tych dniach są razem z nami wolontariusze z Włoch, którzy nam nie tylko towarzyszyli podczas naszej wyprawy do Kima, ale uwiecznili to wydarzenie na profesjonalnych fotografiach, których autorem jest Attillo Ulisse.
Niech tym razem - zdjęcia zastąpią to, czego słowa i tak ogarnąć nie zdołają.
W naszej misji (fot. Attillo Ulisse) |
Nowym asfaltem przez Laare iść... (fot. Attillo Ulisse) |
Gdy asfalt się skończył... (fot. Attillo Ulisse) |
Trzeba nam było dalej w górę iść... (fot. Attillo Ulisse) |
Wyżej, wyżej, coraz wyżej... |
Chwila dla fotoreportera i przy okazji na głębszy oddech (fot. Attillo Ulisse) |
Przed domem Kima (fot. Attillo Ulisse) |
W domu... (fot. Attillo Ulisse) |
Radość babci Kima (fot. Attillo Ulisse) |
Rodzinka przed swoim domkiem (fot. Attillo Ulisse) |
Wracamy do misji (fot. Attillo Ulisse) |
wtorek, 11 września 2012
Na kukurydzianym polu
Dziś na naszym polu zbiór kukurydzy!!!
Deo gratias! Za plony, jakie w tym czasie wydała nasza kenijska ziemia!
Deo gratias! Za plony, jakie w tym czasie wydała nasza kenijska ziemia!
Subskrybuj:
Posty (Atom)